środa, 18 listopada 2015

Mockingjay Book Tag

Wiecie, co jest w ten piątek? Czy wy wiecie, co jest w ten piątek? Premiera drugiej części Kosogłosa! No i dodatkowo dawno nie było u mnie na blogu tematów okołoksiążkowych więc podwójny powód do uczczenia mej ukochanej trylogii. Z tej okazji postanowiłam zrobić tag poświęcony w całości tej książce. Ah, nie wierzę, że to już koniec Igrzysk...

Katniss 
Everdeen - "ognista" książka, która zapaliła twoje serce.

Pierwsze skojarzenie jakie mam z tym pytaniem, to książka Ognista, która idealnie pasuje tu tytułem. Ale niestety treść mnie niezbyt powaliła... Za to bardziej odpowiednim wyborem będzie tutaj Akademia Wampirów. Relacja Rose i Dymitra była jak najbardziej ognista. No i Christian Ozera, który włada ogniem.

 
Peeta Mellark - najcięższa książka w twojej biblioteczce.

Dopiero po dłuższej chwili ogarnęłam, dlaczego taką kategorię przyporządkowano mojemu ukochanemu Peecie. W końcu piekarz, przenosił ciężkie worki z mąką! Spóźniony zapłon, haha. Ale najcięższa książka na mojej półce to atlas-przewodnik po krajach związanych z Jezusem. No a Gra o tron i Harry Potter też lekkie nie są. Szczególnie, jeśli wziąć by całe serie na raz...

Gale Hawthorne - książka, za którą bym zabiła.

Rozumiejąc to w jeden sposób, zabiłabym za Kasację albo Pisane szkarłatem. Tej drugiej nie mogę nigdzie znaleźć. Tak bardzo chcę mieć tę książki że hoho. A patrząc na pytanie od innej strony, zabiłabym, jeśli ktoś zniszczyłby mi którąkolwiek z moich książek. Nieważne, czy specjalnie czy nie. Nie chciałabym być wtedy w jego skórze.

 
Primrose Everdeen - ulubiona książka z dzieciństwa.

Zdecydowanie zbiór baśni Andersena! Ale to już wiecie. Chociaż lubiłam też Nowe przygody Mikołajka. To takie wydanie w twardej białej okładce, które swoją drogą gdzieś posiałam i znaleźć nie mogę.

 
Finnick Odair - książka z najładniejszą okładką.

Mam duży sentyment do okładek sagi Zmierzch, wszystkie są takie subtelne, delikatne i symboliczne. Ale moim faworytem jest chyba Czerwona królowa, która tylko graficznie mnie zachwyca, bo co do treści.. Mogliście już o tym przeczytać w recenzji.

Znalezione obrazy dla zapytania johanna mason

 Johanna Mason - książka, która mnie zraniła, wywołała łzy.

Anioł stróż, Noce z Rodanthe, Ostatnia piosenka... Czyli wszystkie książki Sparksa, które do tej pory czytałam. A poza tym to trzecia część Akademii Wampirów. W tamtej chwili, gdy czytałam końcówkę i wydarzyło się to, co się wydarzyło, czułam, jak dosłownie rozpadam się na malutkie kawałeczki.

 
Cornelius Snow - znienawidzona przeze mnie książka.

Wstyd się przyznawać, ale nie uświadamiałam sobie, że Snow ma na imię Cornelius, hehe. Wracając do pytania... Nie lubię się z W pustyni i w puszczy. Nie znoszę tej książki, Staś i Nel to tak wkurzający główni bohaterowie, że wymiękam.

Znalezione obrazy dla zapytania katniss peeta and gale

 Galeniss vs Peetniss - książkowa para, której kibicujesz.

Kibicowałam Peecie i Katniss, ale teraz jakoś mi się odpuściło, bo polubiłam Gale'a. Za to uwielbiam Rose i Dymitra z Akademii Wampirów.



Do zrobienia tego tagu nominuję wszystkich, którzy lubią, kochają, wielbią albo może nawet tylko tolerują Igrzyska śmierci i tak jak ja wyczekują na premierę Kosogłosa. Jeśli chcesz zrobić tag a nie masz bloga, śmiało, odpowiedz na pytania w komentarzu pod tym postem!


Tag pochodzi z bloga - > http://moje-buki.blogspot.com/2015/02/mockingjay-book-tag.html

PS. Nominuję ciebie, Weroniko moja kochana. Odpowiadaj w komentarzu ;)

środa, 11 listopada 2015

Recenzja| Stowarzyszenie wędrujących dżinsów - Ann Brashares

Lekka i niezobowiązująca książka przywołująca wspomnienia dawnych czasów, do tego idealna na jeden wieczór? Takie jest Stowarzyszenie wędrujących dżinsów. Krótkie, wystarczająco rozbudowane, wszystkie ważne wątki zostały zawarte, główni bohaterowie także zapadają w pamięć. Nie tyle z imienia, co z sytuacji rodzinnej i charakteru, ale jestem pewna, że na długo utkwią w mojej głowie.

Mam swoją własną historię związaną z tą książką. Mój tata nigdy nie lubił kupować mi książek, toteż, dziesięcioletnią wtedy mnie, zmusił do pójścia z nim do biblioteki i założenia sobie karty. Na pierwszy ogień wypożyczyłam Stowarzyszenie, ale wtedy go nie przeczytałam. Nawet nie podjęłam próby, by się za nie zabrać. Po prostu cisnęłam w kąt i oddałam po kilku dniach. Dopiero niedawno w Empiku zobaczyłam nowe wznowione wydanie całej serii i się zaciekawiłam. Tym razem zwyciężyłam i przeczytałam, czego nie żałuję.

W książce poznajemy historię czterech przyjaciółek. Różnią się od siebie wszystkim; wyglądem, charakterem, pochodzeniem czy zainteresowaniami. Ale przeciwieństwa się przyciągają i razem tworzą doskonały, zgrany zespół. Przed wakacjami, które po raz pierwszy mają spędzić osobno, jedna z nich kupuje dżinsy. Później wszystkie dziewczyny je przymierzają i okazuje się, że na każdej leżą tak samo dobrze. Postanawiają więc założyć Stowarzyszenie wędrujących Dżinsów. Spisują zasady noszenia dżinsów i obiecują sobie, że w trakcie wakacji będą je sobie przesyłały.

Sądząc po tytule, można dojść do mylnego wniosku, że główną rolę w książce gra część codziennego ubioru. Ja się miło zaskoczyłam, że dżinsy są tylko w tle, ale momentami czuć było, że autorka trochę o nich zapominała. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze powieści, bo przecież nie ciuchy są najważniejsze.

Największy nacisk został położony na niezwykłe relacje, które łączą przyjaciółki. Każda lubi każdą tak samo, żadna żadnej nie faworyzuje. Gdy któraś ma problem, wie, że wszystkie przybędą jej na ratunek. Udzielają sobie wsparcia, ale gdy trzeba, potrafią skrytykować i wyrazić swoje zdanie.



W wielu momentach nie mogłam uciec przed skojarzeniami z Pretty Little Liars. Postać Tibby bardzo przypominała mi Emily, Carmen zaś Arię, Lena Spencer a Bee do złudzenia Hannę. Nie zagłębiałam się w genezy powstania obu serii, ale prawdopodobne jest, że któraś z autorek zainspirowała się dziełem tej drugiej. Wszystko jednak jest utrzymane na dobrym poziomie i podobieństwa nie irytowały mnie tak, jak w przypadku Czerwonej królowej.

Miało być krótko i na temat. Krótko na pewno jest, ale czy na temat? Słowem podsumowania mogę zakończyć, że Stowarzyszenie nie jest wcale książką ambitną. Nie zmieni waszego życia. Może stanowić jedynie przerywnik, gdy siedzi się w domu i nie ma ochoty na literaturę z górnej półki. Warto wtedy pamiętać o Stowarzyszeniu wędrujących dżinsów, przeczytać historie o przyjaźni, miłości i szukaniu własnego oblicza. Może podczas tej leniwej chwili odkryjemy coś, czego do tej pory o sobie nie wiedzieliśmy.

 

Chcesz być na bieżąco? Zaobserwuj witrynę na blogspocie! 


środa, 4 listopada 2015

Book Haul - październik 2015

Wiedziałam, że w październiku popłynę z kupowaniem książek, ale nie spodziewałam się, że zrobię to tak gwałtownie...


Wszystko zaczęło się od niewinnej wizyty w antykwariacie. Miałam kupić jedynie Dżumę do szkoły jako lekturę, ale jak mogłam się domyślać, wyszłam jeszcze z kilkoma innymi książkami. Moją uwagę wśród stosów przykuł Al Williama Whartona. Zapytałam panią, czy nie ma innych powieści tego autora. No i miała. A ja kupiłam wszystkie, które były dostępne. Dlaczego? Nie wiem. Nigdy nic nie czytałam Whartona, ale nazwisko wydawało mi się brzmieć znajomo. Nie mam nic na swoją obronę...

Za sprawą mojej mamy zaopatrzyłyśmy się też w książki Judith Krantz bo moja mama "oglądała kiedyś film i był fajny". Tak o to przybyły do nas Blichtr i patyna oraz Córka mistrala. Nie wiem o czym są, bo te stare wydania niestety (albo stety) nie mają opisów na okładkach z tyłu.

A zaraz po wyjściu z antykwariatu, jakby było mało, zakup w Empiku, Studnia wstąpienia. Tym razem prezent dla taty, ale i tak stoi u mnie na półce więc spokojnie mogę wliczyć.

W połowie miesiąca miałam okazje znaleźć się w okolicach krakowskiego rynku. A tam, tanie księgarnie. Takim sposobem upolowałam Utratę za śmieszną kwotę oraz Maybelline, które porwało mnie swoją okładką. (Teraz stoi w pierwszym rzędzie na półce odwrócone okładką do mnie. Wcale nie dlatego, że nie mam innego miejsca. Ale podziwiam okładkę).

Kilka dni przed premierą miałam okazję dostać w swoje ręce najnowszą książkę Michała Wawrzyniaka o rozwoju osobistym. Tym razem skupia się on wokół wszechobecnego hejtu. Recenzja na pewno pojawi się na blogu, bo książka jest warta uwagi.

Przy okazji jak byłam z przyjaciółką w kinie, poszłyśmy do Auchan. A tam... Koszyki z tanimi książkami. Udało mi się wygrzebać dziesiątą część serii ze Stephenie Plum. Nieważne, że nie mam ani 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9.. I że nie czytałam 1, 2...

Kolejne cztery książki to mój łup podczas Targów Książki w Krakowie. Jeśli jeszcze nie czytaliście mojej relacji z tego wydarzenia, zapraszam serdecznie do nadrobienia ;)

http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/targi-ksiazki-w-krakowie-2015/


 PhotoEditor_1446287541903


To by było na tyle jeśli chodzi o mój październikowy book haul. Po przerwie staram się już wdrożyć w rytm blogosfery, nie do końca to jeszcze wychodzi tak, jak bym chciała, ale obiecuję, że od nowego roku pojawi się dużo zmian i będziecie mieli czego to szukać. A na następny book haul zapraszam już za miesiąc ;)



Przypominam także o obserwowaniu bloga na blogspocie, jeśli chcesz być na bieżąco!


http://books-may-well-be.blogspot.com/