Nie ma to jak zdradzić
zakończenie w połowie, prawda?
Książka jeszcze swojej premiery w Polsce nie miała, a bum na nią związany wybuchł na dobre. Najpierw sypały się same pozytywne recenzje, które umieściły moje oczekiwania gdzieś na wysokości Burdż Chalifa. Później gdy do głosu doszli niezależni czytelnicy, opinie stały się bardziej zróżnicowane i już nie każda była pozytywna. Te negatywne obniżyły moje nadzieje do poziomu dziesięciopiętrowego wieżowca jednak w dalszym ciągu byłam szalenie ciekawa, o co chodzi z tą książką i dlaczego podzieliła ona czytelników.
Jolene Avery ma wszystko.
Kochającego męża, kilkuletnią córkę i świetną pracę. Za to Fig, która wprowadza
się do domu obok, nie ma nic. Szybko zdobywa sympatię sąsiadów, wkrada się w
ich łaski i staje się przyjaciółką rodziny. Z czasem jej zachowanie robi się
coraz bardziej niepokojące. Na Instagrama wrzuca zdjęcia Dariusa, kupuje takie
same rzeczy jak Jolene… nawet włosy farbuje na taki sam kolor.
Śledzimy historię z trzech
perspektyw; Fig, Dariusa i Jolene. Z tego samego powodu książka podzielona jest
na trzy części, każda poświęcona innemu bohaterowi. Wydarzenia nie są
powielane, po prostu wraz z biegiem historii zmieniamy osobę prowadzącą
narrację. Autorka chyba chciała uzyskać ciągłość opowieści, jednak nie do końca
jej to wyszło. Każda część była oderwana od kolejnej, a wszystkie trzy nie
łączyły się ze sobą w płynny sposób. Wręcz między nimi występowały niezałatane
przez fabułę luki.
Poznajemy Fig, która ma być
głównym złoczyńcą. Część poświęcona tej bohaterce jeszcze jakoś się broni. Fig
ma nierówno pod sufitem i ty po prostu nie wiesz, co może jej odwalić na
kolejnej stronie. Jest nieprzewidywalna i nieobliczalna. Jednak od połowy
książki wszystko zaczęło zmieniać tor, którym podążało. Gdy narrację przejął
Darius, a potem Jolene, powieść przybrała zupełnie inny obrót i z thrillera
przemieniła się w zwykłą obyczajówkę. Z każdą kolejną stroną problemy bohaterów
stawały się banalniejsze, a główny temat obsesji zaczął zanikać.
Najpierw zachowanie Fig było
mocno niepokojące i budzące dreszcz, wręcz przerażające. Później zaczęło
przypominać zwykłe naśladowanie ukochanego idola. Każda nastolatka by ją
zrozumiała, bo robi dokładnie to samo. Selena Gomez pokazuje nową sukienkę, ty
kupujesz podobną. Kyle Jenner idzie do fryzjera i robi pasemka, ty umawiasz się
na wizytę i robisz takie same. Spodoba ci się motyw, którego Weź nie czytaj
używa na Instagramie, zaczynasz robić zdjęcia w podobnym stylu. I z mocnego
stalkingu, którym zaczyna się Bad Mommy
przechodzimy w zwykłe małpowanie, zgapianie pomysłów od siebie nawzajem, w czym
nie ma nic niepokojącego.
Jak już wspominałam, po
pierwszej części poświęconej Fig moje nadzieje odżyły na nowo. Koniec końców
zaczęło się o wiele lepiej, niż się spodziewałam. Miałam multum teorii na
potencjalny dalszy rozwój historii. Do czego Fig mogłaby się posunąć? Porwanie,
krzywdzenie, uprzykrzanie życia? Chciałabym. Nic z tego się nie sprawdziło.
Tarryn Fisher poszła po najmniejszej linii oporu. Jakby skończył jej się pomysł
na poprowadzenie historii więc postanowiła ją jak najszybciej zakończyć.
I tu dochodzimy to tematu
zakończenia, które było bardziej osławione od samej fabuły. Miało zmrozić krew
w żyłach, wywołać szok na twarzy, a jeśli piłabym przy nim pepsi, miałabym się
zakrztusić i na miejscu się udusić z niedowierzania. Haha. Szkoda tylko, że
autorka wysypała się w połowie książki i wszystko zdradziła za sprawą jednego
zdania wypowiedzianego przez Jolene. Później wystarczyło tylko dodać dwa do
dwóch i voila! Nieprzewidywalne zakończenie poszło się gonić. I niby sam pomysł
był ciekawy, bo pasuje do całości, ale co mi z tego, skoro domyśliłam się tego
dużo wcześniej niż powinnam?
Fisher trzeba przyznać
jedno; Bad Mommy wyszła jej milion
razy lepiej niż trylogia Love me with lies, o której swego czasu pisałam już na blogu. Ale w dalszym ciągu
autorka nie umie robić dobrych trójkątów miłosnych, bo to jej po prostu nie
wychodzi i wręcz irytuje czytelnika.
Powieść piekielnie dobrze
się czyta, bo mimo wszystko od przypadku do przypadku napotykamy się na jakieś
fragmenty obsesji i absurdu. Raz na jakiś czas pojawi się też coś
niepokojącego, co przykuje uwagę na kolejne kilka stron. Jednak w dalszym ciągu
nie rozumiem, dlaczego książka zdobyła tak wielką popularność jako thriller
psychologiczny, którego tutaj jest ze świecą szukać. Właściwsza kategoria dla Bad Mommy to powieść obyczajowa z
elementami thrillera i aspektem psychologicznym.
Styl autorki jest przyjemny,
napięcie panujące w powieści to kwestia sporna, kreacje bohaterów aspirują do
nagród za najbardziej irytujące postacie, ale porywającej akcji to tu w ogóle
nie uświadczymy. Nawet ta początkowa nutka tajemniczości i pytanie „dlaczego
Fig to robi?” szybko przestaje mieć znaczenie, bo po prostu za szybko dostajemy
na nie odpowiedź.
Głównym trzonem Bad Mommy są bohaterowie, którzy
jednocześnie nadają tej powieści sens jak i stanowią jej największe
niedopracowanie. Pełno było w nich błędów logicznych. W jednej chwili Darius
opisywany jest w jeden sposób, za chwilę mówi się o nim zupełnie odmiennie. Nie
mówiąc już o historii Fig, która sama w sobie nie trzyma się przysłowiowej
kupy. Charaktery postaci budowane były głównie ich czynami i zachowaniem, co
bardzo ograniczało ich ewolucję i sposób postrzegania przez czytelnika.
Określając Bad Mommy mianem thrillera psychologicznego
robimy jej wielką krzywdę, bo ona nim po prostu nie jest. Nie lubię, gdy
książki szufladkuje się do gatunku, do którego one nie należą. Późniejsze
zawody czytelników nie wynikają ze złych powieści samych w sobie, a z mylnego
nastawienia do nich i błędnych oczekiwań. Mało kto cieszy się z przeczytania
obyczajówki, która miała być thrillerem.

Tytuł: Bad Mommy. Zła mama
Tytuł oryginału: Bad Mommy
Tytuł oryginału: Bad Mommy
Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 320
Grubość grzbietu: 2,3 cm
Masa: 347 g
Ciężar: 3,4 N [g=9,81 m/s2]
Cena: 34,90 zł
Mobilność: M (całą Wenecję w plecaku obskoczyło)
Tak myślałam, że ta książka ma większą sławę niż to warte, ale stwierdzeniem, że jest lepsza od "Mimo moich win" i kontynuacji trochę mnie zaciekawiłaś, bo nie uważam tej serii za wyjątkowo złą tylko taką odrobinę psychiczną.
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, że dobrze się czyta.
Pozdrawiam
Babskie Czytanki
Mimo moich win ma tę zaletę, że wciąga, ale jednocześnie niemiłosiernie irytuje xd.
UsuńHm. Faktycznie było dość dużo szumu o tej książce, cały blogger i youtube zostały zasypane recenzjami, w głównej mierze pozytywnymi. I właśnie. Wszyscy tak zachwalali zakończenie. A tu - widocznie można je przewidzieć.
OdpowiedzUsuńNa początku miałam na tę książkę ogromną ochotę, jednak, za sprawą Twojej opinii, została jedynie chęć złapania tej powieści, jeśli zastałabym ją gdzieś po cenie promocyjnej. Kupowanie jej na zasadzie ,,must have" jakoś straciło sens.
Ale recenzja świetna i dobrze, że nie zakrztusiłaś się tą Pepsi - lubię czytać Twoje notki.
Ściskam,
Izzy z Heavy Books
Autorka po prostu sama się wysypała. Wystarczyło dodać dwa do dwóch i voila.
UsuńDziękuję ;)
Jakoś od początku nie byłam przekonana do tej książki, jeśli na coś jest zbyt mocny hype, to zazwyczaj nie jest aż tak dobre jak isę spodziewam. Książkę raczej sobie daruję, jest wiele ciekawszych.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Zapraszam do mnie.
Jak zwykle dużo reklamy ma zastąpić dobrą treść. Dlatego nie ufam takim głośnym premierom.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Kasia z Ebookowych recenzji
http://ebookowe-recenzzje.blogspot.com
Zgadzam się: myślę, że aby przewidzieć zakończenie "Bad mommy" nie trzeba wiele - ja spodziewałam się takiego zabiego, gdyż po "Margo" przywykłam już do pewnych chwytów autorki.
OdpowiedzUsuńMoje odczucia po lekturze były bardzo podobne do Twoich. Myślę, że książka byłaby lepsza, gdyby od początku do końca narracja była prowadzona z punktu widzenia Fig.
Pozdrawiam :)
Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania jest książka “Moja Lady Jane”
Ja Margo nie czytałam, ale mimo wszystko mam w planach.
UsuńFig wymiata!
Cóż, tak agresywny wysyp pozytywnych recenzji, które atakują mnie zewsząd, jak w przypadku tej książki, skutecznie mnie zniechęca do sięgnięcia po powieść. Po Twojej recenzji upewniłam się, że akurat w przypadku tej książki wyszło mi to na dobre.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Ewelina z Gry w Bibliotece
Zazwyczaj mam tak samo. Na przykład do tej pory nie mogę się przemóc do Mojej Lady Jane. Ale akurat Bad Mommy mnie zainteresowała już wcześniej, jeszcze przed wszystkimi recenzjami i dlatego ją przeczytałam
UsuńPo tym jaki rozgłos wydawnictwo zrobiło wokół tej książki, czuję się wręcz odstraszona niż zachęcona po sięgnięcia po nią. Zawiodłam się już na szufladkowaniu przy Chemiku i raczej nie chce powtórki z rozrywki :/
OdpowiedzUsuńNie no, aż tak źle tu nie jest jak przy Chemiku xd
UsuńZauważyłam, że tę autorkę albo się kocha, albo nienawidzi. Ja sama jeszcze nie wiem do której grupy należę, bo czytałam tylko Mimo moich win. Książka niebanalna, ale też nie spełniła moich oczekiwań. Nad Bad mommy wciąż się zastanawiam i chyba najbezpieczniej będzie jak poszukam jej w bibliotece. :)
OdpowiedzUsuńJa aktualnie mam mieszane uczucia i tak samo jak ty, nie wiem co o niej sądzić
UsuńNiestety, błędne etykietowanie często zraża do książki i autora. Co do tej pozycji, sporo o niej słyszałam (tak jak i o jej autorce, z którą, niestety nie miałam jeszcze do czynienia), jednak wydaje mi się, że raczej po nią nie sięgnę, gdyż wnioskując w recenzji książek T. Fisher, sposób na "organizację" tekstu przez autorkę nie do końca mi odpowiada.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
ifeelonlyapathy.blogspot.com
Nie wiem czy się na nią skuszę, jakoś bardziej moją uwagę przykuło "Margo" a też nie miałam okazji jeszcze przeczytać ;)
OdpowiedzUsuńMnie Bad Mommy bardziej ciekawiło aczkolwiek Margo też. Też jeszcze nie czytałam :D
UsuńMam ja na liście - do przeczytania... Choć faktycznie opinie zaczynają się różnicować.
OdpowiedzUsuńhttps://czytajzpauelka.blogspot.com/
Przeczytaj. Wyrobisz sobie własne zdanie ;)
UsuńOgólnie nie słyszałam o niej nigdy. Natomiast jak przeczytałam to co piszesz to brak logiki w książce mnie przeraża i nie mam ochoty już jej czytać ;)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę, że nie słyszałaś. Ja to już miałam wrażenie, że mi zaraz z lodówki wyskoczy xd
UsuńMnie w tej książce najbardziej intryguje zakończenie, zwłaszcza to ostatnie zdanie :) Może kiedyś przeczytam tę książkę, ale a razie nie planuję :)
OdpowiedzUsuńTo zakończenie wcale nie jest takie niezwykłe. Jakbyś kiedyś chciała to napisz, mogę ci je zdradzić, oszczędzisz sobie kłopotu xd
UsuńNie czytałam jeszcze ale też mam mieszane uczucia co do książki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Agaa
https://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/
Ja sobie odpuszczę ;/
OdpowiedzUsuńhttp://justboooks.blogspot.com/
A ja znowu jestem mega zadowolona z lektury. Wszystko płynnie mi się zgrywało, ciekawiło i zakończenie zdecydowanie mi się podobało. Jedyne, co mi przeszkadzało, to nadmiar erotyzmu, który był niesmaczny. Reszta jak najbardziej na plus. Ale wiadomo, co osoba, to opinia. ;)
OdpowiedzUsuńA no tak, erotyzm był przesadzony. Jakoś mi umknęło w recenzji :s
UsuńAle dobrze, że przynajmniej tobie się podobało :D
Jako jedna z niewielu chyba osób o książce nie słyszałam nic, a i autorki nie znam, ale przewrotnie Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania i przekonania się na własnej skórze, o co chodzi w tym rzekomym zamieszaniu wokół niej :)
OdpowiedzUsuńTak najlepiej. W razie czego wbijaj na herbatkę, wymienimy swoje narzekania :D
UsuńNastawiłam się na rewelacyjną lekturę, ale niestety mocno się zawiodłam. Luki fabularne były straszne - najpierw zrozumiałam, że Fig rozeszła się z mężem i mieszka sama. Potem nagle okazuje się, że Jolene i Darius go znają. Ba!, czasami go widują... Paranoja.
OdpowiedzUsuńJa miałam tak samo. Najpierw mieszka sama, potem nagle mieszka z mężem. Nie ogarniam tej kuwety xd
UsuńMoje must read. ;)
OdpowiedzUsuńPoznanie zakończenia zanim się przeczyta książkę jest bezcenne, uwierz. Kiedy zaczynałam czytać ponad wszystko myślałam sobie ''Proszę, Nicole, nie rób tego, o czym myślę i nie zakończ tak książki''. Niestety autorka nie posłuchała, a co z tego wyszło?
OdpowiedzUsuńBuziaki :* :*
lubieczytacrano.blogspot.com/
Ponad wszystko jeszcze nie czytałam, ale mam w planach :D
UsuńJestem ciekawa, czy mnie przypadła by do gustu i do jakiego gatunku pasowałaby moim zdaniem, myślałam, że więcej w niej thrillera :)
OdpowiedzUsuńJa właśnie też XD
UsuńChyba jednak podziękuję. Z autorką jestem w stanie wojny po "Mimo moich win" i "Bad mommy" nawet mnie interesowało, ale wolałabym gdyby to był thriller psychologiczny, a skoro tak nie jest pewnie byłoby to kolejne rozczarowanie. Wydaje mi się, że książki tej autorki nie są dla mnie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
houseofreaders.blogspot.com
JA po Mimo moich win uznałam, że dobra, każdemu może się zdarzyć popełnić złą trylogię. I myślałam, że w "thrillerze" Fisher sobie lepiej poradzi no ale cóż...
UsuńWygląda ciekawie. Moje klimaty, więc myślę, że by mi się spodobała :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wpadniesz również do mnie!
www.spiked-soul.pl
Elwira Charmuszko
Pisałam, że tak średnio odpowiada tym klimatom, ale jak wolisz ;)
UsuńSzczerze mówiąc, niezbyt mnie ciągnie do tej książki. Kiedyś miałam na nią większą ochotę :) Póki co więc na razie nie zapowiada się, żebym ją przeczytała ;P
OdpowiedzUsuńZabookowany świat Pauli
Niestety ale ta książka poczeka sobie w jakiejś księgarni na mnie bo na razie nie mam możliwości jej zakupu, ale na pewno się na nią skuszę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie :)
https://okularnicaczyta.blogspot.com/2017/08/recenzja-ksiazki-365-dni-zobaczymy-sie.html
Tak średnio zachęcam do czytania, ale jak wolisz ;)
Usuń"Każda nastolatka by ją zrozumiała, bo robi dokładnie to samo" - Przestraszyłaś mnie. Czy nastolatki w tych czasach za wszelką cenę naśladują ludzi?
OdpowiedzUsuńMyślę, że Fig w tej książce swoim zachowaniem, zrujnowała życie przypadkowych ludzi. Nie wydaje mi się, że w podobny sposób postępują współcześnie młodzi ludzie :)
Bardzo ciekawa recenzja, ale jak dla mnie, zdecydowanie za mocna.
Pozdrawiam, Iza z www.czytanierozwija.pl
Zdanie, które cytujesz, jest trochę wyrwane z kontekstu, bo wszysyko wyjaśniam w całym tym akapicie. Chodziło mi o to, że cała "psychodeliczność" Fig naśladującej Jolene opierała się na kupowaniu takich samych ciuchów i rzeczy do domu. Nie widzę w tym tej psychodeliczności, o której się tak trąbiło. i nie sądzę, że recenzja za mocna. Nikogo nie hejtuję, jedynie wyrażam swoje zdanie jako zawiedzionego czytelnika skuszonego marketingową oprawą książki
UsuńRównież pozdrawiam
Jakoś nie mam ochoty na tę książkę :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Twoją opinią.Jak dla mnie ta książka była dobra, ale oczekiwałam czegoś więcej.
OdpowiedzUsuńZapraszam!
http://zaakreconazaaczytana.blogspot.com/?m=1
Aaaaa nienawidze książek, ktore łatwo przejrzeć :D Ale czasem tak bywa, wystarczy jedno zdanie i łatwo się można domyślić.. :)O ksiazce nie slyszalam, ale jednak raczej po nią nie sięgne. Nie mój typ:D chociaz czytalam jedną ksiazke tarryn fisher i nie byla az taka zla:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie:)
(recenzentka-ksiazek.blogspot.com)
Jaką jej książkę czytałaś?
UsuńTę książkę bardzo chcę przeczytać, ale będę miała na uwadze twoją recenzje :)
OdpowiedzUsuńhttp://weruczyta.blogspot.com/
Jak obniżysz trochę oczekiwania to pewnie ci się bardziej spodoba :D
UsuńPo premierze ta książka bardzo mnie ciekawiła, jednak obecnie stwierdzam, że minęła mi ochota na nią.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie. :)
niezapomniany-czas-czyli-o-ksiazkach.blogspot.com