Myślałam, że nie rozumiem
fenomenu tej książki. A później ją przeczytałam.
Obecność tego wpisu na blogu
powinna was zdziwić i zastanowić. Przecież ja normalnie nie sięgam po książki
opatrzone etykietką „erotyków”, więc co tu robi najnowsza powieść Vi Keeland? A
co najlepsze, nie zamierzam jej krytykować… aż tak.