Szczerze mówiąc, zupełnie nie wiem, jak mam się zabrać do napisania tej recenzji, więc może zacznę od początku.

Moje pierwsze odczucia po skończonej lekturze nie były
pozytywne. W większości się wynudziłam, znużyłam i znielubiłam głównego
bohatera. Przez to, że Archer jest taki, jaki jest i wszystkie informacje,
których się dowiadujemy, są przetworzone przez Bree, odnosiłam wrażenie, że
chłopak jest młodszy niż by wypadało. Od błahego i komicznego niedoświadczenia
w obsłudze telefonów komórkowych do poważnego i dość irytującego w kontaktach
międzyludzkich. Wiem, że wszystkie jego luki w edukacji i umiejętności bycia z
innymi są spowodowane feralnym wypadkiem sprzed kilku laty, ale mimo to nie
umiałam sobie poukładać tej postaci.
Sama Bree także nie przypadła mi do gustu. Wydawała mi
się być nachalna, natarczywa, a momentami była sierotką Marysią, która nie umie
zawalczyć o swoje życie.
Nie będę się rozwodzić na temat wydarzeń, bo w gruncie
rzeczy tak dużo ich tu nie ma. Akcja skupia się na poznawaniu osobowości, na
odżywaniu na nowo i dopuszczaniu do siebie ludzi po traumatycznych
doświadczeniach. Przedstawiono tu drogę, którą musiał przejść Archer, by z
samotnika i wyobcowanego dziwaka przeistoczyć się w mężczyznę gotowego do
otwarcia się na ludzi. Pod tym kątem Mia Sheridan odwaliła dobrą robotę. Mało
kto potrafi tak dobrze zrozumieć i stopniowo rozpracowywać dla czytelnika psychikę
bohaterów w taki sposób, by czytający sam się domyślał, o co chodzi.

Dziś recenzja zwięzła i krótka. Mam nadzieję, że mimo że
ja nie rozumiem co chciałam wam przekazać, to wam się udało odczytać sens z
tego, co napisałam. Po książkę jest warto sięgnąć, bo nie jest wymagająca, ale
także potrafi skłonić do przemyśleń. Nie wywoła dreszczy, ale wzbudzi
współczucie, smutek i momentami irytację. I myślę, że ta lektura podobałaby mi
się o wiele bardziej, gdybym wiedziała, że to powieść jednotomowa, ale tu się
okazuje, że jednak nie! Ma wyjść druga część, co nie do końca mi się podoba.
Myślę, że to już jest zakończona historia i nie ma sensu jej przeciągać, ale kto
by się tam wyznał..
Jak wam się podoba pomysł przeniesienia bloga na blogspot? Mam nadzieję, że i mnie, i wam będzie tu wygodniej :D
Haha, o jeju jaka szkoda, że musiałam rozpocząć booktour i nie widzę tych wszystkich mazów :D Miło mi, że forma czytania książki po kimś innym ci się podoba, szkoda, że ta nie do końca ci przypadła do gustu. To co - polecam moje booktoury na przyszłość ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię serdecznie!
Książkę czytałam w oryginale i bardzo mi się podobała :)
OdpowiedzUsuńTa książka należy do tej kategorii lektur, do których jakoś za bardzo mnie nie ciągnie ;)
OdpowiedzUsuńJa jednak na razie za ten tytuł podziękuję, jakoś zbyt mocno mnie do tego tytułu nie ciągnie ;)
OdpowiedzUsuńMiło, że nie jesteś kolejną osoba, którą ją zachwala, bo ja się na niej całkowicie zawiodłam. Nie polubiłam ani Archera ani Bree. On... pomimo tych wszystkich rzeczy, które go spotkały czasami dokonywał takich dziwnych decyzji... To samo Bree, która ciągle zachwycała się jego urodą, tyłkiem, wszystkim. Całości niestety dopełnia kompletnie przesłodzone i tandetne zakończenie. Dla mnie to była raczej lektura niższych lotów, średnio napisana. No, już się nie będę tak rozpisywać, recenzję sama juz napisałam :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Insane z http://przy-goracej-herbacie.blogspot.com/
Moim zdaniem autorka powinna zakończyć tę książkę tak trzy, cztery strony wcześniej. Wtedy by było zdecydowanie lepiej
UsuńMoje zdanie na temat książki znasz. Mnie się podobała, ale spotkałam się również z mniej przychylnymi opiniami. Niemniej szanuję Twoje zdanie :) Nie wszystkim musi się podobać dana powieść ;) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNareszcie ktoś kogo też odrzucają takie okładki - piątka! :D
OdpowiedzUsuńChoćby nie wiem jak ktoś mnie zachęcał to nie sięgnę i otwarcie się do tego przyznaję! Ta okładka jest okropna i nie chcę mieć tej książki w rękach! :D
Pozdrawiam Iza
Niech książki będą z Tobą!