sobota, 28 marca 2015

Recenzja| Ostatnia spowiedź: Tom 1 - Nina Reichter

Cofnijmy się do starożytnych czasów, gdy ja, obecna tutaj, przyznaję bez bicia, pisałam fan fiction. Tak. Jest to ciemna i mroczna (hehe) część mej przeszłości, ale znowuż nie tak odległa i której się nie wstydzę. Owszem, teraz jak to czytam to mnie czasem krew zalewa albo chce mi się śmiać, że byłam (i pewnie dalej jestem) taka beznadziejna. Ale pomijając to…

Fan fiction to przede wszystkim idylla. Gwiazda zakochuje się w pięknej dziewczynie, ona oczywiście nie jest jego fanką, bo jakże by inaczej, ale odwzajemnia to uczucie. Mają trochę błahych problemów przy wyznaniu sobie miłości, bo trzeba w końcu jakoś przyciągnąć czytelnika, by nie uciekł po samym prologu. Później wydawać się może, że jest już cudnie i pięknie. Ale wtedy autor pod publikę pisze dramaty, które zazwyczaj trwają tak gdzieś z trzy, cztery rozdziały. Czyli, zdrady, nieporozumienia, zdrady, rozwrzeszczane fanki, zdrady. No i pełno pięknej i idealnej miłości, która przetrwa wszystko. A w momentach, gdy między główną parą bohaterów akurat dobrze się układa, wszystko jest aż nazbyt przesłodzone. Ogólnie jest przesłodzone. Wszystko jest przesłodzone.


Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia spowiedź

A teraz pójdźmy o krok dalej i wyobraźmy sobie, że takie fan fiction zostaje wydane… W tym momencie powinno się krzyczeć z rozpaczy i zadawać pytania, czym sobie zasłużyliśmy na taką karę. No ale może nie jest w sumie aż tak źle… Jest po prostu nudno. Cholernie nudno. A o czym mówię? Warto by w końcu wymienić tytuł czyli przedmiot tego półhejtu, Ostatnia spowiedź: tom 1.

W wyniku całkowitego przypadku na lotnisku spotyka się dwoje ludzi. Oboje utknęli tam na noc, czekając na swoją kolejną przesiadkę. Wszystko jest zamknięte, budynek już dawno opuścili wszyscy podróżni. Ally i Bradin poznają się i wspólnie umilają sobie nocne chwile. Rozmawiają, śmieją się, zwierzają. Zaczynają budować niezwykłą więź, o której nie mogą zapomnieć, gdy nadchodzi nieuchronne rozstanie. Dziewczyna leci do Francji, chłopak do Niemiec. Czy to koniec czegoś, co tak naprawdę nie miało szans jeszcze zakiełkować?

No ale oczywiście, że nie! Przecież to piękny i idealny świat, w którym gwiazda rocka wzdycha do dziewczyny, którą ledwo zna i przez to staje się nieobecny w studiu, przyjaciele zaczynają się zastanawiać, co jest grane… A gdy Bradin zdobywa numer Ally, wszystko nagle nabiera nowych kolorów! (Tak, ten sarkazm powinien być wyczuwalny).

A co jest ostatnią kroplą w tym morzu? Rzecz, dla której przeczytałam tę książkę. Poniekąd z ciekawości. Ostatnia spowiedź to początkowo było normalne fan fiction pisane w internecie. O kim? Uwaga, uwaga. O Tokyo Hotel!

Zdziwi mnie to, co właśnie napiszę, ale polecam tę książkę wszystkim osobom, które pragną czystej i prawdziwie romantycznej miłości. Nie, fani Pięćdziesięciu twarzy Greya nie mają czego tu szukać. Ale osoby, gustujące w idealizujących powieściach z dużą ilością słodyczy – tak, to książka dla was.

W sumie… Mam dużą ochotę przeczytać drugą część. Jak w trakcie lektury rozpaczliwie czekałam na jakąś akcję. Było kilka takich momentów, w których myślałam „Tak! W końcu coś zaczyna się dziać!”. Ale później przewracałam kartkę i wracałam do tego, co było. No ale w końcu doczekałam się. Na czwartej stronie od końca, (CZWARTEJ stronie od KOŃCA), dopiero jest dreszczyk emocji. I to właśnie dzięki temu rozpaczliwie potrzebuję tomu drugiego. Choć z drugiej strony... Pewnie to będzie kolejne czterysta stron bezdennej nudy.

Mimo wszystkich negatywnych rzeczy, jakie zdołałam wam przybliżyć, ta powieść ma coś w sobie. Jest magiczna i naprawdę bardzo urocza. Przywraca wiarę w prawdziwą miłość, którą dzisiaj ciężko jest zachować.

A podsumowując. Odradzam Ostatnią spowiedź wszystkim, którzy lubią akcję. To zdecydowanie nie jest książka dla was, bo będziecie wieszać na niej psy. Lepiej, żebyście jej w ogóle nie czytali. Natomiast uważam, że ci, którzy kiedyś także pisali swoje fan fiction, powinni choćby z ciekawości przeczytać i samym ocenić, jaki mają stosunek do tej serii.

Ostatnia spowiedź. Tom I [Nina Reichter]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE




PS. Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? Wolicie ten czy tamten poprzedni? Dajcie znać w komentarzach, bo jestem ciekawa waszego zdania ;)

piątek, 20 marca 2015

Recenzja| Zbuntowana - Veronica Roth

W wieku lat dwudziestu dwóch wydała Niezgodną. Rok później miała premiera drugiej części trylogii, Zbuntowana. Dziś w kinach można zobaczyć jej ekranizację. Ale najpierw warto byłoby przeczytać książkę, żeby wiedzieć, czego się można spodziewać. A oceniając po samych zwiastunach, oj, ile będzie się działo! Co prawda dzisiejszym tematem recenzji nie jest film, ale powieść, lecz do niego także warto się odnieść.


Veronica Roth to nazwisko autorki, która teraz zestawiana jest z Suzanne Collins, J. K. Rowling czy Rickiem Rriordanem jako jedna z najlepszych pisarek dla młodzieży. Jak na jej bardzo młody wiek, to jest duże osiągnięcie. Miliony na koncie, rzesze fanów i popularność. Jej książki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Roth potrafi wywołać skrajne emocje. Od śmiechu do smutku, od idylli do walki o przeżycie. Znajdziemy tu przekrój wszystkiego.

A teraz osoby, które nie czytały pierwszej części powinny pominąć ten akapit. Albo czytają na własną odpowiedzialność, lecz wtedy co złego co nie ja i to wasza wina, że sobie zaspojlerowaliście.

Tris jest niezgodna. Wybrała Nieustraszoność jako frakcję, w której spędzi resztę życia. Porzuciła rodzinny Altruizm, ku rozpaczy ojca. W nowym miejscu przechodzi inicjację, zdobywa przyjaciół, zakochuje się w przystojnym instruktorze o tajemniczym przezwisku. Sielanka? Nic bardziej mylnego. Przywódczyni Erudycji chce wyeliminować niezgodnych z gry. Nie można ich kontrolować, przez co nie wie, jak postąpią. Są poza systemem.

Jeanine Matthews chce przejąć władzę. Po nieudanym ataku na Altruizm nie zamierza się poddać. Zginęło bardzo wielu ludzi, a Tris musi uciekać, bo Nieustraszoność już jej nie ochroni. Razem z przyjaciółmi trafia do Serdeczności, na skrajach Chicago. Tam znajdują schronienie i wspierających ich ludzi. Muszą jeszcze raz stanąć przeciw Erudytom, ale czy tym razem im się uda? Czy Tris nie popełni jakiegoś głupstwa z uwagi na swojego brata, od niedawna członka tej frakcji? No… Powiem, że lektura nie odpowie na te wszystkie pytania, ale zrodzi ich jeszcze kilka razy więcej.



Okej! Koniec strefy spojlerów! Można przejść do rzeczy czyli do tego, dlaczego Zbuntowana jest lepsza od swojej poprzedniczki. Otóż… Po pierwsze i najważniejsze. Akcja! Mamy tu zdecydowanie więcej akcji, intryg, tajemnic… Nie zabraknie także poświęcenia, miłości i przyjaźni. No i znajdziemy kilka trupów, ale to już raczej normalne w tej serii.

Znowu oddaję wielki pokłon dla Veroniki Roth, która wymyśliła całą tę historię. Pierwsza część była trochę wzorowana na Igrzyskach Śmierci, ale druga, to już zupełna indywidualność. Nie znajdziemy chyba ani jednej rzeczy podobnej do innej książki. To jest bardzo duży plus, bo świadczy to o warsztacie pisarskim autorki. Wyszła od dobrej podstawy, ale skończyła już swoimi pomysłami.

W pierwszej części Tris była taka trochę nijaka. W drugiej zaczęła wydobywać z siebie cechy buntowniczej (hehe, nawiązanie to tytułu) dziewczyny, która nie zamierza patrzeć jak wali się jej życie. Nie było płaczu, była stanowczość i odwaga. A w niektórych scenach jej postawa wzbudzała we mnie skrajne emocje, co bardzo cenię u głównych bohaterek, bo wtedy wywierają na mnie duże wrażenie, pozytywne lub mniej, ale łatwo o nich nie zapominam.


Po drugie, albo powinno lepiej być po czwarte, by pasowało to kontekstu, to Cztery. Uwielbiam tę postać bezapelacyjnie. Sam pomysł na nazwanie tego bohatera sprawił, że nie mogła ona mi być obojętna. No ale przede wszystkim to przystojny, odważny, umięśniony, władczy, inteligentny, odpowiedzialny.. itepe itede chłopak w wieku lat osiemnastu. No i grany przez Theo Jamesa. A sama postać Cztery (Czterego? Odmiana się kłania, jej) została stworzona w taki sposób, że do ostatniej strony odkrywamy jego tajemnice, które szokują, rozczulają, przerażają…

Dla kogo jest Zbuntowana? Oczywiście dla tych, którzy czytali Niezgodną. Ale oprócz  tej oczywistości całą serię polecam osobom, którzy gustują w dystopijnych wizjach świata. Fani Igrzysk Śmierci na pewno znajdą w niej coś dla siebie, dodatkowo fani Intruza od Stephenie Meyer także. Ale polecam ją wszystkim bez wyjątku, bo mnie się bardzo podobała. A jeśli już ktoś z was czytał poprzednie recenzje i mniej więcej wie, w jakiej literaturze gustuję, na co zwracam uwagę i ceni podobne rzeczy, to przeczytanie Niezgodnej na pewno nie będzie złą decyzją.

 

poniedziałek, 16 marca 2015

Recenzja| Niezgodna - Veronica Roth

Wyobraź sobie świat z przyszłości. Życie, jakie znasz, nie istnieje. Po wielu konfliktach wszystko zostało zniszczone. Na ruinach Chicago ocalała ludzkość stworzyła nowe miasto. Brzmi trochę jak Igrzyska śmierci? Nic bardziej mylnego. Mam tu na myśli Niezgodną, która owszem, ma wiele wspólnego ze swoim poprzednikiem, ale Veronica Roth włożyła wiele pracy i pomysłów, by stworzyć swój własny, wspaniały cykl dla młodzieży.

Znalezione obrazy dla zapytania divergent

Społeczeństwo ze świata Niezgodnej podzielone jest na pięć frakcji. Altruizm, bezinteresowni przywódcy. Ich przekonania zabraniają im na branie łapówek i oszustwa, więc są doskonałymi liderami. Prawość wyróżnia się uczciwością. Zajmuje się sądownictwem, chodzi ubrana jak typowi, znani nam urzędnicy. Serdeczność stawia na harmonię i życie w spokoju. Erudycja odpowiedzialna jest za naukę i rozwój nowych technologii. No i ostatnia, Nieustraszoność. Pełni rolę ochroniarzy całej społeczności. Pilnuje porządku i bezpieczeństwa.

Gdy nie pasujesz do żadnej frakcji, stajesz się Bezfrakcyjnym. Nie masz domu, jesteś biedny i wytykany palcami. Nie możesz liczyć na cień pomocy. A gdy pasujesz do wielu frakcji? Wtedy jesteś Niezgodny. I stanowisz zagrożenie dla ludzi. Powinieneś być zgładzony.

Szesnastoletnia Tris musi dokonać wyboru. Pochodzi z Altruizmu i może zostać razem ze swoimi bliskimi w rodzimej frakcji. Ale wydaje się jej, że tu nie pasuje. Ciągłe bycie uprzejmą i nie odzywanie się, brak możliwości dbania o swoje dobro… A także ciągłe noszenie szarych i smutnych ciuchów. Gdy nadchodzi dzień, w którym może zmienić swoje życie, ciągle się waha.


By pomóc młodym mieszkańcom dokonać możliwie najlepszego wyboru, każde z nich zostaje poddane testowi przynależności. Podłączają ich do różnych kabelków i wstrzykują serum. Powstaje symulacja. Określone zachowania, jakie podejmą, sugerują, w której frakcji dany człowiek odnajdzie się najlepiej. Czy będzie dobrym Erudytą, czy może Prawym? Rezultaty Tris nie są jednomyślne. Okazuje się, że dziewczyna jest Niezgodna. Niezgodnych nie można kontrolować, więc najlepiej jest ich pokonać.

Za namową Tori, kobiety, która przeprowadzała test, Tris wbrew wszystkim wybiera Nieustraszoność. Porzuca rodzinę, bo sądzi, że jej brat, Caleb, wybierze Altruizm i zaopiekuje się rodzicami. Chłopak postanawia pójść własną drogą i trafia do Erudycji, do frakcji znienawidzonej przez ojca rodzeństwa.


Nastolatka musi odnaleźć się w nowych warunkach. To już nie jest miły i delikatny świat Altruizmu. Tutaj każdy musi walczyć o swoją pozycję. Podczas inicjacji liczy się każdy punkt. Tris musi poradzić sobie w pojedynkach, odkryć w głębi siebie siły do walki. Zaprzyjaźnia się z Christiną i Willem. Ci dwoje pomagają jej w trudnych chwilach i są dla niej ostoją.

Nie można oczywiście pominąć zabójczo przystojnego instruktora naszej głównej bohaterki, który nosi tajemnicze imię – Cztery. Wyjawienie wam, dlaczego tak się nazywa a nie inaczej, byłoby jednym, wielkim i niewybaczalnym spojlerem.

Tris ukrywa wynik swojego testu. Nie zawsze wychodzi to tak, jak powinno. Ale od tego, ile ludzi zna prawdę o niej, zależy jej życie. Społeczeństwo boi się Niezgodnych. Skoro oni znaleźli sposób na obejście systemu frakcyjnego, to kto wie, do czego jeszcze są zdolni?

Książka początkowo jest nużąca. Dopóki Tris nie trafi do nowej frakcji, praktycznie nic się nie dzieje. Ale później już pojawiają się bójki, kłótnie i walka o miejsce w szeregach Nieustraszoności. Do tego rodząca się miłość i zagrożenie… A ostatnie pięćdziesiąt stron przeczytamy z zapartym tchem. Ja jestem zdecydowanie na tak! Jeśli komuś podoba się antyutopijny świat z przyszłości, to gorąco polecam. Natomiast fani Igrzysk śmierci muszą zdobyć się na lekki dystans i przymrużenie oka, bo niektóre podobieństwa bardzo rażą w oczy.

A w ten piątek tj. 20 marca 2015 roku będzie miała swoją premierę ekranizacja drugiej części. Z tej okazji możecie spodziewać się na blogu recenzji Zbuntowanej, więc już teraz serdecznie was na nią zapraszam.

piątek, 13 marca 2015

Recenzja| Charlie - Stephen Chbosky

Teraz nadchodzi chwila, w której muszę przyznać się do wprowadzenia was w błąd. Gdy czytałam Love, Rosie byłam przekonana, że to jest jedyna powieść epistolarna jaką czytałam. Aż tu niedawno sobie uświadomiłam, że przecież dużo wcześniej czytałam też coś w takiej formie. I stąd temat dzisiejszej recenzji, czyli książka pod tytułem Charlie.



Jak już tak się zorientowałam, że przecież ta książka leży u mnie na półce, a w dodatku była prezentem, poczułam wstyd, bo kompletnie nic z niej nie pamiętałam. Wiedziałam, że jest o uczuciach i że jakoś specjalnie mnie nie urzekła. Pod wpływem chwili po nią sięgnęłam i zaczęłam czytać jeszcze raz, by przypomnieć sobie powody mojej złej opinii. Dotrwałam do jakiejś trzydziestej strony i już wiem o wszystkim. Czyli o wszystkich powodach dla których nie cierpię tej książki.

Fabuła? Nie mam pojęcia o czym jest ta książka. Głównym bohaterem jest tytułowy Charlie, zagubiony nastoletni chłopak, który irytuje mnie jak mało kto. Ma starsze rodzeństwo. Siostrę, którą wszyscy uważają za ładną i która ma duże powodzenie wśród chłopaków. Do tego brat sportowiec ze stypendium. Do postaci pojawiających się w książce należą też jego rodzice i dwoje przyjaciół; chłopak o nietypowym przezwisku Nic oraz dziewczyna Sam.


To kolejny przypadek powieści epistolarnej na moim blogu. Mamy tu do czynienia z zapisem za pomocą listów. Główny bohater potrzebuje osoby, która po wysłucha. Na pierwszych stronach dowiadujemy się, że przyjaciel Charliego, Michael, popełnił samobójstwo. Chłopiec bardzo to przeżywa i próbuje wyrazić swoje uczucia za pomocą pisania listów do fikcyjnego przyjaciela o bardzo ambitnym imieniu – Przyjaciel.

Znam dużo osób, którym ta książka bardzo się podobała, ale ja szczerze jej nie cierpię. Najciekawszym fragmentem był dla mnie akapit na temat Patricka, czyli tego o pseudonimie Nic. Wyjaśnia on krótką historię chłopaka i jego przezwiska oraz szkolne środowisko chuliganów. Dosłownie w jednym akapicie zajmującym kilka linijek.

Znalezione obrazy dla zapytania charlie książkaDlaczego tak bardzo nie podobała mi się ta książka? Prosta odpowiedź. Charlie. Główny bohater zachowuje się w tak cholernie infantylny sposób, że mimo niewielkiej ilości stron, nie dałam rady przeczytać tego na raz. Chłopak cały czas płacze i rozpacza nad swoim życiem. Moim zdaniem powinien zachowywać się dojrzalej z racji na swój wiek.



Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Opis na przodzie książki sugerował, że zostaną tu poruszone sprawy wzięte z życia. Przemoc, przyjaźń, miłość, seks… I to duży plus dla całej książki bo dostajemy bardzo dużą dawkę nastoletnich problemów z którymi dużo osób musi się zmagać, ale boi się poprosić o pomoc. Znajdziemy cały przekrój kłopotów, poszukiwań własnego siebie i adaptowaniu się do nowych sytuacji. Wszystko wydawałoby się być bardzo fajnie, ale styl pisania pozostawia dużo do życzenia. Znowu powtórzę. Bardzo dziecinnie wszystko zostało przedstawione, a ja nie lubię takich zabiegów.

Odradzam tę książkę osobom poszukującym ambitnej literatury. Według mnie to nawet nie jest czytadło, bo strasznie się męczyłam i za pierwszym razem czytałam to bardzo długo. Chyba zaczęłam wypierać z pamięci całą tę historię i teraz popełniłam błąd próbując czytać ją od nowa. Jest to dla mnie wielkie rozczarowanie. Promocja była bardzo głośna bo opierała się na premierze filmu. Twórcy Zmierzchu, Logan Lerman w roli głównej a u jego boku Emma Watson. Skoro tak wielkie gwiazdy zgodziły się zagrać w ekranizacji to musiało świadczyć o wysokim poziomie tej książki. Albo ja nie potrafię docenić wrażliwego nastolatka albo to w czymś innym tkwi problem, którego nie potrafię zdiagnozować.

A wisienką na torcie jest tytuł, który w oryginale brzmi The Perks Of Being A Wallflower. Muszę pisać coś więcej? Polscy tłumacze odwalili kawał świetnej roboty!


wtorek, 10 marca 2015

Recenzja| Rywalki - Kiera Cass


Kiera Cass stworzyła dystopijną wizję przyszłości. Stany Zjednoczone po czwartej wojnie światowej już nie istnieją. Na ich gruzach powstało zupełnie nowe państwo, Illea. Po demokracji także nie zostało już śladu. Powróciła monarchia. Illeą włada rodzina królewska, a książę jest w odpowiednim wieku, by rozglądać się za przyszłą żoną.

W nowo powstałym kraju panuje podział na klasy społeczne. Każda z nich ma przypisany numer. Jeden oznacza rodzinę królewską, a Osiem – bezdomnych i żebraków. Dwójki i Trójki żyją w luksusie, ale gdy numer maleje, majątek mieszkańców także.

Główna bohaterka, America, oraz jej rodzina, pochodzą z klasy numer Pięć. Dziewczyna dorabia sobie śpiewaniem u bogatszych mieszkańców. W końcu nie przypadkiem na nazwisko ma Singer. Spotyka się ona w tajemnicy z Aspenem, który niestety jest od niej niższy rangą – jest Szóstką. Ich związek nie ma szans. Gdy będą razem, nie będą w stanie się utrzymać.

Oglądaliście może reality show w stylu Kto poślubi mojego syna? albo Rolnik szuka żony? Zaraz po polskiej premierze nie interesowałam się książką. Przeczytałam ją dopiero niedawno. Gdy te „seriale” robiły furorę w telewizji. Moje pierwsze skojarzenie było właśnie takie; Rywalki będą utrzymane w podobnym stylu. Dałam im jednak szansę. Przecież polskie i tanie zapychacze czasu antenowego na pewno nie dorównują amerykańskiej powieści. I bardzo dobrze, że sama się przekonałam oraz wyrobiłam sobie własną opinię.

Znalezione obrazy dla zapytania selection quotes

Pewnego dnia  ogłoszona zostaje Selekcja przez rodzinę królewską. Młody książę szuka żony. Wszystkie dziewczęta, które mają więcej niż szesnaście, ale mniej niż dwadzieścia lat mogą wziąć w niej udział. Drogą losowania ma zostać wybranych trzydzieści pięć szczęśliwych. Trafią one do zamku, by tam książę Maxon mógł je poznać, sprawdzić i wybrać tę jedyną.

Uczestniczki obserwowane są przez cały czas ich pobytu na dworze. Kamery śledzą każdy ich ruch. Biorą one udział w wystawnych kolacjach, noszą piękne i drogie suknie, ale przede wszystkim kłócą się ze sobą, intrygują i robią wszystko, by zdobyć księcia.

Dla Americi jest to szansa na nowe życie. Gdy wysyła zgłoszenie do Selekcji, robi to z rozsądku, ale także i pod presją, jaką wywiera na niej Aspen. Wie, że swoją kandydaturą zapewni rodzinie lepszy byt. Gdyby została wybrana, jej bliscy dostaliby wyższy numer. Mieliby więcej możliwości rozwoju i zarabiania pieniędzy. A jeśli America by wygrała? Wtedy jej rodzina żyłaby jak u pana Boga za piecem. Co jednak z jej uczuciami? Przecież nigdy nie pokocha Maxona. To Aspen jest miłością jej życia. Będzie musiała poświęcić swoje szczęście dla dobra rodziny?

America nie pragnie władzy ani korony. Wielkim zaskoczeniem jest dla niej fakt, że została wybrana. Jest o krok bliżej do szczęścia bliskich. Musi jedynie pokonać trzydzieści cztery dziewczyny. Ale to nie staje się dla niej najważniejsze. Gdy trafia do zamku, nie traci swojej natury. Nie obchodzi ją wystawne życie. Nie bierze udziału w kłótniach o księcia i nie robi wszystkiego, by mu się dopasować. Trochę inaczej niż powinna, prawda? Jakby przestało jej zależeć. Choć w sumie nigdy nie zależało…



Znalezione obrazy dla zapytania selection quotes

Kolejne skojarzenie, które nasuwa się na myśl, to baśń o Kopciuszku. Przyszły władca urządza wystawny bal, na którym ma znaleźć dla siebie żonę. Zwykła i biedna dziewczyna trafia na niego z pomocą magii. Zakochuje się w księciu i zamienia łachmany na piękne suknie.

Są jeszcze Igrzyska Śmierci. Pewna pula, z której losuje się określoną ilość osób. Rywalizacja o koronę. Podział na klasy społeczne. Motyw chronienia rodziny, zostawienia ukochanego, by walczyć w ich imieniu o lepsze życie. Brzmi znajomo? A Niezgodna? Tam było pięć frakcji. Grupowanie społeczeństwa ze względu na określone umiejętności. W Rywalkach mamy ze względu na zamożność.

Przez pierwsze kilkanaście stron możemy podchodzić bardzo sceptycznie do tej książki. Dużo podobieństw do innych pozycji… Czasem można odnieść wrażenie, że Kiera Cass nie wymyśliła niczego nowego. Ot co, połączyła kilka wcześniejszych historii. Dodatkowo rozbudowała to na trzy tomy i dodatkową czwartą część, która ma dopiero mieć swoją premierę, a mówi o czasach o dwadzieścia lat późniejszych od tych opisanych w pierwszej części.


Rywalki zdecydowanie powielają schemat. Nie często jednak czyta się książki o rodzinie królewskiej, intrygach dworskich i polityce, które nie byłyby osadzone w czasach średniowiecznych. Powieść na swój sposób jest oryginalna. Nie uświadczymy w niej zawrotnych zwrotów akcji, ale razem z główną bohaterką będziemy zakochiwać się albo w Maxonie, albo w Aspenie. Będziemy wraz z nią irytować się na poszczególne postaci i domagać się sprawiedliwości.

Oprócz Rywalek, nakładem wydawnictwa Jaguar, ukazała się także druga część, Elita, oraz trzecia – Jedyna. Są to prosto napisane powieści dla młodzieży. Stanowić one mogą dobrą odskocznię od rzeczywistości. Magiczna historia o niespełnionej miłości romantycznej oraz tej do rodziny. Dodatkowo książki mają cudowne okładki. Są to chyba jedne z najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek widziałam.

Mimo wielu wad, jakie te książka posiada, ma też zalety. Każdy inaczej ocenia, co dla niego jest dobre. Nie warto osądzać na podstawie cudzych opinii. Polecam samemu przeczytać Rywalki i wyrobić sobie o nich własne zdanie. Albo się je pokocha, albo znienawidzi. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Nie pałam do nich bezgraniczną miłością, ale podobały mi się i zamierzam sięgnąć po kolejne tomy.

Znalezione obrazy dla zapytania rywalki