środa, 9 sierpnia 2017

Coś mało obsesji w tej obsesji - "Bad Mommy. Zła mama" Tarryn Fisher [RECENZJA]

Nie ma to jak zdradzić zakończenie w połowie, prawda?


Książka jeszcze swojej premiery w Polsce nie miała, a bum na nią związany wybuchł na dobre. Najpierw sypały się same pozytywne recenzje, które umieściły moje oczekiwania gdzieś na wysokości Burdż Chalifa. Później gdy do głosu doszli niezależni czytelnicy, opinie stały się bardziej zróżnicowane i już nie każda była pozytywna. Te negatywne obniżyły moje nadzieje do poziomu dziesięciopiętrowego wieżowca jednak w dalszym ciągu byłam szalenie ciekawa, o co chodzi z tą książką i dlaczego podzieliła ona czytelników.

Jolene Avery ma wszystko. Kochającego męża, kilkuletnią córkę i świetną pracę. Za to Fig, która wprowadza się do domu obok, nie ma nic. Szybko zdobywa sympatię sąsiadów, wkrada się w ich łaski i staje się przyjaciółką rodziny. Z czasem jej zachowanie robi się coraz bardziej niepokojące. Na Instagrama wrzuca zdjęcia Dariusa, kupuje takie same rzeczy jak Jolene… nawet włosy farbuje na taki sam kolor.

Śledzimy historię z trzech perspektyw; Fig, Dariusa i Jolene. Z tego samego powodu książka podzielona jest na trzy części, każda poświęcona innemu bohaterowi. Wydarzenia nie są powielane, po prostu wraz z biegiem historii zmieniamy osobę prowadzącą narrację. Autorka chyba chciała uzyskać ciągłość opowieści, jednak nie do końca jej to wyszło. Każda część była oderwana od kolejnej, a wszystkie trzy nie łączyły się ze sobą w płynny sposób. Wręcz między nimi występowały niezałatane przez fabułę luki.


Poznajemy Fig, która ma być głównym złoczyńcą. Część poświęcona tej bohaterce jeszcze jakoś się broni. Fig ma nierówno pod sufitem i ty po prostu nie wiesz, co może jej odwalić na kolejnej stronie. Jest nieprzewidywalna i nieobliczalna. Jednak od połowy książki wszystko zaczęło zmieniać tor, którym podążało. Gdy narrację przejął Darius, a potem Jolene, powieść przybrała zupełnie inny obrót i z thrillera przemieniła się w zwykłą obyczajówkę. Z każdą kolejną stroną problemy bohaterów stawały się banalniejsze, a główny temat obsesji zaczął zanikać.

Najpierw zachowanie Fig było mocno niepokojące i budzące dreszcz, wręcz przerażające. Później zaczęło przypominać zwykłe naśladowanie ukochanego idola. Każda nastolatka by ją zrozumiała, bo robi dokładnie to samo. Selena Gomez pokazuje nową sukienkę, ty kupujesz podobną. Kyle Jenner idzie do fryzjera i robi pasemka, ty umawiasz się na wizytę i robisz takie same. Spodoba ci się motyw, którego Weź nie czytaj używa na Instagramie, zaczynasz robić zdjęcia w podobnym stylu. I z mocnego stalkingu, którym zaczyna się Bad Mommy przechodzimy w zwykłe małpowanie, zgapianie pomysłów od siebie nawzajem, w czym nie ma nic niepokojącego.

Jak już wspominałam, po pierwszej części poświęconej Fig moje nadzieje odżyły na nowo. Koniec końców zaczęło się o wiele lepiej, niż się spodziewałam. Miałam multum teorii na potencjalny dalszy rozwój historii. Do czego Fig mogłaby się posunąć? Porwanie, krzywdzenie, uprzykrzanie życia? Chciałabym. Nic z tego się nie sprawdziło. Tarryn Fisher poszła po najmniejszej linii oporu. Jakby skończył jej się pomysł na poprowadzenie historii więc postanowiła ją jak najszybciej zakończyć.


I tu dochodzimy to tematu zakończenia, które było bardziej osławione od samej fabuły. Miało zmrozić krew w żyłach, wywołać szok na twarzy, a jeśli piłabym przy nim pepsi, miałabym się zakrztusić i na miejscu się udusić z niedowierzania. Haha. Szkoda tylko, że autorka wysypała się w połowie książki i wszystko zdradziła za sprawą jednego zdania wypowiedzianego przez Jolene. Później wystarczyło tylko dodać dwa do dwóch i voila! Nieprzewidywalne zakończenie poszło się gonić. I niby sam pomysł był ciekawy, bo pasuje do całości, ale co mi z tego, skoro domyśliłam się tego dużo wcześniej niż powinnam?

Fisher trzeba przyznać jedno; Bad Mommy wyszła jej milion razy lepiej niż trylogia Love me with lies, o której swego czasu pisałam już na blogu. Ale w dalszym ciągu autorka nie umie robić dobrych trójkątów miłosnych, bo to jej po prostu nie wychodzi i wręcz irytuje czytelnika.

Powieść piekielnie dobrze się czyta, bo mimo wszystko od przypadku do przypadku napotykamy się na jakieś fragmenty obsesji i absurdu. Raz na jakiś czas pojawi się też coś niepokojącego, co przykuje uwagę na kolejne kilka stron. Jednak w dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego książka zdobyła tak wielką popularność jako thriller psychologiczny, którego tutaj jest ze świecą szukać. Właściwsza kategoria dla Bad Mommy to powieść obyczajowa z elementami thrillera i aspektem psychologicznym.

Styl autorki jest przyjemny, napięcie panujące w powieści to kwestia sporna, kreacje bohaterów aspirują do nagród za najbardziej irytujące postacie, ale porywającej akcji to tu w ogóle nie uświadczymy. Nawet ta początkowa nutka tajemniczości i pytanie „dlaczego Fig to robi?” szybko przestaje mieć znaczenie, bo po prostu za szybko dostajemy na nie odpowiedź.


Głównym trzonem Bad Mommy są bohaterowie, którzy jednocześnie nadają tej powieści sens jak i stanowią jej największe niedopracowanie. Pełno było w nich błędów logicznych. W jednej chwili Darius opisywany jest w jeden sposób, za chwilę mówi się o nim zupełnie odmiennie. Nie mówiąc już o historii Fig, która sama w sobie nie trzyma się przysłowiowej kupy. Charaktery postaci budowane były głównie ich czynami i zachowaniem, co bardzo ograniczało ich ewolucję i sposób postrzegania przez czytelnika.

Określając Bad Mommy mianem thrillera psychologicznego robimy jej wielką krzywdę, bo ona nim po prostu nie jest. Nie lubię, gdy książki szufladkuje się do gatunku, do którego one nie należą. Późniejsze zawody czytelników nie wynikają ze złych powieści samych w sobie, a z mylnego nastawienia do nich i błędnych oczekiwań. Mało kto cieszy się z przeczytania obyczajówki, która miała być thrillerem.




Fakty objawione: 
Tytuł: Bad Mommy. Zła mama
Tytuł oryginału: Bad Mommy
Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 320
Grubość grzbietu: 2,3 cm
Masa: 347 g
Ciężar: 3,4 N [g=9,81 m/s2] 
Cena: 34,90 zł
Mobilność: M (całą Wenecję w plecaku obskoczyło)


 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





32 komentarze:

  1. Tak myślałam, że ta książka ma większą sławę niż to warte, ale stwierdzeniem, że jest lepsza od "Mimo moich win" i kontynuacji trochę mnie zaciekawiłaś, bo nie uważam tej serii za wyjątkowo złą tylko taką odrobinę psychiczną.
    Najważniejsze, że dobrze się czyta.

    Pozdrawiam
    Babskie Czytanki

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm. Faktycznie było dość dużo szumu o tej książce, cały blogger i youtube zostały zasypane recenzjami, w głównej mierze pozytywnymi. I właśnie. Wszyscy tak zachwalali zakończenie. A tu - widocznie można je przewidzieć.
    Na początku miałam na tę książkę ogromną ochotę, jednak, za sprawą Twojej opinii, została jedynie chęć złapania tej powieści, jeśli zastałabym ją gdzieś po cenie promocyjnej. Kupowanie jej na zasadzie ,,must have" jakoś straciło sens.
    Ale recenzja świetna i dobrze, że nie zakrztusiłaś się tą Pepsi - lubię czytać Twoje notki.

    Ściskam,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś od początku nie byłam przekonana do tej książki, jeśli na coś jest zbyt mocny hype, to zazwyczaj nie jest aż tak dobre jak isę spodziewam. Książkę raczej sobie daruję, jest wiele ciekawszych.
    Pozdrawiam!
    Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle dużo reklamy ma zastąpić dobrą treść. Dlatego nie ufam takim głośnym premierom.

    Pozdrawiam.
    Kasia z Ebookowych recenzji
    http://ebookowe-recenzzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się: myślę, że aby przewidzieć zakończenie "Bad mommy" nie trzeba wiele - ja spodziewałam się takiego zabiego, gdyż po "Margo" przywykłam już do pewnych chwytów autorki.
    Moje odczucia po lekturze były bardzo podobne do Twoich. Myślę, że książka byłaby lepsza, gdyby od początku do końca narracja była prowadzona z punktu widzenia Fig.
    Pozdrawiam :)
    Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania jest książka “Moja Lady Jane”

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż, tak agresywny wysyp pozytywnych recenzji, które atakują mnie zewsząd, jak w przypadku tej książki, skutecznie mnie zniechęca do sięgnięcia po powieść. Po Twojej recenzji upewniłam się, że akurat w przypadku tej książki wyszło mi to na dobre.

    Pozdrawiam!
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  7. Po tym jaki rozgłos wydawnictwo zrobiło wokół tej książki, czuję się wręcz odstraszona niż zachęcona po sięgnięcia po nią. Zawiodłam się już na szufladkowaniu przy Chemiku i raczej nie chce powtórki z rozrywki :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zauważyłam, że tę autorkę albo się kocha, albo nienawidzi. Ja sama jeszcze nie wiem do której grupy należę, bo czytałam tylko Mimo moich win. Książka niebanalna, ale też nie spełniła moich oczekiwań. Nad Bad mommy wciąż się zastanawiam i chyba najbezpieczniej będzie jak poszukam jej w bibliotece. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety, błędne etykietowanie często zraża do książki i autora. Co do tej pozycji, sporo o niej słyszałam (tak jak i o jej autorce, z którą, niestety nie miałam jeszcze do czynienia), jednak wydaje mi się, że raczej po nią nie sięgnę, gdyż wnioskując w recenzji książek T. Fisher, sposób na "organizację" tekstu przez autorkę nie do końca mi odpowiada.

    Pozdrawiam :)
    ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem czy się na nią skuszę, jakoś bardziej moją uwagę przykuło "Margo" a też nie miałam okazji jeszcze przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam ja na liście - do przeczytania... Choć faktycznie opinie zaczynają się różnicować.

    https://czytajzpauelka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ogólnie nie słyszałam o niej nigdy. Natomiast jak przeczytałam to co piszesz to brak logiki w książce mnie przeraża i nie mam ochoty już jej czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie w tej książce najbardziej intryguje zakończenie, zwłaszcza to ostatnie zdanie :) Może kiedyś przeczytam tę książkę, ale a razie nie planuję :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie czytałam jeszcze ale też mam mieszane uczucia co do książki.

    Pozdrawiam Agaa
    https://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja sobie odpuszczę ;/
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja znowu jestem mega zadowolona z lektury. Wszystko płynnie mi się zgrywało, ciekawiło i zakończenie zdecydowanie mi się podobało. Jedyne, co mi przeszkadzało, to nadmiar erotyzmu, który był niesmaczny. Reszta jak najbardziej na plus. Ale wiadomo, co osoba, to opinia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jako jedna z niewielu chyba osób o książce nie słyszałam nic, a i autorki nie znam, ale przewrotnie Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania i przekonania się na własnej skórze, o co chodzi w tym rzekomym zamieszaniu wokół niej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nastawiłam się na rewelacyjną lekturę, ale niestety mocno się zawiodłam. Luki fabularne były straszne - najpierw zrozumiałam, że Fig rozeszła się z mężem i mieszka sama. Potem nagle okazuje się, że Jolene i Darius go znają. Ba!, czasami go widują... Paranoja.

    OdpowiedzUsuń
  19. Poznanie zakończenia zanim się przeczyta książkę jest bezcenne, uwierz. Kiedy zaczynałam czytać ponad wszystko myślałam sobie ''Proszę, Nicole, nie rób tego, o czym myślę i nie zakończ tak książki''. Niestety autorka nie posłuchała, a co z tego wyszło?
    Buziaki :* :*
    lubieczytacrano.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Jestem ciekawa, czy mnie przypadła by do gustu i do jakiego gatunku pasowałaby moim zdaniem, myślałam, że więcej w niej thrillera :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Chyba jednak podziękuję. Z autorką jestem w stanie wojny po "Mimo moich win" i "Bad mommy" nawet mnie interesowało, ale wolałabym gdyby to był thriller psychologiczny, a skoro tak nie jest pewnie byłoby to kolejne rozczarowanie. Wydaje mi się, że książki tej autorki nie są dla mnie.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Wygląda ciekawie. Moje klimaty, więc myślę, że by mi się spodobała :D

    Mam nadzieję, że wpadniesz również do mnie!
    www.spiked-soul.pl


    Elwira Charmuszko

    OdpowiedzUsuń
  23. Szczerze mówiąc, niezbyt mnie ciągnie do tej książki. Kiedyś miałam na nią większą ochotę :) Póki co więc na razie nie zapowiada się, żebym ją przeczytała ;P

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  24. Niestety ale ta książka poczeka sobie w jakiejś księgarni na mnie bo na razie nie mam możliwości jej zakupu, ale na pewno się na nią skuszę.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)
    https://okularnicaczyta.blogspot.com/2017/08/recenzja-ksiazki-365-dni-zobaczymy-sie.html

    OdpowiedzUsuń
  25. "Każda nastolatka by ją zrozumiała, bo robi dokładnie to samo" - Przestraszyłaś mnie. Czy nastolatki w tych czasach za wszelką cenę naśladują ludzi?
    Myślę, że Fig w tej książce swoim zachowaniem, zrujnowała życie przypadkowych ludzi. Nie wydaje mi się, że w podobny sposób postępują współcześnie młodzi ludzie :)
    Bardzo ciekawa recenzja, ale jak dla mnie, zdecydowanie za mocna.
    Pozdrawiam, Iza z www.czytanierozwija.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdanie, które cytujesz, jest trochę wyrwane z kontekstu, bo wszysyko wyjaśniam w całym tym akapicie. Chodziło mi o to, że cała "psychodeliczność" Fig naśladującej Jolene opierała się na kupowaniu takich samych ciuchów i rzeczy do domu. Nie widzę w tym tej psychodeliczności, o której się tak trąbiło. i nie sądzę, że recenzja za mocna. Nikogo nie hejtuję, jedynie wyrażam swoje zdanie jako zawiedzionego czytelnika skuszonego marketingową oprawą książki

      Również pozdrawiam

      Usuń
  26. Jakoś nie mam ochoty na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Zgadzam się z Twoją opinią.Jak dla mnie ta książka była dobra, ale oczekiwałam czegoś więcej.
    Zapraszam!
    http://zaakreconazaaczytana.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  28. Aaaaa nienawidze książek, ktore łatwo przejrzeć :D Ale czasem tak bywa, wystarczy jedno zdanie i łatwo się można domyślić.. :)O ksiazce nie slyszalam, ale jednak raczej po nią nie sięgne. Nie mój typ:D chociaz czytalam jedną ksiazke tarryn fisher i nie byla az taka zla:)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  29. Tę książkę bardzo chcę przeczytać, ale będę miała na uwadze twoją recenzje :)

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  30. Po premierze ta książka bardzo mnie ciekawiła, jednak obecnie stwierdzam, że minęła mi ochota na nią.

    Pozdrawiam serdecznie. :)
    niezapomniany-czas-czyli-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)