niedziela, 10 września 2017

Najlepsza powieść Colleen Hoover jest najgorszą?! - "Confess" [RECENZJA]

Chyba w końcu odkryłam, dlaczego nie leży mi twórczość Colleen Hoover.


Ja z książkami Colleen Hoover mam problem. Nie lubię tej autorki, nie podobają mi się jej historie, ale równocześnie piekielnie dobrze mi się je czyta i dlatego sięgam po każdą jej nowość z nadzieją, że może to będzie ta powieść, która mnie do niej przekona. Tym razem do rąk wpadło mi Confess, uznawane za najlepszą pozycję tej pani. I jak możecie się domyślać moja opinia tego nie potwierdzi.

Owen jest malarzem, który raz w miesiącu wystawia swoje dzieła w galerii sztuki. Tworzy je w specyficzny sposób, bo jego inspiracją są wyznania anonimowych ludzi, podrzucane mu do studia. Przypadkiem jego losy krzyżują się z Auburn, która znalazła się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, potrzebując pieniędzy.

Zlokalizowałam przyczynę mojej anty-Hooverozy. Jej powieści z jednej strony są zwykłe, opowiadają historie normalnych ludzi, którzy mogliby żyć i przeżywać w ten sposób swoje życie. A z drugiej strony autorka używa w swoich dziełach dużo abstrakcji i realność bohaterów zostaje zakwestionowana. Nie lubię, jak próbuje mi się wmówić, że coś totalnie oderwanego od rzeczywistości, co nie ma prawa się zdarzyć, nazywane jest czymś prawdopodobnym, co z powodzeniem mogłoby mieć miejsce.


Moje największe „ale” dotyczy bohaterów, bo jeśli chodzi o wydarzenia, to jako tako ich nie ma. To Auburn i Owen tworzą całą historię, stanowią jej główny trzon, są jej alfą i omegą. Bez nich powieść by nie istniała, bo po ich odjęciu po prostu nie zostanie nic. Auburn jeszcze nie zyskała mojej sympatii, a zdążyła utracić wszelkie zadatki na nią już w prologu. Od samego początku była nijaka, wkurzająca i mało samodzielna. Chyba nigdy nie spotkałam się z tak uzależnioną od innych ludzi dziewczyną, która nie byłaby w stanie działać na własną rękę. Nie dość, że brak jej pewności siebie, to jeszcze tańczyła tak, jak jej zagrali.

Z drugiej strony miłosnego duetu pojawia się Owen mający najlepsze inicjały z jakimi dane było mi się spotkać. Jego pełne nazwisko brzmi Owen Mason Gentry. Sam w sobie także nie był porywającym młodym mężczyzną, ale stawiając go koło Auburn zmienia się sposób, w jaki go postrzegam. W odróżnieniu do niej był przyzwoity, ale i tak jego niektóre zachowania były odrealnione i nieprawdopodobne.

Hoover ponownie postawiła na przewidywalność. Od samego początku wiemy, jak to się potoczy. Po drodze autorka chciała czymś zaskoczyć czytelnika, ale ze średnim skutkiem. Na główny plan wysuwa się wielka miłość gotowa na pstryknięcie palców. Cała historia jest strasznie ckliwa i przesłodzona. Lukier leje się hektolitrami. Jeśli patrzeć pod tym względem na kaloryczność Confess, to spełniłam swoje miesięczne zapotrzebowanie energetyczne na jej lekturze.


Za to wydanie zasługuje na ogromny plus. Jak już wiecie, Owen jest malarzem. Ale autorka oprócz suchych opisów jego dzieł zdecydowała się zakrzątnąć znajomego artystę do roboty i wykorzystać jego dzieła w tej książce. Obrazy to zdecydowanie najlepsza część całej powieści.

Autorka miała świetny pomysł z wykorzystaniem tytułowych wyznań. Liczyłam na rozwinięcie tego tematu i pod tym względem się nie zawiodłam. Sam styl pisania Hoover też jest przyjemny, lektura wręcz sama się czyta. Nie obyło się bez kilku banałów, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego.


Nie uznałabym Confess za najlepszą książkę tej autorki. Wydaje mi się, że Maybe someday czy choćby Never never zdecydowanie przebijają tę pozycję, ale to tylko moje odosobnione zdanie. Miłośnicy gatunku na pewno znajdą tu coś dla siebie, a czytelniczy spragnieni łatwej i niezobowiązującej lektury z gatunku guilty pleasure także będą usatysfakcjonowani. 



Fakty objawione: 
Tytuł: Confess
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Ilość stron: 304
Grubość grzbietu: 2,3 cm
Masa: ich habe keine Ahnung
Ciężar: io non so [g=9,81 m/s2] 
Cena: 39,90 zł
Mobilność: possibile che M


 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





44 komentarze:

  1. Widzę, że książka naprawdę Ci się nie podobała. :) Ja ją uwielbiam, tak w ogóle jestem wielką fanką Colleen Hoover i wszystkie jej książki mi się podobają. No ale każdy ma inne gusta. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie ta książka podtrzymuje poziom innych napisanych przez Hoover, nie było nic wspaniałego, ale miło się czytało i cały czas trzymałam kciuki za zakochanych i za wygranie sprawy. :)
    A Owen to dobry bohater :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie za to bohaterowie irytowali bardziej niż zazwyczaj ;/

      Usuń
  3. haha, ja nie mam takie zaparcia xD przeczytałam ze dwie jej książki, nie były może bardzo tragiczne, ale na pewno niczego nie urywały, więc już więcej nie czytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG...lol XD

    Podziwiam, że raz za razem dajesz szansę autorowi, którego książki Ci się nie podobają. Ja po jednej przeczytanej i nie polubionej pozycji zazwyczaj nie sięgam już nigdy po inne dzieła pisarza. Robię błąd? Może i tak, ale wolę skupić się na czytaniu autorów lubianych lub jeszcze nie poznanych:)

    Pozdrawiam,
    Ania z ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie robisz błędu, ja po prostu jestem dziwna xd

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze twórczości Hoover ;) na temat tej książki widziałam już klika negatywnych recenzji :) Typ bohaterki takiej jak Auburn jest często przedstawiana w powieściach. A sam fakt, że mało tutaj się dzieje, nie zachęca do przeczytania tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam to wydanie <3 A książki tej autorki bardzo lubię, choć przeczytałam ich tylko 3 :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam podobnie z tą autorką. Ją się dobrze czyta, ale jak widzę takie "przypadkie", że akurat dwoje ludzi zawsze znajduje się w dobrym miejscu i czasie... i jeszcze na tym opiera się każda jej historia no to sory, ale traci to na wiarygodności. Wierzę w przeznaczenie, ale u Hoover takich "przypadkowo-przeznaczeniowych" zdarzeń jest za dużo. Łatwo przewidzieć zakończenia tych historii.
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i u niej wszystko idealnie do siebie pasuje, wszystko zbyt ładnie wchodzi na swoje miejsce i się wyjaśnia. Przełknęłam to raz, później drugi, ale ile można... ;/

      Usuń
  8. Jakoś szczególnie nie ciągnęło mnie do tej książki, nie jestem też wielką fanką twórczości Colleen, choć niektóre książki mi się podobają. Pewnie kiedyś z ciekawości sięgnę po Confess, ale nie w najbliższej przyszłości ;) Szkoda, że znów się zawiodłaś :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Dość masochistyczne podejście:nie lubię, ale jednak czytam:) ja jeszcze nie znam tej autorki, ale już niedługo, niedługo!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja uwielbiam twórczość Colleen Hoover, ale też uważam, że "Confess" wcale nie jest najlepszą książką autorki. Bardziej rozczarowała mnie jedynie "Never never", która akurat Tobie wydaje się dużo lepsza, co tylko potwierdza jak bardzo różny wpływ wywierają na czytelników te same książki autorki. Najlepsza wciąż pozostaje dla mnie "Hopeless" ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię twórczość tej autorki, więc chętnie sięgnę po "Confess".

    OdpowiedzUsuń
  12. To już trochę masochizm, takie czytanie książek autorki, której się nie trawi ;) Aczkolwiek znam to - pochłaniam notorycznie książki Majgull Axelsson, które mnie odrzucają i zniesmaczają, ale nie umiem się oderwać ;)
    Pozdrawiam! Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  13. Widzę, że mamy podobne odczucia odnośnie twórczości Hoover - z tym, że ja akurat zakończyłam swoją przygodę z jej książkami na przeczytaniu trzech. Po więcej raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Też mam ją w planach - na razie dosyć dalekich, ale pierwszy krok mam za sobą - kupiłam ją ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hoover zdecydowanie nie jest w moich czytelniczych planach, gdyż jej książki nie są zupełnie w klimatach, które lubię. Nie wiem czy jest jakakolwiek szansa, że sięgnę po tę pozycję :P Nawet jakby mimo wszystko Ci się podobała to byś mnie nie przekonała, a skoro nie bardzo polecasz to... I tak nie przeczytam xD

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej!
    Bardzo długa, ale przy tym nie rozwlekła recenzja. To wielka sztuka.
    Czy mogłabyś dodać mój blog do obserwowanych?
    CzytanieJestSpoko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam w planach, ale nie jest to jakaś pilna od innych. A co do innego postu - widzę, że zrecenzowałaś kalendarz - ja już mam dość tych recenzji, które są chyba na co czwartym blogu, więc go pominęłam. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwny zabieg wydawnictwa, żeby wszystkie recenzje pojawiły się na raz, no ale cóż ;)

      Usuń
  18. Książki Colleen Hoober jeszcze przede mną. Szkoda, że ta pozycja Cię rozczarowała :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo lubię twórczość Colleen Hoover, szczególnie "Maybe someday", ale akurat do tej niezbyt mnie ciągnie, chociaż okładka według mnie jest świetna ♡

    OdpowiedzUsuń
  20. Niech żyje kaloryczność :D Jeśli jest zbyt dużo lukru, to też nie zawsze dobrze. Od słodkości może zemdlić i niestety często tak się właśnie dzieje :/ Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki...

    OdpowiedzUsuń
  21. Podobała mi się ta książka, ale nie uważam, że jest najlepsza. Chyba bardziej podobała mi się Maybe Someday :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mi książka się podobała. Sam motyw obrazów na podstawie wyznań jest dla mnie wspaniałym pomysłem. Poza tym, fakt, że łączy ich zdarzenie z przeszłości - magia. Niektórzy powiedzą, że to banał, ale po tym jak spotkałam 600km od domu kolegę, który mieszka jakieś trzy- cztery kilometry ode mnie, a nie widziałam go od jakichś pięciu lat, wierzę, że takie przypadki są możliwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takie sytuacje jak twoja uwierzę bardziej niż w to, co Hoover zrobiła w Confess xd

      Usuń
  23. Okładka fajna, więc może bym wypożyczyła, na pewno nie kupiła ;) nie mój typ literatury, a wszystkie poprzednie odpychają samym tytułem, dlatego nawet nie zapamiętałam nazwiska autorki :D może kiedyś sięgnę po coś tej Pani ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Do książek Hoover zawsze podchodzę z rezerwą. Nie jestem jej dziełami ani zachwycona, ani zawiedziona. Podobają mi się, jednak nie uważam tego za coś wielkiego. "Confess" natomiast w jakiś sposób mnie urzekło i wzbudziło mnóstwo emocji. Polecam również obejrzeć serial siedmioodcinkowy "Confess". ;)
    Świetna recenzja.
    Pozdrawiam.
    https://ksiazkowarecenzownia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam serial i w nim się zakochałam. Może wpływ na to miał aktor grający Owena... hehe. Muszę się zebrać i w końcu napisać o nim kilka słów na bloga

      Usuń
  25. Mnie Confess strasznie urzekła :) Jestem wielką fanką autorki, więc pewnie każda jej książka będzie mi się podobać ♡

    goszaczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja z kolei bardzo lubię powieści Colleen Hoover:) bardzo podobała mi się "Hopeless", "Maybe someday" czy "November 9", z kolei nienawidzę "Never never".. Jeśli chodzi o zwykłe sytuacje, zwykłych ludzi, plus dodanie czegoś niemożliwego w historii, to muszę się z Tobą zgodzić, bo to chyba szczególna cecha tej autorki, niestety.. Ale mimo wszystko ja jej jeszcze nie skreślam!
    Pozdrawiam, Dominika z bloga ohbookishme.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. November 9 u mnie należy też do tych, których nie trawię.
      Może Hoover ma tak styl po prostu ;)

      Usuń
  27. W moim odczuciu Confess również nie jest najlepsze. Najgorsze również nie jest, bo na tym miejscu jest November 9. I również się z tobą zgodzę, że Maybe someday to jedna z lepszych pozycji :)

    Pozdrawiam!
    recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A idź. November 9 jest u mnie wyżej w rankingu o jakąś jedną tysięczną, bo równie bardzo tej książki nie lubię xd

      Usuń
  28. Lubię twórczość Colleen, choć zdaję sobie sprawę, że jej powieści to takie przyjemne czytadełka, żeby na nowo uwierzyć w miłość, znaleźć książkowego męża i się powzruszać.

    OdpowiedzUsuń
  29. ja nie przepadam za tą autorką, przynajmniej jak narazie, bo mam za sobą tylko Pułapkę Uczuć, która totalnie mnie nie porwała. Miałam wrażenie, że wszystko jest lekko nierzeczywiste, a bohaterowie są trochę mdli. Cała fabuła miała być emocjonalna, ja się w nią w ogóle nie wczułam. Confess nie planuję czytać, to chyba na jej podstawie wyszedł serial prawda? Obejrzałam dwa odcinki i jakoś mnie nie porwał :D

    Pozdrawiam serdecznie!

    Cass z Cozy Universe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie Pułapka uczuć czeka akurat na półce, bo kupiłam kiedyś za jakąś dychę w supermarkecie xd.
      Serial akurat moim zdaniem jest dużo lepszy. Bohaterowie są mniej irytujący i jakoś bardziej przemyślani

      Usuń
  30. Mam podobne zdanie o tej książce i tej autore :/ Niby wszystko gra, a jednak jest zbyt pięknie, aby mogło być realistycznie.

    Pozdrawiam, Dominika z Zaczytana D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)