piątek, 20 lipca 2018

Krótko o braku logiki w "The Rain" [RECENZJA]


O The Rain chciałam napisać zwięźle i krótko w przeglądzie seriali, wiecie, tylko zasygnalizować wam, że taka produkcja istnieje i że mam o niej takie a takie zdanie. Jednak doszłam do wniosku, że ta komedia omyłek zasługuje na swój własny czas antenowy, a ja chcę sobie po prostu ponarzekać.

Pewnego pochmurnego dnia przerażony ojciec pakuje do samochodu swoją córkę, syna i żonę by zdążyć przed nadciągającą ulewą. Zaprowadza swoją rodzinę do bunkra w lesie, a sam znika w ciemności. Okazuje się, że deszcz, który nadciąga niesie ze sobą śmiercionośnego wirusa, zabijającego w kilka sekund. Jedynym ratunkiem jest pozostać suchym, nie narażać się na kontakt z wodą. Wkrótce rodzeństwo przekonuje się o tym na własne oczy, gdy widzą przerażającą śmierć swojej matki. W bunkrze spędzają sześć lat, dopiero po tym czasie decydują się wyjść na zewnątrz i sprawdzić, co jeszcze pozostało ze znanego im świata.

Znalazłam zaledwie trzy plusy tego serialu, więc tak na przekór zarzucę nimi już na samym początku. Trochę optymizmu się przyda, bo później już nie będzie tak kolorowo.

Pierwszy; pomysł na fabułę był genialny. Tfu, zajebisty. Deszcz, który przenosi wirusa? Cudo!

Drugi; The Rain jest duńską produkcją. Najpierw byłam mocno zaskoczona, później zniesmaczona, a ostatecznie zachwycona, że Amerykanie już nie są jedynymi producentami kasowych seriali post apokaliptycznych.

Trzeci; całość liczy sobie 8 odcinków, każdy ma w okolicach 30-40 minut. Oglądniecie je błyskawicznie, bo mimo wszystko The Rain wciąga i intryguje. Deszcz, który zabija? Ja chciałam wiedzieć, dlaczego, co, jak, gdzie, kto, po co, z kim, więc obejrzenie całości długo mi nie zajęło.

Tyle pozytywów na dziś, przejdźmy teraz do poważniejszych i zdecydowanie mniej przyjemnych kwestii, bo mimo a) genialnego pomysłu na fabułę i b) duńskiego klimatu oraz c) tajemnicy połączonej z dobrym tempem oglądania to niestety The Rain nie należy do dobrych seriali.



Ciąg dalszy tego wpisu może zawierać śladowe ilości spoilerów. Nie będę wymieniać z imienia wszystkich, którzy giną i z czyich rąk, ale ogólnikowo muszę przedstawić wam kontekst, byście wiedzieli, o co chodzi. Także jeśli nie chcecie wiedzieć więcej niż to konieczne, to przejdźcie do akapitu, w którym odwołam alarm o spoilerach.

Zacznę od podstawowej nieścisłości, którą obserwujemy już w pierwszym odcinku. Ojciec pakuje swoją rodzinkę do bunkra z lakonicznym zdaniem wyjaśnienia, o co chodzi i dlaczego świat jest nagle niebezpieczny. Matka rodzeństwa ginie niedługo później przez co Simone i Rasmus – nasi główni bohaterowie – muszą radzić sobie sami. Z braku innych pomysłów i obietnicy ojca, że przecież po nich wróci, dzieciaki siedzą w bunkrze przez 6 lat zanim przyjdzie im do głowy sprawdzenie, czy aby na pewno nie mogą już wyjść. Simone przez 6 lat dochodziła do wniosku, że hej, może jednak warto wyściubić nos spod ziemi. 6 lat! Nie mogli wcześniej wyjrzeć przez drzwi w ochronnych ubrankach, których mają pod dostatkiem, by sprawdzić, czy może już nie przestało padać? Nie, po co, poczekajmy sobie sześć wiosen, tak dla pewności.

Skoro przywołałam tu już od razu imiona głównych bohaterów, to przy okazji poruszę też bardzo ważny problem z nimi związany. Otóż Simone i Rasmus przejawiają objawy bardzo poważnej choroby, którą coraz częściej możemy zaobserwować w literaturze i w serialach. Specjaliści zajmujący się badaniami na ten temat jeszcze nie zdecydowali się na nadanie jej oficjalnej nazwy, ale pospolicie określana jest mianem „cholernego braku mózgu”. Oboje są skończonymi debilami, nawet nie mam wyrzutów sumienia używając tak drastycznych słów, bo w ich przypadku nawet to nie odzwierciedla powagi sytuacji. Mówisz do dzieciaka, żeby siedział cicho, a ten jojczy, kwęka i biadoli, jak to nie jest mu źle. Jest koniec świata, człowieku, ogarnij jądra, bo to nie czas na pokaz testosteronu.

Do tego ojciec jest poddenerwowany, próbuje ogarnąć całą swoją rodzinę, by nie zginęli jako pierwsi, więc prosi wszystkich o jedno; nie otwierać drzwi do bunkra. O to samo prosi matka, dodatkowo podając milion logicznych argumentów dlaczego nie powinni otwierać drzwi. Co robią dzieci? Otwierają drzwi, bo czemu nie! Przecież apokalipsa jest najlepszym momentem na bunt wobec rodziców, prawda?

Kolejne potwierdzenie tezy, że na szukanie mózgu Simone jest już za późno. Wszyscy jej mówią, że ma opiekować się bratem, za wszelką cenę ma go chronić. Wszystko w porządku, ale szkoda, że gdy tylko dziewoja widzi jakąkolwiek inną zagrożoną osóbkę, rzuca plecak, zostawia brata i goni na pomoc, choć wszyscy jej mówią, by tego nie robiła, że ten ktoś może być zakażony i nie ma dla niego ratunku. Nie, po co słuchać rozsądku, lepiej dać się ponieść chwili i pokazać jakim jest się ziemniakiem, Simone robi to perfekcyjnie.



Mają tu też miejsce takie idiotyczne sytuacje jak na przykład ta: jeden z bohaterów umiera, jest zimnym trupem, no cóż, taki już jego los. Staje się potencjalnym siedliskiem wirusa i stosunkowo łatwo można się od niego zarazić, i dołączyć do klubu ciepłych ciał. Dobra, w teorii wszyscy to wiedzą, w praktyce znajdzie się zawsze jakiś geniusz, który chce usprawnić system. Przychodzi sobie drugi bohater, żywy, bierze tego nieżywego na ręce i gania sobie po lesie, drze się, by ktoś mu pomógł. Jak. Do. Cholery. Ktoś. Ma. Mu. Pomóc? Przecież ten ktoś już i tak nie żyje, a o ile mi wiadomo, nikt z nich nie posiada magicznej różdżki zdolnej do przywrócenia kogoś zza grobu.

Dobra, chyba skończyłam sekcję ze spoilerami, więc odwołuję ostrzeżenie. W ciągu dalszym ponarzekam sobie na ogóły, ale już bez zdradzania elementów z fabuły.

Zwróćmy jeszcze uwagę na sam pomysł na cały serial. Dla przypomnienia; deszcz jest zły, bo przenosi wirusa, nie wolno mieć jakiegokolwiek kontaktu z deszczem. Bohaterowie bardzo biorą to sobie do serca, ale tylko gdy chodzi o wodę padającą z nieba. Biorąc pod uwagę konwencję, cała woda na planecie jest zła, bo de facto w jakiś tam sposób pochodzi od tego toksycznego deszczu. Kałuże są śmiertelne, jeziora stanowią zagrożenie, nawet malutka kropelka może być wyrokiem śmierci. Szkoda, że Simone oraz Rasmus (i jeszcze inni ich kumple, których później poznają) hasają sobie pięć minutek po ustaniu opadów po lesie, nie umierając przy tym i nie bojąc się o swoje życie. To nie tak, że deszcz osadza się na drzewach, na liściach, na ścieżce… w każdej chwili może na nich spaść kropla, któreś z nich może nadepnąć na coś mokrego niewyschniętego. Wydają się mieć to w głębokim poważaniu i nic sobie z tego nie robią. Jest tylko jedna scena, w której jedna z postaci przez przypadek wpada nogą do kałuży i wszyscy już od razu chcą ją zabić, bo przecież miała kontakt z toksycznym deszczem. Poza tym nic. To by było na tyle w temacie konsekwencji.


Podobny obraz

Skoro już przy wodzie jesteśmy, to warto poruszyć ważny problem jakim jest… woda. Każdy survivalowiec wie, że odpowiednie nawodnienie jest podstawą przetrwania. Człowiek bez jedzenia może pożyć stosunkowo długo, ale tylko wtedy, gdy ma dostęp do wody. Skoro w The Rain deszcz jest zły, jeziora są złe, kałuże są złe, to w jaki sposób bohaterowie piją? A zadaję to pytanie, bo w żadnym z tych ośmiu odcinków nie udzielono nam na nie odpowiedzi. Cały czas wszyscy biją się o jedzenie, robią wypady w poszukiwaniu czegoś do wrzucenia na ząb, ale nikt nigdy nie wspomina o zdobywaniu wody. Nie wiem, może mają jakiś przenośny filtr Dafi i sobie filtrują kałużę, ale producent im nie zapłacił wystarczająco dużo, by zrobili lokowanie produktu, więc po prostu ten fakt pominęli? Mogliby chociaż raz wspomnieć, skąd biorą picie. Raz. To by w zupełności wystarczyło. Ale nie, po co to robić.

6 lat to spory okres czasu, szczególnie w świecie apokaliptycznym, by ludzie odnaleźli się w nowej rzeczywistości i wytworzyli sobie jakiś algorytm przetrwania. Wiecie, co udało się im wszystkim wypracować przez te sześć wiosen? Jak radzą sobie ze śmiercionośnym wirusem? Schowaj się przed deszczem, to przeżyjesz. Koniec złotych porad. Nie wiem jak wy, ale ja, żyjąc sobie w normalnym świecie, także się przed nim chowam, bo po prostu nie lubię być mokra i obklejona tym miastowym szajsem, który niestety, ale spada razem z deszczem. Schemat działania bohaterów The Rain opiera się na tym samym co chęć przeciętnego Kowalskiego, by nie zmoknąć.

W całym serialu doświadczamy kilku elementów grozy, ale zbudowano je w dość tandetny i irytujący sposób. Wszystkie zwroty akcji spowodowane są głupotą bohaterów. Najpierw któraś z postaci postanowi zrobić coś idiotycznego, co wywoła reakcję łańcuchową, przez co końcowo cała reszta musi uciekać. Na takiej zasadzie zbudowano wszystkie wielkie plot twisty czy momenty, które powinny chwytać za serce. Szkoda, że większość z nich przyprawia odbiorcę o nerwicę i chęć rzucenia w ekran pomidorem.

The Rain jest pełny takich absurdów, a ja i tak nie wypisałam wam tu ich wszystkich. W większości dlatego, że po prostu nie ma sensu, że nie chciałam sobie już targać na nie nerwów, albo dlatego, że na TV Show Time znalazłam satysfakcjonujące mnie teorie fanowskie, do których dorzuciłam swoje pięć groszy i wyszły mi całkiem niezłe wytłumaczenia. O niektórych rzeczach też nie napisałam, bo nie wyjaśniono ich do końca, a odbiorca musi się domyślać, o co chodziło. Nie mamy pewności, czy scenariusz zawiera dziury, czy po prostu twórcy postanowili odpowiedzieć na te pytania w drugim sezonie, który na 100% powstanie.


Podobny obraz

To mógłby być naprawdę bardzo dobry serial, bo miał ogromny potencjał. Pomysł jest zajebisty, kadry są wspaniałe, a ścieżka dźwiękowa wymiata. Szkoda tylko, że The Rain jest pełne absurdów, nieścisłości, a przede wszystkim, bezmózgich bohaterów, którzy chyba nigdy nie nauczyli się myśleć logicznie, a już na pewno w całym swoim życiu nie spotkali się z Igrzyskami śmierci, Metrem 2033 czy innymi dystopijnymi powieściami. Może jakby się z nimi zapoznali przed apokalipsą to by lepiej sobie poradzili w świecie po katastrofie?

Także podsumowując, obejrzenie The Rain jest według mnie idealnym sposobem na zmarnowanie kilku godzin swojego życia, a przy okazji wystawienie się na działanie infantylnych bohaterów i otrzymanie porządnej dawki idiotyzmu w czystej postaci. Nie polecam. Chyba że wam się nudzi i chcecie zaprosić znajomych ze sporą ilością alkoholu. Ten serial jest świetnym pomysłem na drinking game; pijecie za każdym razem, gdy któryś z bohaterów zrobi coś nieodpowiedzialnego lub po prostu was zirytuje. Już przy drugim odcinku zaliczycie glebę. 

 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





22 komentarze:

  1. Nie oglądałam, choć byłam ciekawa, ale moja przyjaciółka też wyliczyła liczne błędy, usterki tego serialu. Patrząc po twoim poście - wiele się pokrywa i sobie daruję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak nie tylko mnie bodły one w oczy xd

      Usuń
  2. Na początku chciałam go obejrzeć, ale po fali hejtu zmieniłam zdanie. XD
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  3. Obejrzałam, ale nie nastawiałam się na niego aż tak krytycznie. Nawet mi się spodobał, choć faktycznie momentami nieco infantylny i niedorzeczny :D
    Powiedziałabym takie trochę guilty pleasure :S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się w ogóle nie nastawiałam, ale mam alergię na głupich bohaterów

      Usuń
  4. Ale się uśmiałam czytając twoją recenzję. Pierwszy raz jak usłyszałam o tym serialu i przeczytałam opis fabuły pomyślałam, że fantastyczny pomysł, ale dziwiły mnie niskie oceny. Teraz już wiem. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Miło mi, że cię rozbawiłam :D
      Ja jakoś dziwnym trafem na oceny w ogóle nie popatrzyłam. Dopiero po obejrzeniu xd

      Usuń
  5. Nie wiem czemu ale ten serial mnie po prostu przeraża :D
    https://bookcaselover.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że ci się nie dziwię? Obejrzałam większość tego serialu, poszłam spać, a w nocy... padał deszcz. Wiesz, jakie miałam schizy? XD

      Usuń
  6. Przyjaciółka mi polecała, może zacznę z czystej ciekawości, ale będę miała na uwadze twoje wyszczególnione punkty ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mnie rozbawiłaś, tym co napisałaś. Nie wiem jak to robisz, haha. :D O serialu pierwsze słyszę, no i w sumie nie mam ochoty go obejrzeć. Widzę, że w nim trochę absurdu jest. :D No cóż. Jest bardzo dużo super seriali, więc na ten nie będę marnować czasu. :)
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był śmiech przez łzy XD
      Mam szczerą nadzieję, że te wszystkie absurdy, które znalazłam, będą jakoś wyjaśnione logicznie w pierwszym sezonie. Wtedy zmienię zdanie na temat tego braku logiki xd

      Usuń
  8. Dobrze, że trafiłam na Twoją recenzję bo miałam poważne zamiary co do tego serialu :D W sumie z kim bym o nim nie rozmawiała - same zachwyty! A że ja bardzo nie lubię marnować czasu na słabe seriale czy książki to chyba odpuszczę.
    Przyznam też, że trochę się uśmiałam, bo od ponad 6 lat mieszkam w Danii i z przykrością muszę stwierdzić że ta dwójka bezmózgów przedstawia rzeczywisty obraz Duńczyków - zwłaszcza młodych. Twarze myślą nieskalane, zero jakiejkolwiek logiki w postępowaniu - czasem boje się, że jak przewrócę oczami jeszcze jeden raz to już mi tak zostanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale cię rozumiem. Ale w sumie The Rain spoko się ogląda, gdy totalnie wyłączysz mózg xd
      No to mnie zaskoczyłaś. Zawsze miałam Duńczyków za inteligentny naród! I myślałam, że bohaterowie tego serialu to po prostu jakieś wypadki przy pracy XD

      Usuń
  9. Odpadłam już przy pierwszym odcinku, kiedy ojciec powiedział do syna, że jest kluczem do ocalenia świata :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Ojciec im to wtedy powiedział i to dużymi literami, a te półgłówki sobie zapomniały i potem były wielce zdziwione, że ale jak to :O

      Usuń
  10. Dodałambym do tego jeszcze fakt, że najważniejsze dla Simone i jej brata staje się nie przetrwanie, a całowanie. Ot, poznajemy nowych ludzi i od razu się zaprzyjaźniamy, a już po kilku minutach się zakochujemy i najważniejsze to potrzymac się za rączki i nic więcej. I jeszcze Rasmus, który ma depresję po śmierci dziewczyny, którą znał dwa dni... Serio?
    Doskonały tekst. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dobry tekst, który uchronił mnie przed tknięciem tego czegoś:) z tego co pamiętam ze szkoły deszcz przenika do wód gruntowych (może się mylę), a obieg wody w przyrodzie jest zamknięty. Zresztą zjedzenie jabłka wyrosłego na takim deszczu również byłoby śmiertelne. Co ze zwierzętami? Brak jednego gatunku w łańcuchu pokarmowym to już jest koniec świata. Wygląda, że twórcy ambitnie ukręcili bicz, ale chlastają się nim po łapach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Raczej podziękuję, choć na wszelki wypadek nie czytałam spoilerów, bo kto wie, kobieta zmienną jest xD No cóż, ale pomysł naprawdę wydaje się świetny, na pewno przemyślę czy jednak się nie skusić :)

    P.S. Może dziwnie to zabrzmi, ale lubię czytać twoje marudzenie. Poprawia humor ;)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
  13. Haha, uwielbiam ten post :D Serial miałam tam kiedyś w planach, ale ostatnio słyszę o nim same słabe opinie XD

    OdpowiedzUsuń
  14. Obejrzałam ten serial bardzo szybko po premierze (wszystkie odcinki w jeden wieczór) i muszę przyznać, że tak mi się spodobał, że nie zwracałam uwagi na nieścisłości. Nie wiem dlaczego ale Martin skojarzył mi się z Joel'em z gry "The last of us"

    OdpowiedzUsuń
  15. Był poruszony temat jak piją wodę. Mieli filter niestety nie podam ci już dokładnego odcinka kiedy to było jednak miała ta sytuacja miejsce. Po prostu polecam oglądać uważniej jeżeli chcesz pisać później recenzje serialu :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)