środa, 30 grudnia 2015

Book Haul - grudzień 2015

Święta były, były i się zmyły.

A ja zapraszam was na grudniowy (ubogi) stosik.

W tym miesiącu krótko i zwięźle. Tak jak w poprzednich, bo nie kupiłam zbyt dużo książek. A jednej jeszcze nie zobaczycie na zdjęciu, bo już pożyczyłam.

Zaczęło się od Listu w butelce Sparksa. Kolejna część z prenumeraty. Tak samo jak i Dla ciebie wszystko. Nie planowałam zbierać całości, ale jak popatrzyłam na spis tego, co będzie wychodzić a na to, co czytałam, to doszłam do wniosku, że z lukami nie stworzy mi się napis na grzbietach. Wiecie o co chodzi, prawda?

Później z okazji mikołajek dostałam od koleżanki Światło, którego nie widać. Jakie było zdziwienie w klasie, że dostałam książkę. "Chciałaś książkę na mikołaja?"

Z tej samej okazji przywędrowali do mnie Zwiadowcy, nowa część kolejnej serii, której nie lubię i pasowałoby w końcu napisać recenzję i wyjaśnić dlaczego, ale jakoś nie spieszy mi się wrócić do tego świata. A ten tom kupiłam z myślą o tacie, bo jemu ten cykl przypadł do gustu. I to właśnie ta książka jest pożyczona.

Niespodziewanie zjawili się też Chłopcy, i to z autografem dla mojej mamy. Nikt nie wiedział, że przyjdą, co też było miłym zaskoczeniem.

Na końcu z okazji imieninowo-gwiazdkowej przywędrowało do mnie Lato koloru wiśni. Opis z tyłu okładki twierdzi, że jest to powieść dla fanów Love, Rosie. No ale cóż, zobaczymy.

To by było na tyle, jeśli chodzi o mój book haul. Tak o to prezentuje się on na zdjęciu:

IMG_20151230_201659

W środę, 6 stycznia, możecie spodziewać się podsumowania roku 2015, na pewno 15 najlepszych książek minionych miesięcy. Myślę też o liście najgorszych lektur. Pojawiłaby się 13 stycznia. Dajcie znać, czy jesteście chętni poczytać o "klumpach 2015"

A w nowym roku życzę wam zdrowia, szczęścia, książek i żeby zaczęli sprzedawać je razem z pakietem czasu na ich przeczytanie :< Wszystkiego najlepszego! :D

środa, 23 grudnia 2015

Świąteczny Tag

Jutro jest wigilia, więc dzisiaj przychodzę do was z czymś tematycznym, bo ze świątecznym tagiem. Miasto książek, dziękuję za nominację! ;)

Przechodząc do pytań:

Ulubiony świąteczny film

Nie wyobrażam sobie świąt bez Kevina. Może teraz nie tak jak kiedyś, ale mimo wszystko. Dawniej telewizja puszczała obie części w wigilię albo w Boże Narodzenie i pamiętam, że miło było je oglądać czekając na pasterkę. A teraz? Kevin leci sobie gdzieś w listopadzie, a wtedy to już nie jest to samo. Trzeba się wspomagać sztucznie i oglądać na DVD.

Ulubiony świąteczny kolor.

Nigdy nie myślałam, że jakiś konkretny mam. Moim ulubionym-ulubionym jest niebieski, a w święta troszkę go mało. Ale podoba mi się połączenie czerwonego ze srebrnym lub złotym. I biały. Te wszystkie razem to takie świąteczne barwy.

Ubierasz się odświętnie czy spędzasz święta w piżamie?

Jakbym mogła to bym przechodziła całe życie w piżamie. Nie ubieram się jakoś wyszukanie, ale schludniej niż na co dzień.

Jeśli w tym roku mogłabyś dać prezent tylko jednej osobie, kto by to był?

Ja, haha.

Otwierasz prezenty w wigilię czy w świąteczny poranek?

Pierwszą turę już przed świętami, a drugą w drugi dzień świąt, bo wtedy jadę do drugiej części rodziny.

Czy kiedykolwiek zbudowałaś dom z piernika?

Nie i nie zamierzam, bo to wszystko klei się lukrem i takimi innymi a ja nie przepadam. Same pierniki są najlepsze.

Co lubisz robić podczas przerwy świątecznej? 

Oglądać zaległe i rozpoczynać nowe seriale. I czytać. I jeść. Albo po prostu leżeć i nic nie robić. A już na pewno się nie uczyć.

Jakieś świąteczne życzenia?

Kto ma wiedzieć, ten wie.

Ulubiony bożonarodzeniowy zapach?

Mandarynki!

Ulubione świąteczne jedzenie?

Barszcz z uszkami i pierogi!

 

Do wykonania tego tagu nominuję wszystkich chętnych! Jak zrobicie, to dajcie mi znać, chętnie przeczytam wasze odpowiedzi ;)

Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku!

środa, 16 grudnia 2015

Recenzja| Gwiazd naszych wina - John Green

Kostniakomięsak to złośliwy, pierwotny nowotwór tkanki kostnej. Najczęściej chorują na niego pacjenci płci męskiej od dwunastu, do dwudziestu czterech lat. Wiek nie jest ustaloną normą. Na tę chorobę zapaść mogą także osoby starsze lub młodsze. Guz przeważnie ma swoją lokalizację w kościach długich tworzących staw kolanowy albo w odcinku kości ramiennej.


Nowotwór tarczycy to nowotwór wywodzący się z komórek gruczołu tarczycowego. Zdecydowana większość zdiagnozowanych przypadków, to łagodne zmiany. Ta odmiana raka zdarza się bardzo rzadko, ale może mieć bardzo poważne konsekwencje w postaci przerzutów.


Szesnastoletnia Hazel Grace Lancaster od dawna choruje na raka tarczycy z przerzutami do płuc. Nie chodzi do szkoły, całymi dniami ogląda America’s Next Top Model i czyta ciągle tę samą książkę – Cios Udręki. Jej życie utrudnione jest z powodu niewystarczającej ilości tlenu. Nie może ruszyć się bez Philipa, aparatu, który oddycha za nią.

Rodzice w końcu mają dość jej postępującej depresji. Postanawiają zapisać ją do grupy wsparcia. Myślą, że spędzanie czasu z rówieśnikami z takimi samymi problemami jakie ma ona, pomoże jej nawiązać nowe znajomości.




Hazel nie cierpi tych spotkań. Chodzi na nie tylko ze względu na swoich rodziców. Jej zdaniem jest tylko jedna rzecz od bycia chorym na raka; mieć dziecko, które choruje na raka.

Skład grupy cały czas się zmieniał. Przychodziły nowe osoby, inne odchodziły z powodu swoich chorób. Większość po prostu umierało. Na koniec każdego spotkania odmawiano modlitwę za dusze byłych członków. Z tygodnia na tydzień lista imion do wymówienia się powiększała.

Augustus Waters jest chory na kostniakomięsaka. Zdrowie kosztowało go utratę prawej nogi, ale dzięki amputacji pozostaje w stanie remisji. Do grupy wsparcia trafia ze względu na swojego przyjaciela, Isaaka, który przez nowotwór stracił już jedno oko, a grozi mu jeszcze utrata drugiego.

Od pierwszego spotkania Augustus przygląda się Hazel. Najpierw nieśmiało, a potem bardziej otwarcie zaczynają ze sobą rozmawiać. Zaczynając od filmu, później pożyczanie ulubionych książek… Przyjaźń dwójki nastolatków kwitnie. Miejsca nie brakuje też dla Isaaka, który później cierpi przez rozstanie z dziewczyną.

Może się wydawać, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. John Green potwierdza ten stereotyp w swojej książce. Po krótkim czasie Augustus zakochuje się w Hazel. A ona?


Gwiazd naszych wina to piękna historia o nastolatkach, którzy próbują zrozumieć idee umierania. Muszą radzić sobie z końcem, który został dla nich odgórnie zaplanowany. Z jednej strony chcą czerpać z życia jak najwięcej, by nic ich nie ominęło. Z drugiej wiedzą, że takim zachowaniem mogą sprawić, że zranią zdrowych ludzi, jeśli dopuszczą ich do siebie za blisko. Nie myślą o sobie. Myślą o osobach, które kochają i chcą chronić.

Książka odkrywa bardzo wiele z psychiki osoby umierającej. Jej priorytety są zupełnie inne niż nasze. Inaczej patrzy na świat i nie można jej za to winić. Wszechobecne metafory mogą sugerować, że zagubieni nastolatkowie próbują odnaleźć sens we wszystkim, co ich otacza.


Skrót od imienia Augustusa to Gus. Został on wymyślony przez rodzinę i przyjaciół, bardzo szybko wszyscy go podłapali i zaczęli się do tego tak zwracać. Gus miał guza. Ironia polskiego tłumaczenia?

Wszechobecne spojlery powiedziały mi, jak kończy się ta historia. Myślałam, że przez to nie będę płakać na końcówce. Jakże się myliłam! Od pierwszych stron byłam smutna i chciało mi się ryczeć, bo wiedziałam, że to ma takie a nie inne zakończenie. A gdy ono w końcu nadeszło… Już nawet lepiej nie mówić. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki, a macie zamiar to zrobić, to lepiej przygotujcie sobie zapas chusteczek.


Jest to najnowsza powieść Johna Greena i moim zdaniem najlepsza. Doczekała się także wspaniałego filmu, który zasługuje na miano ekranizacji. Każda scena została bardzo wiernie przeniesiona na ekran. I jestem pewna, że oglądając go, wypłaczemy drugie tyle łez, co przy czytaniu książki.




środa, 9 grudnia 2015

Ktoś chce darmowe ebooki?

Witam was w dzisiejszej nietypowej notce. Przychodzę do was ze świetną informacją. Przechodząc do rzeczy.

Czytasz? Recenzujesz? Ciągle poszukujesz ciekawych lektur? Wydawnictwo Wymownia wyszło z propozycją ku nam, blogerom. Wystarczy umieścić post z informacją o ich akcji, napisać maila do wydawnictwa i voilà! Możemy cieszyć się darmowymi ebookami, które przychodzą na naszą pocztę.

Więcej informacji znajdziecie TUTAJ 

Weźmiecie udział?

środa, 2 grudnia 2015

Book Haul - listopad 2015

To wcale nie jest tak, że zapomniałam dodać wpisu w ostatnią środę...

Dzisiaj jest już drugi grudnia. Listopad dobiegł końca i bardzo dobrze, bo strasznie mi się dłużył i był trochę jak rozlazłe kluchy. Wyczekiwałam premiery Kosogłosa, który niezbyt sprostał moim oczekiwaniom, ale to jest materiał na dłuższy temat. Jesteście zainteresowani moją opinią o ekranizacji? Chcecie, abym napisała recenzję i zrobiła porównanie; książka czy film? Piszcie w komentarzach.

Ale przechodząc już do właściwego tematu. Czas na book haul!

Poszło mi wyjątkowo słabo. Nie miałam ani czasu ani ochoty na łażenie po sklepach, więc nie było jak kupować nowych książek. A efekt zobaczycie poniżej w postaci jedynie 4 pozycji, plus jedna pożyczona.

IMG_20151202_093810


 

W ostatnich dniach października dostałam wczesny prezent urodzinowy od przyjaciółki, którym było nowe, jubileuszowe wydanie Zmierzchu. Książka składa się jakby z dwóch, jedna to znany wszystkim dobrze Zmierzch. Ale gdy obrócimy książkę, po drugiej stronie znajdziemy zupełnie nową powieść Stephenie Meyer Life and death, czyli ta sama historia opowiedziana z zamianą płci. Edward stał się Edythe, Bella to Beau a Jacob to Julie.

Po targach książki miałam dużą ochotę kupić kolejną książkę Remigiusza Mroza. Zaczęłam szperać w księgarniach internetowej, aż tu niespodziewanie znalazłam niezłą promocję w Bonito.pl. Wieża milczenia była w pakiecie z Materialistą za niecałe 15 złotych. Nie musiałam się długo zastanawiać, by zamówić. Grzech nie brać jak dają prawie za darmo.

Teraz ukazywać zaczęła się kolekcja książek Nicholasa Sparksa. Nie zamierzam kupować wszystkich, choć bardzo bym chciała (jedynie miejsca brak), bo są w bardzo korzystnych cenach. Bodajże 10 złotych za tom? A Sparks jest mistrzem w swojej dziedzinie. Ale pierwsza powieść, która się ukazała, to był Pamiętnik, więc musiałam go mieć.

Koleżanka pożyczyła mi także książkę, którą możecie zobaczyć na samej górze. Jest to powieść polskiej autorki, opis brzmi dość dziwnie, ale takie powieści są najlepsze. Przynajmniej okładka mi nic nie spojleruje tak jak to niekiedy bywa.

 

Mam nadzieję, że w grudniu pójdzie mi trochę lepiej w kupowaniu, bo tak dziwnie jest jak nie mam czego pokazywać. Ale będą mikołajki, święta, nowy rok.. Kto wie, kto wie. Na pewno możecie spodziewać się podsumowań i nowych wyznań. A na nowy wpis zapraszam w przyszłą środę (tym razem nie zapomnę!).

koko


 

środa, 18 listopada 2015

Mockingjay Book Tag

Wiecie, co jest w ten piątek? Czy wy wiecie, co jest w ten piątek? Premiera drugiej części Kosogłosa! No i dodatkowo dawno nie było u mnie na blogu tematów okołoksiążkowych więc podwójny powód do uczczenia mej ukochanej trylogii. Z tej okazji postanowiłam zrobić tag poświęcony w całości tej książce. Ah, nie wierzę, że to już koniec Igrzysk...

Katniss 
Everdeen - "ognista" książka, która zapaliła twoje serce.

Pierwsze skojarzenie jakie mam z tym pytaniem, to książka Ognista, która idealnie pasuje tu tytułem. Ale niestety treść mnie niezbyt powaliła... Za to bardziej odpowiednim wyborem będzie tutaj Akademia Wampirów. Relacja Rose i Dymitra była jak najbardziej ognista. No i Christian Ozera, który włada ogniem.

 
Peeta Mellark - najcięższa książka w twojej biblioteczce.

Dopiero po dłuższej chwili ogarnęłam, dlaczego taką kategorię przyporządkowano mojemu ukochanemu Peecie. W końcu piekarz, przenosił ciężkie worki z mąką! Spóźniony zapłon, haha. Ale najcięższa książka na mojej półce to atlas-przewodnik po krajach związanych z Jezusem. No a Gra o tron i Harry Potter też lekkie nie są. Szczególnie, jeśli wziąć by całe serie na raz...

Gale Hawthorne - książka, za którą bym zabiła.

Rozumiejąc to w jeden sposób, zabiłabym za Kasację albo Pisane szkarłatem. Tej drugiej nie mogę nigdzie znaleźć. Tak bardzo chcę mieć tę książki że hoho. A patrząc na pytanie od innej strony, zabiłabym, jeśli ktoś zniszczyłby mi którąkolwiek z moich książek. Nieważne, czy specjalnie czy nie. Nie chciałabym być wtedy w jego skórze.

 
Primrose Everdeen - ulubiona książka z dzieciństwa.

Zdecydowanie zbiór baśni Andersena! Ale to już wiecie. Chociaż lubiłam też Nowe przygody Mikołajka. To takie wydanie w twardej białej okładce, które swoją drogą gdzieś posiałam i znaleźć nie mogę.

 
Finnick Odair - książka z najładniejszą okładką.

Mam duży sentyment do okładek sagi Zmierzch, wszystkie są takie subtelne, delikatne i symboliczne. Ale moim faworytem jest chyba Czerwona królowa, która tylko graficznie mnie zachwyca, bo co do treści.. Mogliście już o tym przeczytać w recenzji.

Znalezione obrazy dla zapytania johanna mason

 Johanna Mason - książka, która mnie zraniła, wywołała łzy.

Anioł stróż, Noce z Rodanthe, Ostatnia piosenka... Czyli wszystkie książki Sparksa, które do tej pory czytałam. A poza tym to trzecia część Akademii Wampirów. W tamtej chwili, gdy czytałam końcówkę i wydarzyło się to, co się wydarzyło, czułam, jak dosłownie rozpadam się na malutkie kawałeczki.

 
Cornelius Snow - znienawidzona przeze mnie książka.

Wstyd się przyznawać, ale nie uświadamiałam sobie, że Snow ma na imię Cornelius, hehe. Wracając do pytania... Nie lubię się z W pustyni i w puszczy. Nie znoszę tej książki, Staś i Nel to tak wkurzający główni bohaterowie, że wymiękam.

Znalezione obrazy dla zapytania katniss peeta and gale

 Galeniss vs Peetniss - książkowa para, której kibicujesz.

Kibicowałam Peecie i Katniss, ale teraz jakoś mi się odpuściło, bo polubiłam Gale'a. Za to uwielbiam Rose i Dymitra z Akademii Wampirów.



Do zrobienia tego tagu nominuję wszystkich, którzy lubią, kochają, wielbią albo może nawet tylko tolerują Igrzyska śmierci i tak jak ja wyczekują na premierę Kosogłosa. Jeśli chcesz zrobić tag a nie masz bloga, śmiało, odpowiedz na pytania w komentarzu pod tym postem!


Tag pochodzi z bloga - > http://moje-buki.blogspot.com/2015/02/mockingjay-book-tag.html

PS. Nominuję ciebie, Weroniko moja kochana. Odpowiadaj w komentarzu ;)

środa, 11 listopada 2015

Recenzja| Stowarzyszenie wędrujących dżinsów - Ann Brashares

Lekka i niezobowiązująca książka przywołująca wspomnienia dawnych czasów, do tego idealna na jeden wieczór? Takie jest Stowarzyszenie wędrujących dżinsów. Krótkie, wystarczająco rozbudowane, wszystkie ważne wątki zostały zawarte, główni bohaterowie także zapadają w pamięć. Nie tyle z imienia, co z sytuacji rodzinnej i charakteru, ale jestem pewna, że na długo utkwią w mojej głowie.

Mam swoją własną historię związaną z tą książką. Mój tata nigdy nie lubił kupować mi książek, toteż, dziesięcioletnią wtedy mnie, zmusił do pójścia z nim do biblioteki i założenia sobie karty. Na pierwszy ogień wypożyczyłam Stowarzyszenie, ale wtedy go nie przeczytałam. Nawet nie podjęłam próby, by się za nie zabrać. Po prostu cisnęłam w kąt i oddałam po kilku dniach. Dopiero niedawno w Empiku zobaczyłam nowe wznowione wydanie całej serii i się zaciekawiłam. Tym razem zwyciężyłam i przeczytałam, czego nie żałuję.

W książce poznajemy historię czterech przyjaciółek. Różnią się od siebie wszystkim; wyglądem, charakterem, pochodzeniem czy zainteresowaniami. Ale przeciwieństwa się przyciągają i razem tworzą doskonały, zgrany zespół. Przed wakacjami, które po raz pierwszy mają spędzić osobno, jedna z nich kupuje dżinsy. Później wszystkie dziewczyny je przymierzają i okazuje się, że na każdej leżą tak samo dobrze. Postanawiają więc założyć Stowarzyszenie wędrujących Dżinsów. Spisują zasady noszenia dżinsów i obiecują sobie, że w trakcie wakacji będą je sobie przesyłały.

Sądząc po tytule, można dojść do mylnego wniosku, że główną rolę w książce gra część codziennego ubioru. Ja się miło zaskoczyłam, że dżinsy są tylko w tle, ale momentami czuć było, że autorka trochę o nich zapominała. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze powieści, bo przecież nie ciuchy są najważniejsze.

Największy nacisk został położony na niezwykłe relacje, które łączą przyjaciółki. Każda lubi każdą tak samo, żadna żadnej nie faworyzuje. Gdy któraś ma problem, wie, że wszystkie przybędą jej na ratunek. Udzielają sobie wsparcia, ale gdy trzeba, potrafią skrytykować i wyrazić swoje zdanie.



W wielu momentach nie mogłam uciec przed skojarzeniami z Pretty Little Liars. Postać Tibby bardzo przypominała mi Emily, Carmen zaś Arię, Lena Spencer a Bee do złudzenia Hannę. Nie zagłębiałam się w genezy powstania obu serii, ale prawdopodobne jest, że któraś z autorek zainspirowała się dziełem tej drugiej. Wszystko jednak jest utrzymane na dobrym poziomie i podobieństwa nie irytowały mnie tak, jak w przypadku Czerwonej królowej.

Miało być krótko i na temat. Krótko na pewno jest, ale czy na temat? Słowem podsumowania mogę zakończyć, że Stowarzyszenie nie jest wcale książką ambitną. Nie zmieni waszego życia. Może stanowić jedynie przerywnik, gdy siedzi się w domu i nie ma ochoty na literaturę z górnej półki. Warto wtedy pamiętać o Stowarzyszeniu wędrujących dżinsów, przeczytać historie o przyjaźni, miłości i szukaniu własnego oblicza. Może podczas tej leniwej chwili odkryjemy coś, czego do tej pory o sobie nie wiedzieliśmy.

 

Chcesz być na bieżąco? Zaobserwuj witrynę na blogspocie! 


środa, 4 listopada 2015

Book Haul - październik 2015

Wiedziałam, że w październiku popłynę z kupowaniem książek, ale nie spodziewałam się, że zrobię to tak gwałtownie...


Wszystko zaczęło się od niewinnej wizyty w antykwariacie. Miałam kupić jedynie Dżumę do szkoły jako lekturę, ale jak mogłam się domyślać, wyszłam jeszcze z kilkoma innymi książkami. Moją uwagę wśród stosów przykuł Al Williama Whartona. Zapytałam panią, czy nie ma innych powieści tego autora. No i miała. A ja kupiłam wszystkie, które były dostępne. Dlaczego? Nie wiem. Nigdy nic nie czytałam Whartona, ale nazwisko wydawało mi się brzmieć znajomo. Nie mam nic na swoją obronę...

Za sprawą mojej mamy zaopatrzyłyśmy się też w książki Judith Krantz bo moja mama "oglądała kiedyś film i był fajny". Tak o to przybyły do nas Blichtr i patyna oraz Córka mistrala. Nie wiem o czym są, bo te stare wydania niestety (albo stety) nie mają opisów na okładkach z tyłu.

A zaraz po wyjściu z antykwariatu, jakby było mało, zakup w Empiku, Studnia wstąpienia. Tym razem prezent dla taty, ale i tak stoi u mnie na półce więc spokojnie mogę wliczyć.

W połowie miesiąca miałam okazje znaleźć się w okolicach krakowskiego rynku. A tam, tanie księgarnie. Takim sposobem upolowałam Utratę za śmieszną kwotę oraz Maybelline, które porwało mnie swoją okładką. (Teraz stoi w pierwszym rzędzie na półce odwrócone okładką do mnie. Wcale nie dlatego, że nie mam innego miejsca. Ale podziwiam okładkę).

Kilka dni przed premierą miałam okazję dostać w swoje ręce najnowszą książkę Michała Wawrzyniaka o rozwoju osobistym. Tym razem skupia się on wokół wszechobecnego hejtu. Recenzja na pewno pojawi się na blogu, bo książka jest warta uwagi.

Przy okazji jak byłam z przyjaciółką w kinie, poszłyśmy do Auchan. A tam... Koszyki z tanimi książkami. Udało mi się wygrzebać dziesiątą część serii ze Stephenie Plum. Nieważne, że nie mam ani 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9.. I że nie czytałam 1, 2...

Kolejne cztery książki to mój łup podczas Targów Książki w Krakowie. Jeśli jeszcze nie czytaliście mojej relacji z tego wydarzenia, zapraszam serdecznie do nadrobienia ;)

http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/targi-ksiazki-w-krakowie-2015/


 PhotoEditor_1446287541903


To by było na tyle jeśli chodzi o mój październikowy book haul. Po przerwie staram się już wdrożyć w rytm blogosfery, nie do końca to jeszcze wychodzi tak, jak bym chciała, ale obiecuję, że od nowego roku pojawi się dużo zmian i będziecie mieli czego to szukać. A na następny book haul zapraszam już za miesiąc ;)



Przypominam także o obserwowaniu bloga na blogspocie, jeśli chcesz być na bieżąco!


http://books-may-well-be.blogspot.com/

środa, 28 października 2015

Targi książki w Krakowie 2015

Weekend pełen wrażeń, utrudniony dojazd, tłumy na hali a pomiędzy ludźmi wałęsający się Gandalf. O czym mówię? O targach książki w Krakowie. Ta międzynarodowa impreza odbyła się już 19. raz. Były to dopiero moje trzecie targi, ale z każdym kolejnym rokiem jest tak samo niesamowicie, jak nawet nie lepiej.

Wybierając się na targi miałam ambitny plan, by porobić dużo zdjęć do tego właśnie postu. Chciałam też nakręcić coś na kształt vloga, żeby pokazać wam, szczególnie tym, którzy nie mogli się pojawić, jak to wszystko wyglądało. Ale jak na złość dwa dni przed zepsuł mi się telefon i musiałam zadowolić się starym samsungiem, którego aparat pozostawia wiele do życzenia. Ale nie rozwodząc się zbyt długo nad tym, zapraszam do czytania o mojej wizycie w Expo Kraków ;)

Miałam wejściówki dla blogerów na całe 4 dni targów. To było super uczucie, gdy przechodziło się obok 100 metrowej kolejki (nie żartuję! W sobotę ok. 12 była od kasy do BRAMY WJAZDOWEJ NA PARKING) i bez problemów przechodzi się osobnym wejściem, gdzie jest pusto.

W piątek pojawiłam się ok. 13 z mocnym postanowieniem, że nie kupię żadnej książki (hahahahahahahahaha). Wytrzymałam dwie godziny... Byłam na spotkaniu z autorem książek "Guru kultu..ry" oraz "Heltoholik" - Michałem Wawrzyniakiem. Jest to trener rozwoju osobistego, prowadzi swoją własną firmę szkoleniową, a teraz dzieli się swoją wiedzą przez pisanie książek. Czytałam tylko "Guru..." ale wiem, że warto w ciemno sięgnąć po obie pozycje.

20151025_124905

Moim pierwszym grzechem było pójście na stoisko wydawnictwa, gdzie spotkałam Klaudię Kopiasz. Jeszcze gdy pisałam swoje własne teksty przez jakiś czas należałam do klubu LAI, gdzie poznałam Klaudię. Teraz ona wydała swoją książkę, więc to było oczywiste, że musiałam się w nią zaopatrzyć.

Drugie złamanie postanowienia nastąpiło na stoisku One Press. Tam kupiłam Zasady wywierania wpływu na ludzi na spółkę ze swoją mamą. Książka zapowiada się interesująco, jest cienka ale zawiera dwie płyty CD i gdy ją wertowałam, to pełno jest w niej komiksów ilustrujących omawiane tematy.

A przy samym wyjściu do ręki wpadła mi kolejna książka. Za sprawą wielu pozytywnych recenzji gdy zobaczyłam Królów przeklętych nie mogłam się oprzeć i dosłownie pobiegłam w ich kierunku. Tak więc z postanowienia jak zwykle nici...

20151025_124929

W sobotę na targach spędziłam prawie cały dzień z przyjaciółką.Udało mi się zdobyć autograf Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Kolejka była niewielka, poszło dość szybko i sprawnie. Nie uciekała przed pytaniami, z uśmiechem pozowała do zdjęć.

Poszłyśmy na stoisko wydawnictwa SQN. Rozwodziłyśmy się nad okładką nowej części Chłopców, no i ogólnie nad Ćwiekiem. Aż tu nagle słyszę za sobą znajomy głos... Odwracam się a tam Anita z Book Reviews! :D

20151024_124942Później w "dziurze" między spotkaniami poszłyśmy do kącika Księgarni Matras, gdzie gościła Dorota Koman wraz z Mają Bochosiewicz. Rozmawiały na temat swoich ulubionych książek, wydarzeń około książkowych i ogólnie życia. Mimo że miało to być coś na kształt wywiadu, nie czuć było presji, że przed tobą siedzi sławna aktorka. Wszystko miało charakter bardzo towarzyski i pogadankowy.


20151024_140517


Udało nam się także zobaczyć C.J. Daugherty czyli dla niewtajemniczonych autorkę serii Wybranych. Jej autograf zdobyłam już na zeszłorocznych targach, więc tym razem odpuściłam i dałam innych szansę w staniu w kolejce. My za to pognałyśmy do sąsiedniej hali a tam...

20151025_124956Remigiusz Mróz! Niesamowity autor i niesamowity człowiek. Podpisywanie książek miało zacząć się dopiero o 15 a on przyszedł już 20 minut wcześniej. Z każdym starał się zamienić kilka zdań, zadawał pytania, sam udzielał odpowiedzi na te, które mu zadawano. Starał się poznać osobę, która do niego przyszła, chociażby przez te kilka minut.

Na odchodnym udało mi się dopchać po Z innej bajki. Był to mój jedyny sobotni zakup. Z tego już mogę być dumna.

Zgarnęłyśmy też bardzo dużo promocyjnych zakładek, czekoladek (Publicat S.A. miało pyszne) i ciasteczek. Nawet krówki i bransoletki od Gandalfa. Hitem były darmowe jabłka, które cieszyły się dużym powodzeniem.


20151026_110514


W efekcie końcowym targi zakończyłam z liczbą 4 książek, co jest więcej niż przewidywałam, ale mniej, niż chciałam. Każde wydawnictwo miało jakieś promocje, przynajmniej 20% a niektóre też dochodziły do 50. Za to każdy, kto zarejestrował się do newslettera MoonDrive otrzymywał darmowy egzemplarz Wybacz mi, Leonardzie. Ale niestety ja już jestem zapisana i mam tę książkę, więc nie mogłam skorzystać.

Weekend uważam za udany i nie mogę się już doczekać kolejnej edycji targów! Zobaczymy się tam za rok ;)

środa, 21 października 2015

Recenzja| Rywalki: Elita - Kiera Cass

Do pałacu przybyło trzydzieści pięć dziewczyn. Teraz pozostała tylko tytułowa Elita, składająca się z sześciu kandydatek. W śród nich znajduje się nasza główna bohaterka, America Singer.

Znalezione obrazy dla zapytania elita rywalki

Kiera Cass po raz drugi przeniosła nas w antyutopijny świat z przyszłości. Nie ma już Stanów Zjednoczonych. Po czterech wojnach nic po nich nie zostało. Ocaleni utworzyli nowe państwo – Illeę. Historia zatoczyła koło i po demokracji nie zostało śladu. Powróciła monarchia, na czele kraju stoi król, społeczeństwo zostało podzielone na kasty. Od Jedynki – rodziny królewskiej, do Ósemki – bezdomnych i żebraków. W takim świecie książę Maxon, przyszła głowa państwa, rozpoczyna Eliminacje. Dziewczyna, która wygra, zostanie jego żoną i otrzyma koronę.

Po przeczytaniu pierwszej części wszystko wydawało się dla mnie jasne. Maxon wybierze sześć kandydatek, będzie stopniowo odsyłał jedną z nich do domu, aż w ostatnim tomie, w Jedynej, podejmie ostateczną decyzję i wybierze Americę. W trakcie lektury Elity, nie byłam już taka pewna dalszego rozwoju wydarzeń.

America przed przybyciem do zamku zakochana była w Szóstce, przystojnym Aspenie. Dla dobra rodziny była gotowa zrezygnować z własnego szczęścia i wzięła udział w Eliminacjach. Nie spodziewała się, że jej miłość zostanie gwardzistą, by towarzyszyć jej na dworze królewskim. W tej sytuacji wybór nie wydaje się już taki prosty.

Elita ukazuje zupełnie inne spojrzenie na głównych bohaterów. Odkrywa niezdecydowanie Americi. Dziewczyna mogłaby już dawno zakończyć Eliminacje, wyznając Maxonowi co naprawdę do niego czuje. Ona jednak nie może się zdecydować. Miłości do księcia nie traktuje jak samo jak tej do gwardzisty. Wraz z wybraniem Maxona, dostanie w pakiecie koronę, a nade wszystko nie pragnie władczy. Później jednak się zastanawia; byłaby dobrą władczynią?

Aspen pokazuje swoją determinację w walce o ukochaną dziewczynę. Tę postać autorka w tej części trochę spłaszczyła. W Rywalkach Aspen nie bał się mieć swojego zdania i bronić go. W Elicie odnosiłam wrażenie, że chłopakowi uderzyły do głowy bogactwa zamku. Z jednej strony wykorzystuje każdą okazję na spotkania z Americą, ale wszystko to jest takie pasywne.

Znalezione obrazy dla zapytania elite selection quotes

A Maxon… Odsłania przed nami nowe oblicze. Tym razem jest to bezwzględny przyszły władca państwa. Nie może on stawiać na szczęście osobiste. Na pierwszym miejscu powinno być dobro kraju. Gdy wybór żony wydawał się być oczywisty, polityka musiała wkroczyć do jego życia. Która kandydatka byłaby najlepszą księżniczką?

W tle toczą się zamieszki. Rebelianci z Północy i Południa walczą, choć w zasadzie nie wiadomo o co. Jedni są ci źli, drudzy są ci lepsi. Kiera Cass chyba zapomniała ująć powodu tych buntów w swoich książkach. No ale może dowiemy się w Jedynej? Chyba nie bez podstaw rebelianci atakują zamek kilka razy podczas trwania akcji Rywalek i Elity


W drugiej części serii możemy poznać świat Illei od strony zarządzania nią. Ważne przyjęcia o wadze międzynarodowej i delegacje do innych krajów. Illea nie jest sama na świecie. Okazuje się, że powstały nowe państwa na terenie Azji, Chin i Włoch. Każde ma zmienioną nazwę, by odciąć się od przeszłości. Ale w takim razie jak powstały? Jaka tajemnica kryje się za nowym ustrojem politycznym? Mam nadzieję, że w Jedynej poznam odpowiedzi.

Elita to po prostu opowieść o szukaniu swojego księcia na białym koniu. Czy on rzeczywiście będzie księciem, czy raczej gwardzistą, zaprząta głowę naszej głównej bohaterki. Jej uczucia nie są do końca sprecyzowane, co czasem bywa męczące. Ta książka jest okej, ale zdecydowanie gorsza od pierwszej części. Jest do dobra lektura na jeden wieczór, ale nie wnosi wiele. Pozwala się cofnąć w czasy, gdy nie było komputerów, księżniczki były strzeżone przez całą dobę i bezwzględny król pod przykryciem dobra swojego syna, działał niszcząco i sprzeciwiał się jego wyborom w kwestii ukochanej kobiety.

Znalezione obrazy dla zapytania rywalki

środa, 14 października 2015

Recenzja| Blask - Alexandra Adornetto

Alexandra Adornetto to dwudziestokilkuletnia autorka pochodzenia australijskiego. Trylogia, którą zapoczątkowała powieść pod tytułem Blask, nie jest pierwszą w jej warsztacie twórczym. Jak na tak młody wiek, pisarka wydała całkiem dużo książek, które stały się bestsellerami. Ale czy słusznie?

Na świecie dzieje się źle. Morderstwa, terroryzm, oszustwa i kradzieże. Bóg nie może na to patrzeć. Nie może sam nic zrobić, ale postanawia zainterweniować. Wysyła na Ziemię anioły, które mają trafić w określone miejsca i starać się zasiać dobro wśród ludzi.

Fikcyjne miasteczko Venus Cove, usytuowane gdzieś na linii brzegowej w amerykańskim stanie Georgia, pewnego dnia nieświadomie przyjmuje do siebie wysłanników niebios. Trzy anioły zostają zesłane, by pokrzepić wiarę wśród mieszkańców i sprawić, by ci wyrzekli się zła. Przyjmują oni postacie ludzi, ale z jednym wyjątkiem. Mają skrzydła, które muszą ukrywać. Dla dwojga z nich jest to trudne, ale działają dla wyższej instancji. Dla trzeciego, niedoświadczonego i ciągle się uczącego, nowa sytuacja nie jest brana na poważnie tak, jak być powinna.

Jak doskonale wiadomo, nawracanie dobrze jest zacząć wśród dzieci i młodzieży. Młodzi ludzie nie wyrobili sobie jeszcze do końca własnych przekonań, toteż łatwo można powiedzieć im, co jest właściwe. Archanioł Gabriel zatrudnia się w miejscowej szkole jako nauczyciel muzyki. Jest bardzo skoncentrowany na powierzonym mu zadaniu. Jest też bardzo przystojny. Uczennice wzdychają do niego, co Gabriel wykorzystuje w dobrej wierze i obraca to w czynienie dobra.

Jest też Ivy, anioł- serafin, uzdrowicielka. Ale to nie na niej skupia się cała powieść. Główną bohaterką i zarazem narratorką jest Bethany. Dziewczyna zapisuje się do liceum i zaczyna żyć jak każda nastolatka w jej wieku. Jest bardzo łagodna i podatna na manipulacje. Wierzy ludziom, co jest czasem mocno wykorzystywane. Mimo wszystko szybko zaprzyjaźnia się z Molly, która pomaga jej odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości.

Beth zaczyna się interesować tajemniczym Xavierem. Chłopak ma za sobą mroczną przeszłość, ale jest nieszkodliwym, młodym człowiekiem. Zachowuje dystans, ale przecież Bethany jest aniołem! Udaje jej się zburzyć mur dookoła niego i nawiązać z nim kontakt. Co za tym idzie, nastolatkowie zakochują się w sobie. I w tym miejscu rozpoczynają się problemy.


Jako anioł, Beth miała jasno powierzone zadanie. W jej misji nie ma miejsca na uczucie do zwykłego ziemskiego chłopaka. No ale serce dziewczyny tego nie słucha. Zakochany anioł gotowy jest powierzyć swoją tajemnicę miłości swego życia. Ale co będzie później, gdy zadanie na Ziemi dobiegnie końca? Bethany przystosowanie się do ziemskiego miasteczka przyszło bardzo łatwo. To ona z całej trójki swego rodzeństwa posiada najwięcej cech ludzkich.

Venus Cove wydaje się być spokojnym i wręcz idealnym miejscem do życia. Jednak wraz z przybyciem aniołów do miasteczka także zawitały mroczne siły. Przecież inaczej by być nie mogło. Anioły muszą poradzić sobie z zagrożeniem, bo tylko one wiedzą z czym naprawdę walczą.

Alexandra Adornetto swoją pierwszą książkę opublikowała, gdy miała czternaście lat. Kolejne tomy cyklu Blask ukazywały się w jej osiemnastym roku życia. Młodość i naiwność pisarki czuć w jej powieściach. Warto dodać, że jest ona córką nauczycieli języka angielskiego. Jej twórczość jest bardzo poprawna pod względem języka. Dopracowany warsztat nie ratuje jednak całej serii. Blask jest po prostu nudny. Miłość Xaviera i Bethany opiera się na płaszczyźnie duchowej. Słodkie rozmowy, zapewnianie o wzajemnych uczuciach… Zbyt dużo mdłego romantyzmu. No ale czego możemy oczekiwać od niewinnej anielicy i chłopaka po tragicznych przejściach?

Jeśli lubicie książki z przesłodzoną miłością, proszę bardzo, to pozycja dla was. Jeśli jesteście wierzący w Boga, musicie zdobyć się na dystans w pewnych kwestiach, ale śmiało. Jeśli macie mniej niż dwanaście lat? Idealna książka dla waszego wieku! Ale jeśli nie chcecie czytać o cukierkowym podrywie i rodzącej się, zakazanej miłości przez jakieś trzysta stron, to sobie podarujcie. Chociaż jakieś ostatnie czterdzieści stron… Dopiero wtedy zaczyna się akcja. Za ciosem przeczytałam też drugą część, Hades. Jest zdecydowanie ciekawsza, ale dalej nie porywa. Zastanawiam się teraz, czy lektura Nieba coś wniesie do mojego życia, czy będzie to zmarnowane kilka godzin? Chociaż kiepskie książki też trzeba czytać, by nie powielać błędów ich autorów. Dajcie znać, czy jesteście ciekawi mojej recenzji Hadesu.

środa, 7 października 2015

Recenzja| Mroczne umysły - Alexandra Bracken

Mieszanka Igrzysk śmierci z Przysięgą i obozem koncentracyjnym z czasów Oświęcimia? Nie sądziłam, że takie coś jest możliwe, ale później przeczytałam Mroczne umysły, które mimo wszystkich podobieństw do innych historii, same w sobie są bardzo oryginalne i nie potrafiłabym znaleźć drugiej takiej książki. Ale czy jest ona dobra? To już swoją drogą.

Mroczne umysły czytałam w wakacje 2014 roku, gdy wracałam z obozu w Londynie. Jedna z dziewczyn, które wtedy poznałam, gorąco polecała mi tę książkę i tak mnie do niej zachęciła, że przeczytałam ją całą w drodze powrotnej. Złapałam się jednak na tym, że nie mogłam się wczuć w świat powieści. Dlatego teraz, gdy wyszła już druga i trzecia część, miałam ochotę po nie sięgnąć. Ale zaraz… o czym opowiadał pierwszy tom? Nie pamiętałam zupełnie nic i czułam się z tego powodu winna.

Nie chciałam oddawać tej książki walkowerem, cały czas liczyłam, że może jednak do mnie przemówi. Dlatego dałam jej drugą szansę i przeczytałam ją jeszcze raz. Ale znowu nie mogłam się w nią wdrożyć. Może to po prostu jakaś blokada, bo znowu czytałam ją w autokarze, tym razem podczas wycieczek z okazji zielonej szkoły. Ale za drugim podejściem poszło mi znacznie lepiej i przynajmniej pamiętam, o co chodzi w Mrocznych umysłach.

Jest to historia umieszczona w dystopijnym świecie. Społeczeństwo obawia się choroby, która występuje u dzieci osiągających wiek nastoletni. Wcześnie zdiagnozowani albo po prostu nastolatkowie z wczesnymi objawami trafiają do specjalnych obozów, gdzie mają zostać wyleczeni. Ale czy jest to działanie dla ich dobra, czy bardziej z obawy przed ich umiejętnościami?



Znalezione obrazy dla zapytania the darkest minds

Ruby żyje w świecie, gdzie ludzi określa się kolorami. Zieloni, Niebiescy, Żółci, Czerwoni i Pomarańczowi. Ruby jest Pomarańczowa, ale wie, że ta informacja może zaszkodzić jej życiu. Podczas określania koloru, dziewczyna przekonuje w niewyjaśniony sposób mężczyznę, że jest Zielona. Chroni ją to przez kilka lat, ale do czasu…

Autorka miała bardzo ciekawy pomysł na zarysowanie świata przedstawionego, ale odnosiłam wrażenie, że nie do końca wykorzystała potencjał, który tkwił w tej historii. Przedstawienie wszystkich obozów wypadło całkiem nieźle, ale tego, co działo się poza nimi, nie potrafiłam sobie wyobrazić. Gdy akcja przeniosła się poza obóz, byłam momentami zaskoczona, że główni bohaterzy muszą się ukrywać przed mieszkańcami miasta. Wydawało mi się, że jak czytałam, to nic nie było wspomniane, że postacie jadą przez zaludnioną ulicę. Jakby autorka zapomniała o tym wspomnieć w narracji. A tu nagle jest zdanie, że tłum ludzi okrąża bohaterów. I że on od początku tam był, bo narratorka nie jest zdziwiona. Mnie przez większość książki wydawało się, że na ten nowy świat spadła bomba atomowa i nie ma żadnej ludności poza dziećmi w obozach.

Same obozy to bardzo ciekawe miejsca. Wielokrotnie przypominały mi obozy stworzone przez system Hitlera w czasach drugiej wojny światowej. Dyskryminacja Żydów i umieszczanie ich w Oświęcimiu czy innych miejscach śmierci. Obozy z Mrocznych umysłów przez zarządców kreowane były na coś w rodzaju gett. Chore dzieciaki zostają gromadzone w jednym miejscu i z użyciem specjalistycznych metod choroba zostaje wyleczona. Ale prawda była bliższa realiom obozów koncentracyjnych. Niewolnicza praca, głodówki i znęcanie się nad tymi, co zmuszeni byli tam przebywać. Jeszcze jakby obozy pomagały dzieciom. One działały pod przykrywką niesienia pomocy, ale niosły spustoszenie.

Książka sama w sobie zła nie jest, ale na kolana mnie także nie powaliła. Należy raczej do takich przeciętnych, co sobie po prostu są. Nie czułam się źle z powodu, że zostawiam do końca pięćdziesiąt stron i idę spać. Albo że kończę lekturę w połowie rozdziału i wracam do niego dopiero następnego dnia. Mroczne umysły to po prostu lekka książka, która ma swoje wzloty i upadki. Początek jest bardzo ciekawy i obiecujący, ale w środku powieść zalicza lekki spadek, którego nie wynagradza zakończenie. Historia jest dość przewidywalna, ale mimo to można się cieszyć z jej czytania.



Znalezione obrazy dla zapytania the darkest minds

Zauważyłam, że Mroczne umysły są bardzo podobne w wielu aspektach do różnych książek. Na przykład osobiście sądzę, że ta powieść spodobałaby się osobom, które  polubiły serię Jutro. Podobny klimat i miejscami widziałam wiele wspólnych elementów. Do tego fani 19 razy Katherine także znaleźliby coś dla siebie. Nie chciałabym wiele zdradzać, ale osoby, które lubią motyw drogi i podróży – sięgnijcie po Mroczne umysły.

A jeszcze komu polecam? Wszystkim, którym się nudzi i szukają czegoś niezobowiązującego. Mrocznych umysłów się tak po prostu nie zapomni, ale też nie będzie się z ich powodu nie spało po nocach. Może dalsze części zmienią moje zdanie, ale póki co jest takie, jakie jest. Mimo to mam zamiar sięgnąć po kolejne tomy, więc gdy mi się to uda, już teraz zapraszam na recenzję. Mam nadzieję, że ta trylogia się rozkręci i będę mogła spokojnie powiedzieć, że jest warta przeczytania. Póki co, nie stracicie wiele, gdy jednak po nią nie sięgniecie, ale jeśli zakiełkował w was pomysł lektury, to nie mam podstaw, by go odradzać. Nie mam wystarczających argumentów, by obronić któreś ze stanowisk, więc sami musicie podjąć dezycję.

A ktoś z was, czytał Mroczne umysły? Jakie jest wasze zdanie na temat tej książki? Piszcie swoje opinie w komentarzach. Z chęcią się z nimi zapoznam, bo może pomogą mi się wdrożyć w kolejne tomy serii.