niedziela, 29 października 2017

13 powodów: sezon 2 - Sarah J. Maas [BLOGERZY POLECAJĄ]

Kobieta, która stworzyła świat. A nawet dwa.


Czy jest tutaj ktoś, kto nie czytał, czy choćby nawet nie słyszał o autorce, jaką jest Sarah J. Maas? Chaol, Dorian… ba, Rhysand! Wszystkie te wspaniałe postacie zrodziły się w otchłani jej wyobraźni i zostały przelane na papier za sprawą jej zręcznych palców i niesamowitej klawiatury komputera. Yyy… Nieważne. Zapomnijcie o tym akapicie, bo zrobiło się niezręcznie. Przejdźmy do rzeczy!

Wielu z nas czekało z wielką niecierpliwością na Dwór skrzydeł i zguby, a teraz możemy pomacać go swoimi łapkami, przytulić, porobić mu zdjęcia, a co najważniejsze; przeczytać! Z okazji premiery postanowiłam zaprosić 13 blogerów do napisania kilku słów na temat Sary J. Maas. Może ich opinie pomogą podjąć decyzję niezdecydowanym – czytać czy nie czytać?


Bookeater Reality

Co ja mogę napisać o Maas, skoro chyba nie jestem zbyt obiektywną osobą do wypowiadania się na jej temat? Pokochałam jej twórczość już dawno temu i moja miłość trwa. Rozrasta się z każdą kolejną książką. I choć czasami mamy pod górkę, czasami jest to trudna miłość, pełna rozpaczy, to wciąż trwa. Uwielbiam to, że powieści Maas ewoluują. Pomiędzy Szklanym tronem a Imperium burz jest ogromna przepaść. To już zupełnie inny poziom! Niesamowity rozwój historii, która z początku miała problem z wyróżnieniem się spośród tłumu, a potem stała się światowym fenomenem. Choć mamy dwa różne uniwersa, to fani z całego świata tak je rozbudowali dzięki różnego rodzaju gadżetom, że ciężko byłoby odmówić Maas popularności i talentu do kreowania historii, a przede wszystkim do tworzenia postaci, które chwytają za serce i stają się nam bliskie. Maas albo się kocha, albo nienawidzi. Osobiście nigdy nie widziałam większych nieścisłości w jej historiach, choć pojawiały się względem niej takie zarzuty. Ja byłam zawsze tak oczarowana wykreowanymi przez nią światami, że najwyraźniej przymykałam na to oko. Tym bardziej, że postępowanie głównych bohaterów zawsze było w pełni przemyślane, widoczne było to, że autorka zrobiła dokładnie to, co chciała zrobić, ale uświadomiła w tym czytelnika dopiero na sam koniec. Dlatego ją uwielbiam – że zawsze zbieram szczękę z podłogi, a każda kolejna książka z serii Szklany tron jest lepsza od poprzedniej. I choć ACOWAR mnie nieco rozczarował, bo po finale w wykonaniu Maas spodziewałam się większego WOW, to i tak jestem zadowolona. Tak, miałam inną wizję, ale tak to jest z tą trudną miłością, prawda? Czasami trzeba pozwolić drugiej osobie działać i dostrzec to, co miała na myśli. I to jest też fenomen Maas – może i fanom się coś nie podoba, mają ochotę wyrzucić książkę za okno, ale tego nie zrobią. Ktoś kiedyś powiedział, że „książka w duszy czytelnika powinna wywoływać obrażenia”. Książki Maas to robią na wiele sposobów, a targające nami wszelkiego rodzaju emocje w trakcie lektury są na to doskonałym dowodem.



Iskierka Czyta

Moje spotkanie z twórczością Sary J. Maas zaczęło się w sumie od samego jej początku w Polsce. Pierwszą część Szklanego Tronu dostałam na 16 urodziny od najlepszej przyjaciółki. To było „aż” 5 lat temu i ta autorka pozostaje w moim czytelniczym serduszku przez cały ten czas. Początkowo nie byłam aż tak zafiksowana w świecie książkowej blogosfery i nie znałam dokładnej daty premiery 2 tomu. Natomiast 3 część przygód Cealeny zmieniła wszystko. Wkręciłam się niesamowicie i z niecierpliwością czekałam na kolejne książki tej autorki.

Seria Szklanego Tronu przez długi, długi czas była na równi z twórczością mojej drugiej ukochanej autorki- Trudi Canavan. Nic, ale dosłownie nic nie było dość konkurencyjne, żeby porównać je do tych książek. Jednak czasy się zmieniają i … pojawiły się Dwory. No chyba nikogo nie zaskoczę, że Rhysand jest moim literackim mężem, a Velaris domem, o którym  śnię po nocach. Postacie oraz świat stworzony w tej serii przypadł mi niesamowicie do gustu od samego początku. O ile Szklany Tron początkowo musiał się lekko rozkręcić, o tyle Dwór cierni i róż rzucał we mnie dawką niesamowitych emocji na każdej kartce.

Mało tego! Nawet moja mama, typ zagorzałej przeciwniczki fantasy, co przez lata mówi za uchem „a ty to tylko te fantastje czytasz i na co ci to!” – przeczytała te książki. Po pierwszej zapytała, co ja jej dałam, że to nie koniec. Po drugiej stwierdziła, że ona zapłaci już za ten 3 tom, obym go tylko kupiła zaraz po premierze. To autorka, która stwarza baśniowy klimat, nieszablonowe postacie oraz piękny świat.

Co mogę powiedzieć osobom, które nie czytały? Warto spróbować, jeżeli się zastanawiacie, od serii Dworów, która jest krótsza i zdecydowanie prezentuje wyższy poziom pisarski Sary J. Maas 😊




Królowa Książek

Kompletnie nie rozumiem fenomenu Sarah J Maas. Naprawdę. Miałam okazję przeczytać jej Szklany tron, ale również Dwór cierni i róż. O ile ta pierwsza z powieści to kompletna porażka - coś, co udaje dobre high fantasy, z irytującą bohaterką w roli głównej, marnym wątkiem miłosnym, szczątkową fabułą, głównym wątkiem potraktowanym po macoszemu, o tyle druga okazała się "zaledwie" poniżej przeciętnej. Zarzuty mam właściwie podobne, jak w przypadku Szklanego tronu. Chociaż w Dworze najbardziej dobiła mnie chyba kreacja czarnego charakteru... No cóż, muszę przyznać, że książki autorki czyta się szybko, ale czy to wystarczy, aby zdobyć taką popularność? Czy wystarczy napisać kiepską, ale wciągającą książkę, żeby zdobyć tysiące czytelników?




Wiedźma

Sarah J. Maas szturmem zdobyła rynek wydawniczy, a jej zwolenników jest równie dużo co przeciwników. Ja plasuję się gdzieś pomiędzy, chociaż zdecydowanie bliżej mi do osób krytykujących jej twórczość.

Uważam, że Szklany tron jest zepsutą książką i został napisany jak średniej jakości fanfik. Autorka stworzyła ciekawe podwaliny dla świata: okrutny władca, zanikająca magia i gdzieś na pograniczu świadomości czytelnika wizja jakiegoś buntu. Ale to wszystko. Cała reszta jest po prostu kiepskim debiutem. Maas stworzyła tę historię, gdy sama była nastolatką i to widać. Najbardziej rzuca się to w oczy w przypadku głównej bohaterki, która mogła stanowić swoiste spełnienie marzeń piętnastolatki.

Silna, niezależna, utalentowana, do tego świetnie grająca na fortepianie, uwielbiająca piękne sukienki, czytająca miliony książek i kochająca szczeniaczki. Brak tu jakiejkolwiek spójności i psychologicznego prawdopodobieństwa, a jakby tego było mało, wszystkie sceny z udziałem Celaeny, księcia z bajki i mrukliwego dowódcy królewskiej gwardii są infantylne i niedorzeczne. Fabuła wcale nie wypada lepiej: jest poszatkowana, chaotyczna i widać, że Maas chciała rozbudować historię na kilku płaszczyznach, ale poległa. Generalnie – wyszło słabo.

Ale! Jako osoba, która zwykła dawać autorom drugą i trzecią, a czasem i piątą szansę, sięgnęłam również po Dwór cierni i róż. I byłam mile zaskoczona. Początek książki przedstawia się naprawdę solidnie. Widać, że Maas popracowała nad warsztatem, bo opisy są naprawdę przyjemne. Działają na wyobraźnię i zachęcają do przeczytania kolejnego akapitu. Niestety im dalej, tym gorzej. Feyra jest kolejną postacią, która zachowuje się irracjonalnie i nieadekwatnie do sytuacji. Autorka napędza fabułę tym, że jej bohaterka robi coś absurdalnego, a to sprawia, że czytelnik czuje się ogłupiany, co nie wpływa pozytywnie na odbiór całości. Mimo to byłam zaskoczona, że historia jest dużo bardziej składna niż Szklany tron. Dlatego cieszę się, że przeczytałam Dwór cierni i róż, bo daje mi to nadzieję, że z kolejnymi seriami będzie coraz lepiej.




Zabookowany świat Pauli

Domyślam się, że większość z was zna nazwisko Sarah J. Maas. Może nie każdy czytał, ale przynajmniej słyszał. Ostatnimi czasy o tej autorce jest naprawdę głośno. Dwory, Szklany tron – obie serie podbijają serca czytelników na całym świecie, również w Polsce. I całkowicie słusznie. Ja pierwszą styczność z Sarą miałam rok temu, kiedy to kupiłam sobie Dwór cierni i róż. Tak bez żadnego powodu, po prostu kupowałam podręcznik do szkoły, a że kilka dni wcześniej czytałam pozytywną opinię na temat tej książki, to postanowiłam spróbować. Pamiętam, jak naiwnie myślałam, że raczej mi się nie spodoba. Nic bardziej mylnego. Zakochałam się w ACOTARze od pierwszych stron i z niecierpliwością zaczęłam wyczekiwać drugiego tomu zanim dotarłam do ostatnich. ACOMAF wbił mnie w fotel totalnie, wprost nie mogłam się oderwać (po części za sprawą mojego książkowego męża – Rhysanda :D). Później przyszła kolej na Szklany tron – chłonęłam jedną część za drugą. Ostatecznie pokochałam zarówno Dwory, jak i Szklany tron, za piękne, zapierające dech fabuły i wspaniały styl Maas. Jak dla mnie Sarah J. Maas jest mistrzynią świata fantasy, jej historie są tak genialnie wymyślone, tak dopracowane i dodatkowo świetnie napisane, że brak słów. Ta autorka nie ma sobie równych w budowaniu napięcia i kończenia książek w tak okrutny sposób! W pewnym sensie jest to jej cecha charakterystyczna – łamiące serca zakończenia i podnoszenie poprzeczki z książki na książkę. Wydawałoby się to niemożliwe, ale każda kolejna jest lepsza od swojej poprzedniczki. Sarah ma nieograniczoną wyobraźnię i ogromny talent do tego. Bo przyznajcie sami, stworzyć dwie odrębne historie, które opowiadają o innych bohaterach, innym świecie, pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak w delikatny sposób się ze sobą łączą, to naprawdę trzeba mieć do tego talent. Nic więc dziwnego, że jest ona moją ulubioną autorką i jej tytuły to ja mogę brać w ciemno! A wam, jeśli jeszcze nie czytaliście żadnej jej książki, to naprawdę polecam, bo warto. Tego się nie da opisać, to trzeba przeczytać :D




Heavy Books

Kiedy słyszy się nazwisko Maas i jednocześnie jest się osobą, która dość orientuje się w książkowym świecie, z góry ma się olbrzymie oczekiwania. Zresztą wydaje mi się, że jest tak z każdym autorem, którego ceni rzesza czytelników. Przygodę ze Szklanym Tronem zaczęłam tylko i wyłącznie dlatego, że w mojej bibliotece znajdowały się wszystkie części tej serii. Teraz dochodzę do wniosku, że gdybym wydała pieniądze na te książki tylko dlatego, by je przeczytać, byłabym na siebie ogromnie zła. 

Bardzo dużo ludzi zachwala twórczość Maas i właśnie to zniechęcało mnie do sięgnięcia po którąś z jej książek. Niby zakupiłam oba Dwory, ale jakoś nie miałam ochoty ich czytać i zastanawiałam się nawet, czy by ich nie oddać. Wprawdzie nadal się zastanawiam. 

Jestem po lekturze czterech książek z serii Szklany Tron i bez problemu przychodzi mi stwierdzenie, że Sarah J. Maas pisze dobrze. Nic więcej. Nie będzie tu zachwytów nad stylem, umiejętnościami układania fabuły... Bo takowych szczególnych cech w stylu tej autorki nie dostrzegłam. Pierwsze tomy bardzo przypominały mi ulubiony serial z dzieciństwa, jednak w Królowej cieni tego nie było. 

Wydaje mi się, że jako jedna z niewielu osób tak mówię, ale tak, nie lubię twórczości Sarah J. Maas. Może pisze książki mało wymagające, może nie trzeba się przy nich szczególnie skupiać i może wyczuwa się w nich nutkę magii i przygody, ale dla mnie to wciąż za mało. Oczekiwałam tej Maas, którą zachwycają się wszyscy, tej, o której powieściach mówią, że nie da się ich na długo zapomnieć, tej, która wrzuci mnie w wir starożytnych zaklęć i niezapomnianych przeżyć. Dostałam bohaterów, którzy są: a) miękkimi kluskami; b) świetnymi postaciami, które autorka zrujnowała; c) takich, których lubię, ale to nieliczne wyjątki. Nawiedziły mnie również: a) bóle głowy; b) migrena; c) zdania typu ,,Ta Cealina jest głupsza niż drewno!''. 

Jeśli ktoś z Was pragnie rozluźnienia, ale tylko i wyłącznie tego, nie zawiedzie się. Jednak radzę nie oczekiwać za dużo, bo mimo że czytelnicy dzielą się na dwa stronnictwa i te powieści mogą się wam spodobać, możecie się również zawieść jak ja. 

Teraz pozostaje mi tylko chwycić za Imperium Burz i Dwory, i... zobaczymy. Albo Maas całkowicie mnie zniesmaczy, albo zaskoczy.



Lost In My Books

Moja przygoda z Sarah J Maas zaczęła się kilka lat temu, jeszcze zanim zrobiła się na nią moda. Natrafiłam na Szklany tron w bibliotece i zaintrygował mnie. Po przeczytaniu stwierdziłam, że naprawdę mi się podobało, ale nie wiem czemu, nie chciałam czytać dalej. Dopiero jak zrobił się wielki szał na te książki, postanowiłam powrócić do tej serii. I o ile 2 tom był fajny, o tyle im dalej czytałam, tym mniej mi się podobało i w końcu porzuciłam czytanie serii na 5 tomie.

Ale za to autorka napisała coś jeszcze lepszego, coś co skradło moje serce i pokochałam tę pisarkę jeszcze bardziej. Napisała Dwór cierni i róż na podstawie mojej ulubionej bajki dzieciństwa Pięknej i Bestii. Uwielbiam tę część tak mocno, że przeczytałam ją dwa razy. I sądziłam, że już lepiej być nie może, do kiedy pojawił się Dwór mgieł i furii.

Sarah J Maas potrafi pisać jak nikt inny, stworzyła światy, które wciągają tak samo jak ten z Harry’ego Pottera. Umie nie tylko tworzyć postacie, w których się zakochujemy, ale też tworzy niesamowicie wciągającą i dobrą fabułę. Niesamowicie się cieszę, że pisze takie grube książki, bo mogę dłużej delektować się powieścią. Chciałabym ją kiedyś poznać, bo jest naprawdę pozytywną osobą i piękną. Chętnie poznałabym skąd czerpie pomysły na całą fabułę i dlaczego każdy kolejny tom jest tylko coraz lepszy!? Maas to jedna z osób, która zdecydowanie podbiła serca czytelników na świecie.

Mam nadzieję, że nie przestanie pisać, bo widać, że ma do tego serce i talent.



Biblioteczka Ciekawych Książek

Dla mnie Sarah J. Maas to autorka sprzeczna. Kocham Szklany tron, którego na ten moment poznałam trzy tomy. Oczywiście dostrzegam wiele nielogiczności w akcji, ale czytam książki dla rozrywki, a nie analizy logicznej. Poza tym Chaol to mój mąż książkowy i naprawdę nie wyobrażam sobie nie kontynuowania serii. Poza tym uważam, że autorka miała świetny pomysł i wykreowała ciekawe uniwersum. Zwłaszcza pojawiający się wątek wiedźm oraz zwiększanie dawki magii z tomu na tom jest cudowne. Z drugiej strony próbowałam przeczytać, jakoś zaraz po lekturze Szklanego tronu, inną serię autorki - Dwór cierni i róż. Po około dziesięciu stronach odpadłam, ponieważ nic tam się nie działo, a styl był zupełnie inny niż w przypadku przygód Celeany - nudny, nużący, wręcz usypiający. Mam zamiar zrobić drugie, masochistyczne podejście, ponieważ chcę tę książkę zjechać jako retelling, ale wiem, że mi się nie spodoba, pomimo mojej miłości do Szklanego tronu. Miałam wrażenie, że napisała to zupełnie inna osoba. W przygodach Zabójczyni coś działo się od początku, czytelnik był porywany przez akcję i losy bohaterów. Zaczynając Dwór liczyłam na to samo, ale po 10 stronach stwierdziłam, że zaraz usnę przez ten styl. Także zdecydowanie polecam fascynującą opowieść Celaeny, Chaola i Doriana, ale odradzam retelling Pięknej i Bestii w postaci ACOTARu.




Niebieskie Iskry

Sarah J. Maas – autorka, którą poznałam przypadkiem, gdy wkręciłam się w bookstagram. Widziałam jej książki wszędzie wraz z samymi pozytywnymi opiniami – ludzie się wręcz rozpływali. Dlatego podeszłam do tego sceptycznie, nie chcąc się zawieźć. A nawet nie miałam o co się martwić, bo wraz z przeczytaniem Szklanego tronu sama zaczęłam się rozpływać. Autorka, jak zapewne każdy słyszał, czaruje słowem. Swoimi tekstami budzi mnóstwo emocji, nie ukrywam, że czasem negatywne. Choć nie przepadam za Dworami, serię Szklanego tronu wychwalam i polecam na prawo i lewo. Sarah J. Maas łamie serca i skleja z powrotem tylko po to, by złamać je ponownie. W jej tekstach coś jest, coś, co się zapamiętuje, co trafia prosto do serc. Jesteśmy zdani na jej łaskę i niełaskę, może zrobić z nami co chce. Jej słowa są proste, styl pisania przyjemny, a treść niesamowita. Bardzo łatwo wpasowała się do moich ulubionych autorów i choćbym nie wiem jak na nią wyklinała, nie wypiszę jej z tej listy. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że trafiłam na jej książki i miałam okazję poznać tę magię z bliska.




Kawa z cynamonem

Moje uczucia w stosunku do pani Maas są z każdą książką coraz bardziej mieszane. Co, jak sądzę, nie jest czymś bardzo złym. Łatwiej jest bezgranicznie uwielbiać jakiegoś autora, lub totalnie go nie znosić. Przy Maas to ruletka: albo kolejna jej opowieść mnie zachwyci, albo zanudzi. Gdybym miała wybrać serię, którą bardziej lubię, bez wahania powiem, że Dwory, bo to właśnie w nich jest cała banda świetnych postaci. Natomiast do tych ze Szklanego tronu wciąż nie mogę się przekonać, mimo przeczytania już czterech części. I mogłabym prychać na Autorkę, że nie potrafi być konsekwentna, ale gdy oglądam wywiady z nią… Widzę, że Sarah J. Maas to po prostu fangirl jak i jej Czytelniczki, od razu więc sympatia do niej znacząco wzrasta ;) I głównie z tych dwóch powodów dalej czytam jej książki - przez jej ogólną sympatyczność oraz przez grono wiernych fanów, które zgromadziła wokół siebie. Nie da się ukryć, że fandom pani Maas jest ogromny, a ja absolutnie uwielbiam to uczucie, gdy mogę zagadać do zupełnie obcej osoby na instagramie hasłem nawiązującym do którejś postaci i wiem, że dostanę entuzjastyczną odpowiedź. Więc mimo, iż jej książki nie są idealne, Sarah J. Maas stworzyła uniwersum fanów, wśród których świetnie się czuję i głównie dlatego tak ją lubię.




Magic Wizard

Twórczość Sarah J. Maas nie jest mi obca, miałam okazję poznać jej dwie serie - Szklany tron oraz Dwór cierni i róż. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że te książki uwielbiam! Czasami nie mogę zrozumieć, skąd biorą się negatywne opinie! Uważam, że autorka tworzy niesamowitych bohaterów, którzy nie są idealni - a popełniają błędy jak normalni ludzie. Czytając, bardzo się z nimi zżyłam i podoba mi się ich kreacja, szczególnie niektórych bohaterów płci męskiej <3. Książki Maas są wypełnione akcją, nie ma miejsca na nudę czy przewidywalność - momentami już myślałam, że rozgryzłam całą zagadkę, a tu autorka zaskakiwała mnie kolejnym zwrotem akcji! Jej styl wciąga i nie pozwala się oderwać ani na chwilę! Widać, że zrobiła duże postępy, gdy porównujemy pierwszy tom Szklanego tronu z kolejnymi, czy już z następną serią. Wydaje mi się, że z książki na książkę Maas nabiera wprawy i każda następna powieść jest lepsza od poprzedniej! Zdecydowanie polecam jej książki, a sama nie mogę doczekać się kolejnych. Jeśli ktoś ma ochotę na pełną wrażeń, humoru i nieprzewidywalności historię, to zachęcam do sięgnięcia po przygody Calaeny lub Feyry :)




Drzwi do Innego Wymiaru

Czołem Wam!

Szczerze mówiąc pojęcia nie mam, co mogę napisać. Nie mam planu. Lecę na spontana.

Twórczość Maas pokochałam od pierwszego spotkania z nią. I nie, to nie była randka ze Szklanym tronem (szczerze mówiąc, to gdybym zaczęła od Szklanego tronu, z pewnością nie wzięła bym się za ACOTAR. Niestety, pierwsze spotkanie z Zabójczynią z Adarlanu zakończyło się po 150 stronach i dopiero po ACOMAF-ie udało mi się przeczytać pierwszy tom tamtej serii w całości). To była nieziemska, nieprzespana, za to pełna emocji i łez noc z Dworem cierni i róż. A zapowiadało się tak niewinnie, bo nie spodziewałam się, że kolejne odwołanie do historii Pięknej i Bestii tak na mnie podziała. Ale chyba w tym tkwił sekret mojego zachwytu – on zawsze jest tym większy, im mniejsze się ma oczekiwania, prawda?
Tak czy siak, ACOTAR był drugą z książek, którą zrecenzowałam na moim (wtedy jeszcze raczkującym) blogu. Wróciłam do tej recenzji dzisiaj, przed napisaniem tych kilku zdań dla Ewy i wiecie co? Nadal to czuję. Mało tego! Aż mnie łapki świerzbią, aby posłać w diabły egzemplarze recenzenckie i jeszcze raz wkroczyć do Prythianu z Feyrą.

Chcę spotkać tego Tamlina, który skradł mi serce, chcę jeszcze raz poczuć pragnienie sięgnięcia po kolejny tom, w którym będzie na mnie czekał Książę Dworu Nocy, tak bardzo inny od tego, którego poznać mogłam w pierwszej części. Mam ochotę na śmiech i na łzy. Chcę zakochać się w tej historii raz jeszcze. A potem chcę wziąć się za ostatni tom, na który tak długo czekałam.

Jednego tylko nie chcę. Nie chcę kończyć tej przygody. Nie chcę żegnać się z historią stworzoną przez Sarah J. Maas. Nie wyobrażam sobie tego, no ni cholery! Coś czuję, że mój makijaż szlag trafi. Że Maas złamie mi serce. Że nie będzie miała litości. I sama nie wiem – kochać ją za to, czy nienawidzić?

Trzymajcie się ciepło!





Not Always Books

Jak wiemy najczęstszymi pytaniami, jakie można zadać książkoholikowi, są te o ulubioną książkę, czy autora. Na pierwsze pytanie chyba nikt nie jest w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, jednak na drugie z nich ja zawsze mam gotową odpowiedź. Sarah J. Mass. Brzmi tak ona od ,mniej więcej, trzech lat. Wszystko zaczęło się oczywiście od Szklanego tronu, który muszę przyznać spodobał mi się średnio. Jednak, że na półce stały kolejne dwa tomy więc postanowiłam kontynuować tę serię. I wiecie co? To była chyba najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. W drugim tomie (Korona w mroku) akcja zaczęła gnać do przodu, pojawili się nowi wspaniali bohaterowie, a i sama główna bohaterka zaczęła się powoli zmieniać. Na przestrzeni przeczytanych przeze mnie 5 tomów tej serii, muszę przyznać, że autorka znacznie udoskonaliła swą technikę i stworzyła wielowymiarowy świat z niebanalnymi bohaterami. Niektóre intrygi prowadzone są przez wszystkie te tomy i ja podziwiam Sarę, że jeszcze się w tym wszystkim nie pogubiła. Niedawno skończyłam czytać Imperium burz i muszę przyznać, że to, co zrobiła na końcu tej książki, totalnie rozpiernicza system! (jak powiedziałaby Anita z Book Reviews by Anita) Tak bardzo chciałabym chwycić już za kolejny tom.... 

To teraz przejdźmy może do Dworów. Mowa tu oczywiście o trylogii: Dwór cierni i róż, Dwór mgieł i furii oraz (niedawna premiera) Dwór skrzydeł i zguby. Aktualnie czytam III tom tej serii, więc nie znam jeszcze zakończenia, ale czuję, że będę płakać, nie wiem tylko czy ze szczęścia, czy smutku. Moim zdaniem Dwory są jeszcze lepsze niż Szklany tron. Zanim zabrałam się za pierwszy z nich, nie sądziłam, że to w ogóle możliwe, aby Mass napisała coś jeszcze lepszego. A jednak. Zdecydowanie nie zawiodłam się. Jeszcze mocniej pokochałam bohaterów (no bo kto nie kocha Rhysa???) i cały ten magiczny świat (m.in. cudny opis Velaris). Czuję, że jeszcze wiele razy będę wracała do tych książek i za każdym razem tak samo będę przeżywać wszystkie wydarzenia. Myślę, że to najlepiej świadczy o fenomenie pani Sary J. Mass. Jednym słowem, polecam wszystkim serdecznie. Jak dla mnie to zdecydowany „must have” dla osoby kochającej fantastykę.



No i co… jak sami widzicie, zdania są podzielone. A ja znowu plasuję się gdzieś pomiędzy. Uwielbiam Maas za dwie pierwsze części Szklanego tronu. Później mocno się nią rozczarowałam przy czytaniu Dziedzictwa ognia i dopiero w połowie Królowej cieni jako tako wróciłam na stary tor w uwielbianiu autorki. Za to Imperium burz… nie wybaczę jej nigdy, że wyrzuciła stamtąd Chaola. I ja wiem, że zafundowała mu osobną książkę, ale i tak się focham.

Z ACOTARem zaś także plasuję się gdzieś pomiędzy. Podobały mi się oba tomy i to bardzo, ale nie adoruję ich, nie wystawiam im pomników i nie śnię o ślubie z Rhysem. (Spokojnie, jeszcze ostatnia część przede mną, więc może to się zmieni).

Nie mniej jednak Sarah J. Maas wykonała kawał świetnej roboty, która budzi we wszystkich różne emocje; miłość, nienawiść… i takie tam.


Dziękuję wszystkim swoim gościom za wzięcie udziału w tworzeniu tego postu!




A wy, jakie macie zdanie o Maas?


 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





29 komentarzy:

  1. Uwielbiam jej twórczość! Choć dopiero przeczytałam "Dwór Cierni i Róż" oraz opowiadania ze świata Celaeny :) wspaniały post!!

    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zadziwiające jest to jak wiele sprzecznych opinii jest na temat twórczości tej autorki... Czasami zastanawiam się czy wszyscy czytaliśmy te same książki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma inny punkt widzenia. Ale ciekawe spostrzeżenie :D

      Usuń
  3. Właśnie czytam Imperium i też strasznie mi Chaola brakuje :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam, ale żeby nie było - Dwory jak najbardziej planuję ;) Ostatnio koleżanka ze studiów zachwycała się też pierwszą serią Maas, więc i ją pewnie przeczytam ;)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej! Jaki długi ten wpis ;) ale dotarłam do końca i poczułam się taka maleńka, bo żadnej z tych książek nie czytałam. Kilka oczywiście kojarzę, ale jakoś nie umiem na fali popularności tej książki sięgnąć po nią

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten post wyszedł wspaniale. Totalnie zgadzam się z osobami kochającym Sarę. Oczywiście szanuję inne zdania, bo gusta są różne. Ewa muszę Ci powiedzieć to, co niemal zawsze : piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham Sarah za jej książki. Najpierw przeczytałam wszystkie dwory, potem serię Szklanego tronu. Myślę, że jednak bardziej kocham dwory, może dlatego, że przeczytałam je jako pierwsze, ale też myślę, że przy dworach w ogóle się nie nudziłam i nikt mnie nie wkurzał. Ale Szklany tron uważam za epickie, bo tam ten świat, który został wykreowany... no i w ogóle... op prostu epic. Sarah J Maas górą! :D
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Chociaż teraz, gdy robię reread Dworów dostrzegam pewne mankamenty. Ale trudno, zdarza się najlepszym xd

      Usuń
  8. Świetny post! Dziękuję, że mogłam wziąć w nim udział ^^

    zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawe propozycje, chetnie skorzystam <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem na nie jeśli chodzi o Dwory - nie są szczególnie oryginale, na dodatek coraz mnie trzymają się kupy ostatni tom to już w ogóle tragedia. Co do "Szklanego tronu", to kiedyś poczytam, może bardziej mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mnie ciekawiło, dlaczego ktoś czyta coś, co mu się nie podoba. I w dodatku do samego końca serii xd

      Usuń
  11. Zdania o Maas póki co nie mam żadnego, ponieważ nie czytałam Jej książek, ale wkrótce to się zmieni, ponieważ mam wszystkie trzy części „Dworów” i nie mogę się doczekać, kiedy zacznę swoją przygodę z nimi ;)

    Pozdrawiam, she__vvolf 🐺

    OdpowiedzUsuń
  12. Post naprawdę mega. Milo się go czytalo. Mam nadzieję że wiecej takich bedzie.
    Osobiście jeszcze nie czytalam tych książek.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  13. "Czy jest tutaj ktoś, kto nie czytał"- OBECNA :D Ale fakt, nazwisko autorki i tytuły jej książek są mi znane, bo jest ich pełno na blogach książkowych :)
    "Dziedzictwo ognia" to chyba najładniejsza i najciekawsza wg mnie okładka.
    Ciekawy pomysł na post blogowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak żeś ty się uchowała!
      Akurat Dziedzictwo mi się najmniej podoba XD
      Dziękuję ;)

      Usuń
  14. Ogromne dzięki za możliwość wzięcia udziału w tak świetnej akcji. Naprawdę ciekawie pisało się te kilka słów dla Ciebie.
    Cieszę się, że ilu blogerów, tyle opinii, a Ty to genialnie pokazałaś w jednym poście.
    Mam nadzieję, że jeszcze przyjdzie nam tworzyć w przyszłości coś wspólnego, bo naprawdę podobało mi się wzięcie udziału w tak dobrej inicjatywie.

    Pozdrawiam gorąco,
    Iza z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3. I też mam nadzieję, że jeszcze nam będzie dane coś razem ogarnąć :D

      Usuń
  15. Jeszcze nic z twórczości Maas nie czytałam i w sumie na razie mi niespieszno. Cieszę się tylko, że mam pożyczone dwa pierwsze tomy "Szklanego tronu", a nie że je kupiłam, bo przy tak mieszanych recenzjach mogłabym tego gorzko pożałować.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli chodzi o zdjęcia, moja półka wygląda bardzo podobnie (by nie napisać: identycznie)
    Każdemu polecam "Szklany Tron" (który jednak wraz z kolejnymi częściami podoba mi się coraj
    z mniej) i "Dwory", które budzą tyle wrażeń, że warte są poświęconej im uwagi.
    Zapraszam na recenzję oryginalnej wersji trzeciego "Dworu" na http://zaczytanejeze.blogspot.com/
    Pozdrawiam
    Kot

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)