Z
czterech członków Brygady Sos został tylko jeden.
Carver
Briggs być może jest, a być może nie jest odpowiedzialny za zabicie swoich
trzech najlepszych przyjaciół przy użyciu smsa. Mars, Eli i Blake zginęli w
wypadku samochodowym, ponieważ Mars używał telefonu w trakcie prowadzenia
samochodu. To przykre doświadczenie sprawia, że Carver staje się specjalistą od
pogrzebów i pożegnań.
Jeśli
macie w sobie coś ze mnie, teraz powinniście guglować tytuł Goodbye days i sprawdzać, gdzie można
najtaniej go kupić przy jak najszybszej dostawie i najmniejszym wysiłku. Ja
robiłam dokładnie tak samo, gdy pierwszy raz usłyszałam o tej powieści. O dziwo
okładka przeszła tym razem bez większego echa i to opis mnie kupił. Potem w
końcu miałam okazję zabrać się za lekturę, która miała mnie zniszczyć, wzruszyć
a później pocieszyć. W między czasie coś tam próbowała spełniać te obietnice,
ale i tak w większości mnie trochę wymęczyła. Zaraz wam opowiem dlaczego.
„Dość rzadko mamy okazję pokochać człowieka za to, że uratował nas przed utonięciem lub wyniósł z płonącego budynku. Najczęściej ludzie zasługują na naszą miłość dzięki temu, że ratują nas na milion banalnych, drobnych sposobów przed samotnością.”
Zacznę
od podstawy, na której trzyma się całą książka. Jej trzon zupełnie do mnie nie
przemawia. Cała fabuła opiera się na tym, że trzej przyjaciele Carvera
pojechali do kina, a po seansie mieli się z nim spotkać. Chłopak zaczął się
trochę niecierpliwić i napisał do nich smsa o treści „Gdzie jesteście chłopaki?
Odpiszcie”. Pech chciał, że Mars-kierowca odebrał go w trakcie jazdy i pisząc
odpowiedź, nie zauważył nadjeżdżającej ciężarówki. Wszyscy zginęli, a Carver
pozostaje z wyrzutami sumienia i prokuratorem na karku, który w nieszczęśliwym
wypadku dopatruje się jego winy. Czyli co, Carver ma odpowiadać za głupotę
swojego kumpla? Nikt nie kazał Marsowi sprawdzać telefonu i odpisywać na wiadomość. Z tego powodu główny
bohater ma iść do więzienia? I niestety, ale to jest wątek, wokół którego kręci
się większość akcji i który jest obecny do samego końca, chociaż momentami
tylko na drugim planie. Zupełnie nie przemawia do mnie system sprawiedliwości
opisany w książce. Nadinterpretacja goni nadinterpretację, szuka się dziury w
całym, a wszystko jest grubymi nićmi szyte.
Po
opisach miałam troszkę inne wyobrażenie o tym, o czym jest książka. Myślałam,
że stwierdzenie, że Carver jest ekspertem od pogrzebów jest napisane
sarkastycznie. A tu się okazuje, że autor naprawdę tak stworzył tę postać.
Chłopak najpierw chodzi na pogrzeby swoich przyjaciół, a później z kolei pomaga
ich rodzinom uporać się ze stratą. Te
wątki są tak napisane, że wyglądają jak praca na pół etatu, której podejmuje
się Carver. Coś w stylu; dzwoni telefon: „Umarło mi dziecko, chodziłeś z nim do
szkoły więc pożegnaj je razem ze mną, bo słyszałem, że tak robisz”. Nie
podobało mi się to podejście do sprawy, bo zaburzało osobistość żałoby i
czyniło ją czymś, co można kupić i sprzedać, co można wyleczyć za pomocą jednej
usługi.
A
jeśli chodzi o aspekt techniczny… W wypadku zmarły trzy osoby. Najwięcej uwagi
poświęca się tylko dwóm, a o trzeciej przez praktycznie połowę książki mówi się
tyle co nic.
To
w sumie tyle, jeśli chodzi o moje czepianie się i pokazywanie wam rzeczy, które
mi się dobrze w Goodbye days nie
ułożyły. Książka nie jest zła, ale po prostu mało się w niej dzieje i wszystko
rozgrywa się powoli, stonowanie i dokładnie. Nie chodzi w niej o porywającą
akcję i tajemnice, ale o uczucia i słuchanie samych siebie.
Tematyką
powieść trochę przypomina mi 13 powodów.
I to nawet nie tyle książkę, bo tam nacisk na ten aspekt nie był mocno
położony, co serial. Produkcja bardzo dużą uwagę poświęciła bliskim osobom, które
muszą uporać się z żałobą. Goodbye days
bardzo trafnie pokazuje, że każdy stratę przeżywa na swój sposób i że każda
metoda jest dobra, by sobie z nią poradzić. Z drugiej strony niektóre wątki
bardzo przypominały mi Pretty Little
Liars i stosunek głównych bohaterek do śmierci swojej przyjaciółki. Carver
tak samo jak one wspomina swoich kolegów, odwiedza miejsca z nimi związane i
tęskni za wspólnymi przygodami. Na dokładkę dorzucę tu Głębię Challengera, bo styl pisania Jeffa Zentnera i sposób, w jaki
opisuje pewne przypadki związane ze zdrowiem psychicznym aż sam nasuwa mi to
porównanie. I morze pięknych cytatów, z których zaznaczaniem nie nadążałam.
Sądzę, że fani wyżej wymienionych książek znajdą coś dla siebie w Goodbye days i odkryją w niej coś więcej. Jest tu wiele momentów, które smucą i frustrują. Babcia Blake’a jest cudowną kobietą, przy której można uronić wiele łez. Mnie co prawda powieść nie wzruszyła na tyle, by płakać, ale było kilka takich scen już pod sam koniec z pewnym sędzią, że mentalnie zaciskałam pięści ze złości albo ściskało mi się gardło.
Jeśli
czujecie, że książka może wam się spodobać, jeśli lubicie taką tematykę, albo
po prostu jesteście zaciekawieni, to polecam sięgnięcie po Goodbye days. Mimo wad, które znalazłam, jestem w stanie wam ją
zarekomendować, bo to niebanalna powieść, która porusza trudne tematy,
jednocześnie będąc przystępną w odbiorze.
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu
Jaguar


Tytuł: Goodbye days
Autor: Jeff Zentner
Wydawnictwo: Wydawnictwo Jaguar
Ilość stron: 432
Grubość grzbietu: 3,0 cm
Masa: 432 g
Ciężar: 4,24 N [g=9,81 m/s2]
Cena: 39,90 zł
Mobilność: M+
Ksiazki które dają duzo do myślenia, oraz niosą ze sobą pewien przekaz są najlepszymi :) jest to kolejna recenzja na która się natknęłam i w niedalekiej przyszłości pewnie po nią sięgnę!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Ohbookishme 🍂
Nie wiem, czy ta książka mnie przekona. Przedstawiłaś wszystkie moje obawy, które jednak się sprawdziły. A mogło być tak dobrze...
OdpowiedzUsuńWady, o których wspominasz z pewnością raziłyby mnie po oczach i irytowały w trakcie lektury. A po co się męczyć :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Trochę rażą, ale czy ja wiem... chyba aż tak bardzo nie męczą ;)
UsuńO jacie, nienawidzę cię! Teraz chcę tę książkę, a co gorsze przypomniałaś mi o ,,Głębi Challengera'' (kupuje tę książkę już z trzy miesiące :d).
OdpowiedzUsuńO tyyyyy. Już mi tu teraz idź nadrobić do niedopaczenie!
UsuńChoć okładka piękna i zachęcająca, to na książkę się nie skuszę. Nie przekonują mnie do tego błędy popełnione przez autora.
OdpowiedzUsuńKsiazkowa-przystan.blogspot.com
Tak czy siak mam chęć na ten tytuł, a porównanie do 13 powodów dodatkowo mnie zachęca :)
OdpowiedzUsuńW takim razie zachęcam :D
UsuńNie czytałam jeszcze ale koniecznie muszę nadrobić :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Agaa
http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/10/57-recenzja-bracia-slater-dominic-la.html
Jestem ciekawa portretu psychologicznego bohatera! :)
OdpowiedzUsuńNa dzień dzisiejszy odpuszczam sobie tę książkę - mam na liście za wiele tytułów, które bardziej mnie ciekawią, ale nie wykluczam, że w przyszłości po nią sięgnę :)
OdpowiedzUsuńKsiążka porusza naprawdę trudny temat i do wesołych z pewnością nie należy. Okładka jest okropna, zupełnie nie trafia w mój gust, wcale się nie dziwię, że Ciebie też nie zachwyciła. Nie sięgnę po ten tytuł, ale dziękuję za Twoją recenzję. Dzięki Tobie wiem, że taka książka jest, oraz, że nie jest to książka dla mnie. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńMnie przywodzi na myśl okładkę Gwiazd naszych wina, ale to porównanie grubymi nićmi szyte XD
Usuń;)
Pomysł faktycznie niebanalny, ale od razu przeszło mi przez myśl to "kupczenie żałobą", o którym chwilę później wspomniałaś w recenzji. To dla mnie trudne tematy i chyba niekoniecznie podoba mi się takie podejście... Pozdrawiam,
OdpowiedzUsuńEwelina z Gry w Bibliotece
No niestety, ale to bardzo często się tam pojawia i też mi się nie podoba więc się rozumiemy ;)
UsuńMiał iść do więzienia za to, że kumpel odebrał jego smsa? Nonsens. Każdy wie, że telefon podczas prowadzenia samochodu powinien być daleko i nawet jak dzwoni to nie powinien być odbierany. Sama używam go tylko i wyłącznie jako nawigacji, która szybko ustawiam przed jazdą, albo na czerwonym świetle. Tyle używania.
OdpowiedzUsuńNo dokładnie. Mam podobne zdanie. Dodatkowo kiedyś był jeden odcinek Domu nie do poznania o dziewczynie, która zginęła w wypadku, bo pisała smsa. Jakoś nikt winy nie zwalał na nadawcę tylko było jasne, że sama była sobie winna
UsuńHmmmm sam pomysł na książkę uważam za zwyczajnie mocno naciągany - powód dla którego główny bohater miałby pójść do więzienia? Jest mocno nierealny i nie przemawia do mnie w żaden spodob. Zdecydowanie nie jest to pozycja dla mnie, ale cieszę się, że miło mimo wszystko spędziłaś z nią czas :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, she__vvolf 🐺
Post świetnie napisany to raz.
OdpowiedzUsuńDwa, temat książki interesujący, chociaż nie dla mnie. Jednak ciesze się że w miarę się Tobie podobało.
Zdjęcie mega jesienne i takie fajne, ciepłe :)
Czekam na jednorożca :D Tyle już komentarzy dałam, że powinny po ulicy biegać ;) Pozdrawiam serdecznie
Dzięki ;)
UsuńBo piękne mamy lato tej jesieni xd
Wszystkie wskrzeszone przez ciebie wysyłam do Jaaru albo do Hogwartu, bo tam są bezpieczniejsze. Sama rozumiesz xd
Chyba pierwsza recenzja tej książki, która nie jest stuprocentowo na tak. I powiem Ci, że bardzo dobrze zauważyłaś, że złożenie winy za wypadek na barki głównego bohatera to coś, co wydawało mi się dziwnym już wtedy, gdy pierwszy raz o tej książce usłyszałam.
OdpowiedzUsuńNa razie sobie daruję, bo zbyt wiele książek na moich półkach czeka na przeczytanie:)
Pozdrawiam,
Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com
Miło mi, że nie jestem sama, bo jak czytałam opinie innych to czułam się wyobcowana jako jedna jedyna z odmienną opinią xd
UsuńBardzo ciekawe spojrzenie na książkę. Również pierwszy raz mam wrażenie, że spotykam się z recenzją, która widzi minusy. Ciekawe, czy ja też w ten sposób odczuję zachowanie głównego bohatera i jego rolę. Będę musiała mimo wszystko chyba sięgnąć po tę pozycję, bo od początku brzmiała dla mnie co najmniej intrygująco.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie, cass z cozy universe
W takim razie zachęcam i czekam na twoją opinię ;)
UsuńNa samym początku miałam takie samo nastawienie jak ty i już chciałam pozycję guglować, sprawdzać i czytać. A potem ochłodziłaś mój zapał :D I na koniec sama nie wiem co myśleć. Wydaje mi się, że będę za bardzo zdenerwowana przez wspomniany przez Ciebie wątek (jakoby przyczyną śmierci tych chłopaków było wysłanie smsa przez głównego bohatera, a nie jego odbiór przez kierowcę). Czuję, że raczej nie sięgnę po tę książkę :(
OdpowiedzUsuńPrzybij mentalnego żółwika :D
UsuńNie namawiam, bo patrząc na nasze zbieżne opinie, ta książka nie do końca ci przypadnie do gustu ;)
Nie do końca jestem przekonana czy mi się spodoba.
OdpowiedzUsuńNaczesciej sięgam po takie refleksyjne historie, więc to książka zdecydowanie dla mnie.:)
OdpowiedzUsuńkocieczytanie.blogspot.com
Myślałam, że to książka o kimś co pracuje w domu pogrzebowym. To chyba nie jest dla mnie utwór. Zbyt ckliwy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com
Haha, kurczę, na to bym nie wpadła xd
UsuńCiekawi mnie ta książka i z chęcią po nią sięgnę, ale podejrzewam, że moje zdanie w kwestii winy będzie podobne do twojego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Czekam na twoją opinię :D
UsuńNie, nie, nie i nie. Ni cholery.
OdpowiedzUsuńPokraczna historia, na której bazuje ksiązka mnie totalnie odstraszyła. Rzeczywiście, teraz mam się bać dzwonić do kogokolwiek, bo może przeze mnie odbierze i akurat spadnie na niego meteoryt.
Fuck the logic.
Pozdrawiam ciepło :)
Kasia z niekulturalnie.pl
No mniej więcej xd
UsuńMusze się jeszcze zastanowić. Bo mnie do niej ciągnie, ale nie mam czasu na dodatkowe lektury... No nie wiem, zobaczymy.
OdpowiedzUsuńTak baaaardzo chcę ją przeczytaaaać! Już od dawna się na nią czaję. Kupię ją kiedyś!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Zaczytana D