niedziela, 2 grudnia 2018

Jak Królowa Kier została Królową Kier? - "Bez serca" Marissa Meyer [RECENZJA KSIĄŻKI]


Nie oszukujmy się, z baśni wyrosnąć się nie da, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, bo dajcie mi go tu, ja zrobię z nim porządek. Tylko wiecie, na starość człowiekowi nie chce się już czytać tych wszystkich opowieści, które doskonale zna, ale mimo wszystko chciałoby się powrócić do baśniowego świata. Z pomocą przychodzą nam retellingi! Chociaż w sumie Bez serca, czyli przedmiot tej recenzji, chyba do tego gatunku się nie zalicza… Ale cały czas pozostajemy w retellingowo-baśniowym klimacie.

Jak Królowa Kier została… Królową Kier? Dlaczego obrała taką a nie inną drogę? Czemu zapałała miłością do pozbawiania ludzi głów? Kiedyś Catherine była zwykłą, piękną dziewczyną z Krainy Czarów, ulubienicą Króla Kier i idealną kandydatką na jego przyszłą żonę. Dla niej jednak nie liczył się ustawiany ślub. Chciała się zakochać i spędzić z ukochaną osobą resztę życia, a także rozwijać swój talent do pieczenia i w przyszłości założyć własną cukiernię. I choć wszyscy oczekują, że Cath przyjmie oświadczyny Króla, to gdy w pobliżu pojawia się pewien tajemniczy i przystojny błazen, niczego nie można już być pewnym.  

Nie wiem jak wy, ale mnie zawsze we wszystkich baśniach (ale nie tylko, ogólnie we wszystkim, w czym występuje jakiś złoczyńca) ciekawiło, jakimi motywami kieruje się główny antagonista. Wiecie, dlaczego stał się zły, co go ukierunkowało. A sceny, w których zdradza swój misterny plan zawsze są moimi ulubionymi (chociaż pod nosem przeklinam go za głupotę, bo wszyscy wiemy, że zdradzają te swoje plany na wyrost). Dlatego, gdy pierwszy raz usłyszałam o Bez serca i możliwości poznania jednej z wersji dlaczego Królowa Kier stała się Królową Kier, już byłam kupiona.


I powiem wam, że podeszłam do tej powieści z otwartym umysłem, chociaż mając pewne przypuszczenia, jak to się tam potoczyły losy Królowej, zanim przywdziała koronę i czerwień. Niewiele się pomyliłam i w sumie Marissa Meyer niespecjalnie mnie zaskoczyła, ale za to jak usatysfakcjonowała!

Największą zaletą Bez serca niezaprzeczalnie jest świat. Nie wiem jak was, ale mnie Alicja niesamowicie irytowała, szczególnie ta filmowa. A tutaj? Miałam okazję spojrzeć na Krainę Czarów oczami kogoś zupełnie innego, świeżego, kogoś, kto mnie nie irytuje. Poznanie wszystkim nam dobrze znanych postaci (Biały Królik, Kot z Cheshire czy nawet Szalony Kapelusznik), całej tej wojny w krainach i praw, którymi się rządzą, na zupełnie innych zasadach niż w Alicji…, było spełnieniem marzenia, o którego istnieniu nawet nie wiedziałam.

Co do samej fabuły zasadniczo nie mam większych zastrzeżeń. Jest klimatycznie, jest baśniowo, jest jak z Alicji w Krainie Czarów, ale trochę inaczej, więc nie obawiajcie się powielania schematów. Ugruntowanie postaci, jaką jest Królowa Kier, autorce wyszło naprawdę całkiem nieźle. Naprawdę jestem skłonna uwierzyć, że to dlatego Catherine zaczęła siać spustoszenie w Krainie Czarów.

Chociaż uwagi co do całości mam dwie, a jak, nie może przecież być tak kolorowo. Minus numer jeden dotyczy rozmieszczenia ciekawych wydarzeń na przestrzeni książki. Przez pierwsze 200 stron jest super hiper mega fajnie, człowiek powoli oswaja się z nową sytuacją i jest oczarowany tym, co się dzieje. Ostatnie 200 stron także są super hiper mega fajne, napięcie rośnie, bo rozwiązanie zagadki towarzyszącej powieści jest tuż za rogiem. Za to te środkowe 100 stron… No w sumie takie trochę bez celu i w perspektywie całej książki wyglądają jak niepotrzebny przestój. Ale da się przeżyć, można potraktować je jak dodatkowy czas spędzony w Krainie Czarów.


Mój drugi minus dotyczy samej Królowej Kier… Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to postać zbudowana na trzech cechach, dość monotematyczna i która skupia się wokół dwóch myśli: „nie poślubię Króla!” i „chcę otworzyć cukiernię!”. Ale dobra, jestem skłonna jej to wybaczyć, o dziwo. Nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo jakby mogło się wydawać. Cała reszta jej historii jest absolutnie cudowna.

Także Bez serca (zobacz!) mnie naprawdę usatysfakcjonowało! To miła i urocza historia, która odpowiada na wiele pytań, które każdy miłośnik Alicji z Krainy Czarów gdzieś tam w sobie dusił. Jest tajemnica, jest fajna fabuła, a do tego wszystko trzyma się przysłowiowej kupy. A, no i przede wszystkim, akcja przecież rozgrywa się w Krainie Czarów! A to chyba wystarczający powód, by zainteresować się tą pozycją, prawda?




Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję księgarni Gandalf.com



Fakty objawione: 
Tytuł: Bez serca
Tytuł oryginału: Heartless
Autor: Marissa Meyer
Tłumaczenie: Barbara Kardel-Piątkowska
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 510
Cena: 39,90 zł
Mobilność: M+



 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać



9 komentarzy:

  1. Jestem tą osobą, która... nie bardzo orientuje się w tych wszystkich baśniach. :D Nie wiem, co ja robiłam jak byłam mała, ale chcę to wszystko nadrabiać. Chciałabym w sumie przeczytać tę książkę, także będę ją miała na oku. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna powieść, jedna z moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba mam na czytniku, choć nie wiem, o czym jest :D Mówisz klimat baśni? :)) Też nie jestem fanką filmowej Alicji, przynajmniej nie tej od Burtona... // kasikowykurz

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od dłuższego czasu jestem ciekawa tej książki, bo uwielbiam klimat Alicji! Dlatego będę musiała się zapoznać również z tym! ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli wpadnie mi w łapki to z chęcią zapoznam się z tą lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie jestem fanką Alicji w ogóle, ani filmowej, ani literackiej niestety, ale bardzo lubię takie "re-tellingi", dające spojrzenie na drugą stronę konfliktu. Może kiedyś sięgnę :)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja sobie odpuszczę ;)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest ta Pani, co napisała"Cinder"? Ja chętnie sięgnę, lubię baśniowe klimaty, zwłaszcza jeśli książka opowiada o bohaterach negatywnych. Będę jednak miała na uwadze, że książka nie jest bez wad.

    OdpowiedzUsuń
  9. Super recenzja,lubię takie bajkowe klimaty w książkach:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)