niedziela, 24 lutego 2019

Dramy? Dramy #1 - Big/ What's Wrong With Secretary Kim?/ Click Your Heart


Stało się. Ewa pokochała… koreańskie dramy. Wszystko zaczęło się od Goblina (którego aktualnie oglądam 3 raz, to coś znaczy), a potem jakoś tak samo poleciało. Dlatego właśnie tym postem rozpoczynamy nowy cykl na blogu, w którym będę wam pisać o trzech dramach, które ostatnio widziałam! Mam nadzieję, że wam się spodoba!


Dziś mam dla was produkcję z Gong Yoo (a jakżeby inaczej), uroczy romans z nutką kryminału oraz… bardzo dziwne krótkie netflixowe „coś”. Z resztą, zaraz zobaczycie. 

Big


Po tę dramę sięgnęłam tylko z jednego powodu; Gong Yoo. Tak bardzo spodobał mi się ten aktor w Gobline, że chciałam obejrzeć z nim coś jeszcze, sprawdzić, czy naprawdę jest tak dobry, jak mi się wydaje. Do tego fabuła Big nie wydawała się być zła, więc postanowiłam spróbować swoich sił, włączyć pierwszy odcinek i ocenić.

Gil Da Ran jest nauczycielką, szczęśliwie zaręczoną z lekarzem, Seo Yoon Jae. Niestety, miesiąc przed ślubem tych dwoje zaczyna nabierać do siebie dystansu. W tym samym czasie dziewczyna poznaje Kang Kyung Joona, ucznia, który właśnie wrócił ze Stanów do Korei i rozpoczął naukę w szkole, w której ona pracuje. Niedługo później Seo Yoon Jae wraz z Kang Kyung Joonem biorą udział w tym samym wypadku, w wyniku którego zamieniają się ciałami.

Big to jest kwintesencja moich wszystkich wyobrażeń na temat koreańskich dram. Goblin w tym wypadku miło mnie zaskoczył, bo został po prostu ładnie nakręcony. Piękne kadry, cudowne ujęcia, genialna charakteryzacja i klimatyczna ścieżka dźwiękowa sprawiły, że czułam się, jakbym oglądała produkcję za wiele milionów. A Big? Jakość zastanawiająca, muzyka klasy średniej, a cała reszta raczej na poziomie polskiej Na Wspólnej. Ale dobra, to jest serial z 2012 roku, wiadomo, że różnice w poziomie da się zauważyć gołym okiem. Dało się jakoś do tej miernej jakości przyzwyczaić, ale mimo to było wiele momentów, gdy łapałam się za głowę przerażona słabą stroną wizualną i dźwiękową.

Mimo wszystko fabuła jest naprawdę bardzo ciekawa i potrafi wciągnąć. Pomysł na zamianę ciał? Cudo! Chociaż było już milion seriali i filmów na ten temat, Big nie powiela schematów. Oklepana idea, ale w rękach Koreańczyków wygląda jak powiew świeżości. Do tego niesamowity Gong Yoo, który miał naprawdę trudne zadanie do wykonania. Grał tak naprawdę dwie role; we wspomnieniach był szanownym panem doktorem, a w teraźniejszości nastolatkiem uwięzionym w ciele dorosłego. Potrafił rozróżnić te dwie postacie, tworząc każdą z nich od podstaw i idealnie pokazując na ekranie, z którą wersją mamy do czynienia; czy z doktorem, czy z uczniem. Do tego ani przez sekundę nie zobaczycie w nim goblina! Nie raz zdarzyło mi się zapomnieć, że to ten sam człowiek, który wcielał się w rolę Kim Shina.

Choć moje ogólne wrażenie na temat Big jest pozytywne, to jednak nie wszystko było tam perfekcyjne. Niektóre sceny naprawdę były głupie, a bohaterowie zachowywali się co najmniej dziwnie. Pod koniec zaś fabuła przestała się trzymać kupy. Stała się strasznie zawiła i poplątana, przez co już nie wiedziałam, co się dzieje. Nie wiem, czy to kwestia zbyt małego dopracowania scenariusza, czy po prostu twórcy tak zagmatwali wydarzenia, że przestałam ogarniać. Ale to jeszcze można wybaczyć, bo sytuacja głównych bohaterów jest skomplikowana i nietypowa. Ale zakończenie… ktoś, kto postanowił sprezentować taki finał, powinien dostać za swoje. Ono było koszmarne! Nic się tam nie wyjaśniło, w ogóle nie wiadomo, o co chodzi. Tak jakby twórcy chcieli strollować swojego odbiorcę.

Big poleciłabym osobom zakochanym w Gong Yoo (tak jak ja), bo w tych 16 odcinkach jest na co popatrzeć. Ci bardziej zaangażowani w oglądanie dram chyba także powinni miło spędzić czas przy tej produkcji (chociaż w sumie nie wiem, bo to dopiero mój drugi serial tego typu). Za to nie poleciłabym Big komuś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z koreańskimi dramami, bo coś czuję, że ta mało przekonująca jakość może tylko człowieka do siebie zrazić. Ale mimo to w przygody Kang Kyung Joona i Gil Da Ran można się nieźle wciągnąć, pomimo tych wszystkich wad, bo jednak plusy są bardziej widoczne. 


What's Wrong With Secretary Kim?

Podobny obraz

What’s Wrong With Secretary Kim? opowiada historię wiceprezesa wielkiej koreańskiej firmy i jego sekretarki, Kim Mi So, która niespodziewanie po dziewięciu latach wspólnej pracy postanawia złożyć wypowiedzenie. Wiceprezes jest zaskoczony, ale też zdeterminowany, by nie pozwolić dziewczynie odejść. Postanawia zrobić wszystko, by ją zatrzymać; oświadcza się, ale Kim Mi So oczywiście nie jest chętna do małżeństwa; nic dziwnego, w końcu wiceprezes jest ogromnym narcyzem i troszczy się tylko o siebie.

Dawno nie oglądałam tak uroczego serialu! Chociaż pierwsze dwa odcinki były takie sobie, to jednak cała fabuła mnie zaintrygowała. Początkowo myślałam, że drama będzie skupiać się wokół przyczyn odejścia Kim Mi So z firmy, ale już pierwsze epizody pokazują, że tytułowe pytanie będzie tylko pytaniem retorycznym. Bo zamiast dociekać, dlaczego bohaterka się zwalnia, będziemy śledzić jak jej szef stara się o jej serce. I kurczę, chemia między głównymi bohaterami jest zjawiskowa. Sposób, w jaki się ze sobą przekomarzają, wywołuje na twarzy tylko i wyłącznie ogromny uśmiech, mimowolnie im kibicujemy. Ale to nie jedyna para, którą tutaj poznamy. Na drugim planie obecne są jeszcze co najmniej trzy, które są równie dobrze poprowadzone co ta wiodąca. Do tego żadnej postaci nie da się nie lubić! 

Oprócz wielu wątków miłosnych, jakich możemy tu uświadczyć, jest jeszcze tajemnica z przeszłości, którą główni bohaterowie muszą rozwiązać. Ona jest o tyle problematyczna, że w sumie człowiek jest ciekawy, o co chodzi, ale z drugiej strony twórcy w oczywisty sposób podają na tacy wszystkie wskazówki potrzebne do jej rozwiązania. Dochodzi momentami do absurdów, gdzie widz już doskonale wie, co się wydarzyło przez laty, a bohaterowie mają jakby klapki na oczach i dłuuuuuuugo nie umieją dodać dwa do dwóch. Jednak, o dziwo, to mi nie przeszkadzało. Cały ten wątek tajemnicy jest drugoplanowy, więc można wybaczyć. Ważniejsze są relacje między poszczególnymi postaciami, bo to dla nich warto obejrzeć tę produkcję.

Cała drama jest super śmieszna, urocza i słodka, a do tego pełna zabawnych żartów i wypełniona dobrym humorem. Przez 90% każdego odcinka siedziałam i szczerzyłam się do ekranu, bo nie mogłam się powstrzymać. Ale niestety przy zakończeniu twórcy trochę popłynęli i zafundowali trochę zbyt pierdząco-cukierkowy finał jak na mój gust, ale trudno, bohaterowie zasługiwali na happy end, także nie będę narzekać.


Click Your Heart

Znalezione obrazy dla zapytania click your heart drama

Po tę króciutką dramę sięgnęłam dlatego, że… no cóż, że była taka krótka. Liczy sobie zaledwie 7 odcinków, z czego każdy ma po 10-15 minut. Pomysł także nie był wcale głupi, a do tego Click Your Heart jest na Netfliksie (przynajmniej było, teraz chyba chwilowo nie ma). Cała konwencja na fabułę jest ciekawa i oryginalna, przynajmniej dla mnie, bo ja z taką formą wcześniej się nie spotkałam. W wielkim skrócie chodzi o to, że z uwagą śledzimy wszystkie dostępne decyzje głównej bohaterki, analizujemy do czego one będą prowadzić. Najpierw obserwujemy, co wydarzy się, gdy dziewczyna wybierze taką a nie inną opcję, później wracamy do początku i podążamy tą drugą drogą – widzimy, co by się wtedy stało.

Koncept – cudo. Takich zabaw z odbiorcą powinno być zdecydowanie więcej! Ale problemem tej dramy jest kiepska fabuła, która mimo ciekawych zabiegów, w ogóle nie angażuje widza. Momentami jest wręcz nudno, a całość pogrążona jest w sporym chaosie. Niby dzieje się dużo, ale niewiele można z tego zrozumieć przez co człowiekowi nie chce się oglądać dalej. Do tego dochodzą mało wyraziści bohaterowie, którzy nie zapadają w pamięć. A związki, które tworzą, opierają się na dwóch rozmowach trwających po pół minuty, po czym wmawia się widzowi, że właśnie oglądamy głęboką relację. Także… no wszystko fajnie, pomysł jak najbardziej na plus, ale… jeszcze pasowałoby napisać do niego przynajmniej dobry scenariusz. Ten, według którego rozgrywa się Click Your Heart zasługuje na maksymalnie dopuszczającą ocenę (że tak szkolną skalą pozwolę sobie podsumować). 



Materiał do następnego posta już mam, teraz trzeba go tylko napisać! Ale możecie spodziewać się nowej porcji dram już niedługo. 

Oglądacie koreańskie produkcje? Czy może podchodzicie do nich jak pies do jeża?



 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać



13 komentarzy:

  1. Dzięki tobie zainteresowałam się dramami i chyba w końcu muszę zabrać się za Goblina, by zobaczyć na własne oczy, czy będzie tak dobrze, jak obiecujesz :)
    Taki post podoba mi się niesamowicie!

    https://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups. Z jednej strony powinnam cię przepraszać, z drugiej wcale nie jest mi przykro, bo kdramy są boskie. Goblina obejrzyj koniecznie i daj znać!

      Usuń
  2. Od dwóch lat regularnie oglądam koreańskie dramy i już nie mogę się przestawić na "normalne" seriale :) Goblin jest wielką moją miłością, ale jestem pod wrażeniem, że oglądasz trzeci raz! Ja bym chciała, ale przeraża mnie wizja tego, że znowu będę kilka dni chodzić potem z czerwonymi oczami od płaczu, jak skończę :< What's wrong with secretary Kim jest bardzo urocze, zwłaszcza przyjaciel naszego prezesa, no kocham go 💘 Click Your Heart oglądałam, owszem, wielkiego polotu jak dla mnie nie ma i już nie za bardzo pamiętam o co chodzi. A Bóg, przyznam się, jeszcze nie widziałam, ale, po Twojej rezencji, chyba muszę nadrobić - Gong Yoo jest jednym z moich mężów :D czekam na kolejne recenzje, pozdrawiam! (no i cieszę się, że wskrzeszam jednorożca ♥️)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + widzę, że słownik poprawił mi Big na Bóg - pewnie chodziło mu o Gong Yoo c:

      Usuń
    2. Te normalne seriale są teraz takie... Dziwne. Koreańskie są dużo lepsze XD
      Jak oglądałam Goblina za drugim razem to dużo rzeczy wskoczyło mi na swoje miejsce, dostrzegłam więcej powiązań. Ale płacz był równie mocny co za pierwszym xd
      Gong Yoo to Bóg, autokorekta ma rację, nie kłóć się z nią xd

      Usuń
  3. Drugim serialem bardzo mnie zainteresowałaś :D Goblina też mam w planach obejrzeć! :P

    https://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do obu, ale do Goblina przede wszystkim ❤️

      Usuń
  4. What's wrong with secretary Kim oglądnę na pewno! Aż mnie cieszy wizja uroczej historii i tego, że będę się często uśmiechać. :D Także sobie zapisze tytuł, bo znając życie gdzieś mi ucieknie i zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się wciąz zastanawiam, bo ilość zaczętych seriali mnie przytłacza :) Ale jak się zdecyduje, przekopię twojego bloga w poszukiwaniu czegoś fajnego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. What's wrong without secretary kim właśnie oglądam i jestem absolutnie zauroczona 😻😻 a dramat widziałam już mnóstwo 😺 trzecią też widziałam, ale nie wywarła na mnie większego wrażenia, tak jak napisałaś zbyt płytko to wyszło. Gdyby był to normalny serial z dłuższymi odcinkami pewnie miałoby to więcej sensu 🙀

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogląda się od czasu do czasu coś dobrego. Akurat tych nie znałam. Bardziej widziałam starsze. Dramy mają swoją unikatowość, której w Europie zachłyśniętej Ameryką trudno pojąć. Jednakże nadal czekam, aż będzie można oglądać w TV cały dzień dramy <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Big nie widziałam, ale jestem fanką numer 1 Goblina!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)