Trucicielka królowej to kolejny przykład na potwierdzenie tezy, że nie zawsze
warto bezgranicznie ufać opisom z okładki. W tym przypadku krótkie streszczenie
z tyłu powieści nastawia czytelnika na coś zupełnie innego, niż ten w
rzeczywistości dostanie.
Z opisu dowiadujemy się, że król Severn Argentine jest strasznym człowiekiem,
mordercą i tyranem, ogólnie poddani tego pana łatwo w życiu raczej nie mają. Do
tego niestety, ale Diuk Kiskaddon dokonuje niewłaściwego wyboru, nie stając po
stronie króla, licząc, że ten przegra. Pech chciał, że się chłop przeliczył.
Teraz musi zapłacić za swoją „zdradę” oddając najmłodszego syna na królewski
dwór jako gwarancję lojalności. Na szczęście niedługo pojawia się tajemnicza kobieta,
która może pomóc chłopcu.
I
w gruncie rzeczy ten krótki opis jest w stu procentach zgodny z prawdą, ale nie
informuje o wielu rzeczach. Nie sądziłam, że Trucicielka królowej będzie opowieścią o losach Owena, syna
Kiskaddona, który ma osiem lat! Patrząc na tytuł książki i zdanie o kobiecie,
która się pojawia na dworze sądziłam, że to ona będzie grać tutaj pierwsze
skrzypce, że to, czego dowiadujemy się z opisu, już miało miejsce w
przeszłości, a my wskakujemy w świat Trucicielki
w momencie przybycia tej postaci na dwór. Nie wykluczałam, że inni bohaterowie
albo będą mieli swoje pięć minut, albo o ich dokonaniach będziemy dowiadywać
się z jej perspektywy. No ale dobra, dostajemy Owena, tak też może być, to
jeszcze nie skreśla całej książki, prawda?
Do
głównego bohatera przechodząc. Chłopiec niewiele rozumie z zaistniałej sytuacji
i początkowo nie umie się w niej odnaleźć. Do tego jest w takim wieku, że
dorośli niezbyt liczą się z jego zdaniem, przez to malec dodatkowo ma
utrudnione zadanie. I kurczę, tutaj pojawia się pierwszy problem. Sądzę, że
autor wrzucił zbyt młodego bohatera w zbyt skomplikowane intrygi polityczne. Znacie
te sytuacje z książek dla dzieci, gdzie główna postać nie ogarnia świata i
życia, a trzecioosobowy narrator musi wszystko łopatologicznie wyjaśniać
czytelnikowi? Tak? No więc tutaj mamy coś w tym stylu. Do tego można łatwo
zauważyć, że w powieści jest stosunkowo mało dialogów, po prostu narrator
odwala większość roboty za bohaterów.
Co
jednak nie zmienia faktu, że język, jakim posługuje się autor, jest przepiękny
i bardzo opisowy. Czytanie jego wywodów nie męczy, ba, jest wręcz
przyjemnością! Jeff Wheeler w bardzo obrazowy sposób wszystko ładnie nam
przedstawia sprawiając, że czytelnik się nie nudzi podczas lektury. Momentami
zdarzało mu się ponieść wenie trochę za bardzo, przez co wychodziły nam
ogromnie pochwalne opisy posiłków, ale co tam, da się to znieść.
Dobra,
ale co z tymi Zwiadowcami? Otóż
sądzę, że Trucicielka królowej byłaby
idealną propozycją dla dzieci, które zakochały się w serii Zwiadowcy. I tu nie chodzi mi o to, że te powieści są w jakiś
sposób do siebie podobne, jeden autor wzorował się na drugim czy coś. Nie, po prostu
czytając książkę Jeffa Wheelera czułam podobny klimat, styl i całą aurę,
dlatego jeśli jesteście zakochani w powieściach Johna Flanagana i chcecie
przeczytać coś takiego, ale nie takiego samego, to trafiliście pod dobry adres.
Trucicielka królowej jest powieścią odpowiednią dla tych raczej młodszych
czytelników, tego nie da się ukryć i trzeba też jasno, i wyraźnie, zaznaczyć,
bo osoba nieposiadająca takiej wiedzy może trochę się naciąć przy czytaniu.
Sposób prowadzenia fabuły i zachowanie bohaterów jest typowe dla dziecięcej
fantastyki. Jeśli wam to nie przeszkadza, to sięgajcie śmiało. Jeśli jednak
sądzicie, że jesteście na to za starzy, to pewnie macie racje. Ale wtedy śmiało
możecie podrzucić tę pozycję czytającym dzieciakom ze swojego otoczenia!

Tytuł: Trucicielka królowej
Tytuł oryginału: The Queen's Poisoner
Tytuł oryginału: The Queen's Poisoner
Autor: Jeff Wheeler
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 400
Grubość grzbietu: 2,7 cm
Cena: 37,90 zł
Mobilność: M
Jeżeli książka ma podobny klimat do "Zwiadowców" to może się skuszę! Kocham ten świat, a jeżeli tą pozycją mogę pod jakimś względem do niego wrócić no to czemu by nie? :D
OdpowiedzUsuńvebth.blogspot.com
To zachęcam! Mam nadzieję, że to nie tylko moje subiektywne wrażenie, ale że naprawdę coś w tym porównaniu jest :D
UsuńNie, to raczej nie dla mnie ;)
OdpowiedzUsuńJako dziecko właśnie zachwycalam się zwiadowcami i nadal mi miło jak wspominam że przepadłam z tą serią na tyle godzin haha teraz już zdecydowanie jestem za stara - nie odczułabym takiego klimatu trucicielki królowej jaki prawdopodobnie odebrałyby dzieciaki 😉
OdpowiedzUsuńTo ja chyba jestem jedyną, która Zwiadowców czytała i jej się nie spodobali XD
Usuńbzmi fajnie , moje klimaty
OdpowiedzUsuńhttps://emi-skucinska.blogspot.com/2018/08/czasami-mam-dosc.html
Może skuszę się na angielską wersję językową ;)
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że będzie łatwo, bo fabuła i język nie są skomplikowane
UsuńNie czytałam jeszcze Zwiadowców, ale ta książka brzmi interesująco :)
OdpowiedzUsuńTo nie jest niestety moja tematyka.
OdpowiedzUsuńNie czytałam a zapowiada się bardzo ciekawie. Co do opisu z tyłu książki, już nie raz miałam sytuację, że np. streszczenie mnie zniechęcało a książka okazywała się świetna i całkiem o czymś innym ale zupełnie odwrotnie ;)
OdpowiedzUsuńJa też. I milion razy się zdarzało, że opis niewiele miał wspólnego z właściwą fabułą XD
UsuńMnie właśnie też rozczarował fakt, że książka na pierwszym planie stawia niedojrzałe dziecko - przez to ciężko było mi się wciągnąć i zostawiłam tę serię.
OdpowiedzUsuńWidzę, że miałyśmy podobnie. Ale potem ja się już nastawiłam na zmianę i od razu lepiej mi się czytało
UsuńNie jest to do końca mój klimat, ale wiem komu polecę tę książkę.
OdpowiedzUsuńSama nie wiem czy sięgnęłabym po tą książkę. Ze streszczenia z okładki wynika, że to coś dla mnie, z Twojego niekoniecznie.
OdpowiedzUsuńPewnie, to książka skierowana do młodszego czytelnika, ale ja też dobrze bawiłam się w trakcie lektury. Podobnie jak w trakcie czytania drugiego tomu i mam nadzieję, że i tak samo będzie w trzecim. W następnym tomie styl jest nieco poważniejszy, ponieważ mamy przeskok o kilka lat.
OdpowiedzUsuńO, a ja już miałam sobie odpuścić kontynuację. Ale jeśli jest poważniej, to chyba jeszcze to przemyślę
UsuńZaciekawiłaś mnie tą książką :)
OdpowiedzUsuńLubię dobre recenzje - chętnie w wolnym czasie przeczytam tę książkę :)
OdpowiedzUsuńZapowiada się naprawdę ciekawie więc może po nia sięgnę ;)
OdpowiedzUsuń