Zasady boskich zawodów są krótkie i przejrzyste: Zeus pozwolił Prometeuszowi zawalczyć o swoją śmiertelność raz na sto lat. Zostaje wyznaczone miejsce próby, Atena wskazuje odpowiednią dziewczynę, o którą Prometeusz ma zabiegać. Gdy dziewczyna mu ulegnie przed upływem 60 dni, Prometeusz przegrywa. Jeśli jednak go odrzuci, Prometeusz stanie się śmiertelnikiem.
Zasadniczo
na tym mogłabym już zakończyć, bo pierwsza strona tej książki, którą streściłam
powyżej, już robi całą robotę, intryguje i zachwyca. Ja już od tego momentu
byłam zaciekawiona i miałam przeczucie,
że to będzie bardzo dobra czterogwiazdkowa pozycja. No i z każdą kolejną przewracają kartką utwierdzałam
się w tym przekonaniu, by końcowo właśnie ocenę 4/5 jej przyznać!
No
ale dobra. Na potrzeby tej recenzji pasowałoby jednak powiedzieć wam coś więcej
o Nie kochaj mnie i zrobić to w miarę
merytoryczny sposób. I już na początku będę z wami całkowicie szczera, bo w powieści… nie dzieje się za wiele.
Akcja nie pędzi, nie ma praktycznie żadnych zwrotów akcji. Jednak! Tempo jest
jednostajne i autorka idealnie wprowadza nowe wątki wtedy, gdy ich
potrzebujemy, a i same tajemnice rozwiązywane są w odpowiednich momentach. Sama fabuła nie jest wielce skomplikowana i
bazuje bardziej na intrygach, relacjach i niedopowiedzeniach niż jakichś wielkich
wybuchach i pościgach (chociaż to też tak nie do końca). Przy lekturze
jesteśmy zaintrygowani i zaciekawieni, w którą stronę to się wszystko potoczy,
bo o przewidywalności nie ma tutaj
najmniejszej mowy!
Sami
bohaterowie są dość schematyczni, to przyznać muszę. Jednak autorka zadała
sobie trud, by nakreślić im jakąś przeszłość i zrobiła to w więcej niż w dwóch
zdaniach. Do tego każda postać ma jakiś
charakter: mniej lub bardziej do lubienia, ale da się ich odróżnić po indywidualnych
cechach, bo jednak się od siebie różnią i nie są pisani na jedno kopyto.
Prometeusz jest ciekawy i onieśmielający, ale też nie jest oczywisty, co
podnosi jego zalety. No i nasza główna bohaterka jest spoko dziewczyną, taką
zwykłą i normalną, ale prawdziwie normalną, a nie przerysowaną normalną.
Mitologia grecka miesza się tutaj z
wyobraźnią autorki i z naszym prawdziwym światem. Na pewno osoby bardziej obyte w mitami zorientują się,
co jest prawdą, a co zostało zmyślone na potrzeby fabuły. Jednak ci mniej
wprawieni lub po prostu mniej spostrzegawczy na końcu książki znajdą
odpowiednią legendę, która wyjaśnia, co i jak było, a co i jak jest w świecie Iskry bogów. I ja to bardzo szanuję, bo
nie chcemy potem walnąć wielkiego błędu na maturze lub, co gorsze, w gorącej
dyskusji, bo coś nam umknie z tej prawdziwej mitologii!
Oczywiście,
że dostrzegam też błędy, schematy i
różne inne niedociągnięcia. Ale w
tej książce znalazłam to mityczne i nieuchwytne „coś”, co przyciągało mnie do
lektury i sprawiało, że wszystkie niedopatrzenia to w sumie nie były aż takie
wielkie, żeby się ich specjalnie czepiać i przestawały mieć jakiekolwiek
znaczenie. Jest ich dość sporo, ale spokojnie da się je zignorować i czerpać
radość z czytania, bo to właśnie o to tutaj chodzi.
Nie kochaj mnie to przede wszystkim świetna
rozrywka na bardzo dobrym poziomie! Fajni bohaterowie, przyjemna historia i
klimat letniego obozu w lesie, co pomaga tylko zatęsknić za wakacjami i pomóc
do nich dotrwać. To także wprowadzenie
do obiecującej serii i ja już zacieram łapki na drugi tom, bo polska premiera
będzie jeszcze w maju tego roku!
Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem Media
Rodzina
Ostatnio mam ogromną ochotę na takie książki, więc zapisuję sobie tytuł koniecznie! :D
OdpowiedzUsuń