piątek, 8 listopada 2019

Kolejna porażka? - Październikowe Wyzwanie Filmowe 2019 [PODSUMOWANIE]


Wrześniowe Wyzwanie Filmowe wywołało tyle emocji i próśb o edycję październikową, że z przyjemnością zabrałam się za jej organizację i samodzielne wypełnianie wyzwań. Wzięłam też poprawkę na początek nowego roku akademickiego i nie porwałam się na 31 filmów w 31 dni, bo to byłoby fizycznie niemożliwe. Także założeniem wersji październikowej było obejrzenie 10 tytułów. A jak mi poszło w praktyce?

Zaczęłam od filmu, na który czekałam bardzo długo, a końcowo zrobiłam tak jak zwykle i nawet nie wybrałam się na niego do kina jak był na to czas. Mówię tu o Podłym, okrutnym, złym z moim ukochanym Zackiem Efronem w roli głównej. I wiecie co? Gdy widziałam pierwsze zapowiedzi tego filmu, to myślałam (jak to ja mam w zwyczaju – czyli totalnie na odwrót), że poprowadzą tę historię w trochę inny sposób, przez to miałam zupełnie inne oczekiwania niż powinnam. Wydawało mi się, że pokażą drogę Teda Bundy’ego do stania się seryjnym mordercą, później dochodzenie śledczych, że to faktycznie on jest zabójcą i końcowo proces. Wiecie, taki kryminalny schemat. A tu się okazuje, że twórcy skupili się na samym postępowaniu sądowym i sprytnych próbach Teda, by udowodnić swoją wątpliwą niewinność – chociaż mówcą i manipulatorem to był on przednim. To też był fajny pomysł, bo zaserwowano nam dość psychologiczne podejście. Ale wiecie, dodanie do tego morderstw byłoby bardziej soczyste.

Pewnego razu… w Hollywood to niewypał tego miesiąca, a może nawet i roku. Tak zachwalany, tak oblegany, tak kochany przez wszystkich kinomaniaków. A wiecie, co ja myślę o tej produkcji? Nudy na pudy! Strasznie powalony i dziwny, ale to jeszcze pikuś. On jest po prostu nużący i przynajmniej o godzinę za długi. I w sumie z całości tych dwóch godzin i czterdziestu minut podobało mi się ostatnie piętnaście – takie idealnie w stylu Tarantino czyli dużo krwi i mało praw fizyki, ale tam przynajmniej coś się działo. Cała reszta? Zupełnie o niczym. Chociaż doceniam grę DiCaprio i Pitta, bo to na nich oparty został cały film. Także dla samych aktorów warto się przejść, ale dla fabuły – Boże, broń.

Znalezione obrazy dla zapytania joker movie stills

Skusiłam się również na Jokera. Wysypało się tyle różnych pozytywnych i negatywnych recenzji, że trzeba było zwrócić uwagę na ten film. I całkiem słusznie, bo to niesamowita produkcja o tym, jak ktoś może wpłynąć na czyjeś życie i zniszczyć je tak, że nie ma już odwrotu. Ryje psychikę, zaskakuje, zniesmacza, szokuje, smuci i przygnębia. Kupuję tę wersję Jokera w każdym calu. Gra aktorska stoi tu na wybitnym poziomie, kreacje bohaterów to majstersztyk, a ścieżka dźwiękowa to istne cudo. Byłam zaskoczona, że tak szybko się skończyło! Całość ma równe tempo i bardzo dobrze się ogląda, a twórcy ucięli tę historię w idealnym momencie. Pozostaje lekki niedosyt, ale ten pozytywny. I w sumie słowem podsumowania można uznać, że to film o byciu szalonym, chociaż w perspektywie wszystkiego, to nie Joker jest tym głównym szaleńcem.

Traumę polecali mi znajomi. I opis tego filmu to zdecydowanie tylko wierzchołek góry lodowej, bo chociaż widzimy w nim główny zarys fabuły, to jednocześnie nie ma on nic wspólnego z całą historią. Od samego początku do samego końca nie mamy pojęcia, co jest grane. Gdy już nam się wydaje, że wiemy, o co chodzi, twórcy udowadniają nam, że jest zupełnie inaczej. Film ogląda się na jednym wdechu, a zakończenie nie rozczarowuje. Całość jest bardzo równa i napięcie rośnie w odpowiednich chwilach. Także polecam bardzo serdecznie, ale równocześnie ostrzegam, bo troszkę ryje mózg.

Nie rozumiem zabiegu dystrybutora przy Wojnie o prąd, bo ten tytuł w USA wyszedł już dwa lata temu. Także nie czaję, czemu akurat teraz wprowadzili go do polskich kin, tym bardziej, że jakiś szczególnie wybitny nie jest i raczej mogę zaliczyć go do moich prywatnych zawodów (chociaż nie spodziewałam się absolutnie niczego). I chociaż Benedict Cumberbatch doskonale daje sobie radę, to jednak dano mu do grania okrutnie słabo napisaną rolę. Do tego Tom Holland, któremu nawet nie pozwolili się wykazać i cała reszta tej aktorskiej piaskownicy, którym doklejono wąsy i baczki i myślano, że tyle wystarczy, by wprowadzić widzów w klimat epoki. W efekcie końcowym mamy całą plejadę klonów, a ja do teraz nie wiem, który to był ten Tesla w tym filmie. Zaś jeśli o montaż chodzi, to leży i kwiczy i tapla się w błotku. Na ekranie widzimy ogromny chaos – fabuła pokrywa kilka(naście?) lat, a widz nawet tego nie zauważy, bo materiał został źle zmontowany, a przeskoki czasowe zaznaczone tak, co by nikt nie widział. A odróżnienie, którym prądem bawi się Edison, a którym Westinghouse dla odbiorcy kojarzącego ACDC jedynie z zespołem rockowym, jest praktycznie niemożliwe. Gwoździem do trumny Wojny o prąd są polskie napisy. Zamiast tłumaczyć oryginalne słowa, wklejamy jakieś polskie bzdury, które mijają się z tym, co mówią bohaterowie. Do tego pełno tu skrótów myślowych znanych chyba tylko tłumaczowi, któremu w dodatku szkoda było znaków na pisanie pełnych nazw tytułów naukowych, za to zbyt często posługiwał się kropkami i różnymi „prof.”ami. I w sumie gdyby nie Tom Holland z wąsem, to byłabym bardziej zła.

Znalezione obrazy dla zapytania boże ciało film

Tutaj przy Bożym ciele już się tak nie rozpiszę, bo to film z gatunku tych, których opisać się nie da, a które po prostu trzeba zobaczyć. Mogę powiedzieć tylko tyle, że te wszystkie pozytywne opinie nie są na wyrost, a sam film jest naprawdę świetnie zrobiony i przedstawia piękną historię. I jeśli boicie się, że skoro fabuła kręci się wokół księży więc będzie krindż i wyśmiewanie, to nie możecie być bardziej w błędzie.

Zebrałam się też w końcu za drugą część Pitch Perfect i… chyba troszkę się rozczarowałam. W sensie nie jestem jakąś wielką fanką serii, pierwsza część po prostu mi się podobała i całkiem miło ją wspominam, natomiast ta kontynuacja, chociaż również fajna, to wydaje mi się być trochę o niczym. Oczywiście ogromny plus za śpiewanie, wszystkie piosenki i aranżacje występów, ale sama historia jakaś wielce porywająca mi się nie wydała.
Zaś jeśli o Pięćdziesiąt twarzy Blacka chodzi to… nie mam słów, by opisać idiotyzmy tej produkcji. Włączyłam ją tylko dlatego, że sądziłam, że nie może być głupsza od oryginału. A tu spotkało mnie ogromne zaskoczenie! Okazuje się, że Grey przy Blacku mógłby walczyć o Oscara. Także nie róbcie tego błędu co ja i nie włączajcie tej szmiry z czystej przekorności i faktu, że jest teraz na Netfliksie.



8 na 10 filmów to i tak całkiem niezły wynik. W listopadzie ponawiam wyzwanie! Zobaczymy, jak pójdzie mi tym razem.

Zachęcam też was do wzięcia udziału – dlatego poniżej znajdziecie planszę na kolejny miesiąc! 





 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać



3 komentarze:

  1. Miałam w planach obejrzeć nowym film z Efronem, ale jakoś ostatecznie się na niego nie wybrałam. Oglądałam za to ,,Pewnego razu w Hollywood" nie jest taki zły. Nawet jestem ciekawa tej dłuższej wersji tego filmu, nad którą trwają prace. ,,Joker" to dobry film, a na ,,Boże Ciało" miałam się wybrać, ale kolega mi zdradził całą fabułę przed zajęciami. Nie wiem co om wtedy co myślał, ale tak się nie robi. Zwłaszcza jak ktoś mówi, że chce się na to przejść do kina.

    Książki jak narkotyk

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  2. W listopadzie również staram się obejrzeć 10 filmów ze swojej listy, ale po przeczytaniu twojego posta ona na pewno urośnie :) "Joker" to genialny film i nie żałuję ani minuty spędzonej na jego oglądaniu

    Pozdrawiam, Dominika
    http://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)