niedziela, 20 maja 2018

Co jest nie tak z serialem "Shadowhunters"?


Producenci, scenarzyści, reżyserowie i ogólnie wszyscy odpowiedzialni za tę szmirę mają naprawdę wielkie szczęście, że jestem cierpliwą osobą i czuję masochistyczną potrzebę katowania się złymi serialami, by móc na koniec z czystym sumieniem odhaczyć je jako „obejrzane” i skrytykować bez poczucia winy. Mają szczęście, bo tym półgłówkom z Hollywood zajęło pieruńsko dużo czasu, by w końcu stworzyć coś, co da się oglądać. Szkoda, że aby dobrnąć do tej zjadliwej części, musimy przemęczyć się przez pierwsze dwa sezony.

Jeśli jeszcze nie wiecie, o czym jest serial Shadowhunters, to zaserwuję wam krótki akapit, gdzie dowiecie się co i jak. Ogólnie produkcja powstała na podstawie serii książek Dary anioła, ale spokojnie, zbyt wiele jedno z drugim to już wspólnego nie ma. W serialu śledzimy historię osiemnastoletniej Clary, która żyje swoim zwykłym życiem nowojorskiej nastolatki. Z dnia na dzień dowiaduje się, że to tak naprawę kłamstwo, a to, co ją otacza, jest tylko przykrywką dla świata Podziemnego. Panoszą się tu wampiry, wilkołaki i faerie, a na straży porządku czuwają Nocni Łowcy. Losy dziewczyny splotą się z losami nadnaturalnych postaci, by wspólnie mogli stawić czoła zagrożeniu, jakie nadchodzi.

Podczas oglądania pierwszego sezonu stale towarzyszyły mi dwa pytania; dlaczego to jest tak cholernie słabe oraz dlaczego włosy Clary są, cholera jasna, marchewkowe. Jak do tego pierwszego jeszcze dało się jako tako przywyknąć, bo zawsze można wyłączyć mózg na te 40 minut, to drugiego przeboleć nie mogłam w żaden sposób. Za każdym razem, gdy Katherine McNamara pojawiała się na ekranie, moje oczy dosłownie piekły i wyły z bólu. Marchewka, pomarańcz, kolor sznurówek, które były modne kilka lat temu. Dlaczego ktoś zrobił jej taką krzywdę? Dlaczego producenci postanowili torturować nas w tak brutalny sposób?



Problemem pierwszego sezonu, oprócz tych okropnych włosów, jest ogólny brak ogarnięcia tematu. Tutaj po prostu panuje chaos, ale nie w pozytywnym znaczeniu. I to nie chodzi o to, że tyle się dzieje, że makówka nie nadąża. Tutaj wrzucono tyle różnych wątków, bohaterów i charakterów, że powstał miszmasz, który się po prostu ze sobą nie klei. Jakby scenarzyści mieli zupełnie inne wizje niż reżyserowie, więc zamiast zdecydować się na obranie jednej drogi, oni obrali wszystkie 50, jakie im tylko przyszły do głowy. Z jednej strony nie trzymają się książek, z drugiej strony nie trzymają się logiki, więc wychodzi na to, że oni się w ogóle niczego nie trzymają.

Gdy już zostawimy w spokoju całą tę okropną fabułę, nie możemy pominąć okropnej gry aktorskiej. Kat McNamara nie dość, że straszy nas swoją żarówiastą głową, to dodatkowo prezentuje twarz rodem z reklamy operacji plastycznych. Zero emocji, nic, kompletnie. Oprócz tego rusza się jak kukła z przerysowanymi ruchami. Botoks i sto procent sztuczności u tej pani.

reaction when Magnus says "pretty boy" and jace walks up, but he says "not you" since he means Alec XD

Odtwórca roli Jace’a czyli Dominic Sherwood także nie wypada najlepiej. Jego grę można podsumować tymi samymi słowami co McNamarę, z tą różnicą, że Sherwood jest jednak poziom wyżej i nie straszy marchewką na łepetynie. Nie umiem ocenić, czy jest lepszym wyborem do tej roli niż poprzedni jej odtwórca, Jamie Campell Bower, bo według mnie oni obaj słabo tu pasują. Dla mnie Alex Pettyfer zawsze był idealnym Jacem, więc sorki, to się nie zmieni. Ale z dwojga złego chyba Sherwood bardziej mi podchodzi. Ah, jeszcze z dziwnych i nie zrozumiałych powodów przypomina mi Tomasza Ciachorowskiego, chociaż to nie ma tu nic do rzeczy.

Na szczęście sytuację ratuje trochę Matthew Daddario i Emeraude Toubia czyli Alec i Isabelle Lightwood. Między innymi to dlatego pana wytrwale i dzielnie włączałam każdy odcinek, by móc popatrzeć na jego ładną twarz i grę aktorską, która nie jest jakaś wielce wybitna, ale na tle całej reszty wyróżnia się naprawdę w pozytywny sposób i wygląda wręcz oscarowo. Zaś Isabelle jest idealnym odzwierciedleniem tego, co kiedyś sobie wyobrażałam na temat jej książkowego pierwowzoru.

Sezon pierwszy przyniósł nam też głównego złoczyńcę, Valentine’a, który miał być żądnym krwi facetem, który nie cofnie się przed niczym, byleby tylko osiągnąć swój cel. Nie dość, że twórcy mało wiarygodnie zakreślili jego postać, przez co jego wielka zła misja sprowadza się do czegoś pokroju „jak upolować najtańsze kiełbaski na grilla dla całej rodziny i zaoszczędzić na ketchup”, to jeszcze ogólny wygląd i charakterystyka aktora przypomina bardziej wujka Zenka, który pije w kącie w tajemnicy przed ciotką Haliną, niż wielkiego zuola gotowego zniszczyć świat. 


Clary Fray and Jace Wayland Promo Shadowhunters Season 1 

A wspominałam o efektach specjalnych, które są sztuczne, plastikowe i po prostu koszmarne? No ale jak zużyliśmy cały budżet na farbowanie włosów Clary na kolor 100% marchewa, to oczywistym było, że braknie nam na porządnych grafików. Tutaj jednak muszę przyznać im plus, bo w późniejszych odcinkach się poprawili. Najpierw wrzucali te komputerowo-paintowe stworki w każdą scenę, później przystopowali i zaczęli stawiać na jakość, a nie na ilość, przez co wartość estetyczna serialu wzrosła (chociaż więcej Daddario na ekranie też mogło mieć coś z tym wspólnego).

Sezon drugi gdzieś do połowy jest tak samo słaby jak ten pierwszy, ale jednak z każdym odcinkiem robi się lepiej, zauważalnie lepiej. Aktorzy poprawiają swoją grę, reżyserowie jakoś bardziej ogarniają, czego tak naprawdę chcą, a scenarzyści w końcu skupiają się na jednym scenariuszu i nie łączą kilku ze sobą. Ogólnie im dalej, tym lepiej. Końcówka i finał sezonu wypada naprawdę nieźle. Wszystkie łzy zaczynają być wiarygodne, większość relacji brzmi prawdziwie, a bohaterowie już nie zmieniają osobowości z odcinka na odcinek.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego ja to oglądałam, skoro tak naprawdę nigdy mi się to nie podobało? Otóż racjonalnego powodu znaleźć nie mogę, ale irracjonalny istnieje. Jako, że znam książkowy pierwowzór i darzę go sporą sympatią, po prostu chciałam być na bieżąco z tematem. Poza tym mnie znacie, ja zawsze brnę do końca, by móc później bez wyrzutów sumienia sobie ulżyć i dowoli powymyślać. Ale w tym wypadku żadna z tych rzeczy nie jest przyczyną. Tak naprawdę oglądałam całość dla Maleca, okej?



W pewnym momencie doszłam już do wniosku, że okej, dwa sezony, 33 odcinki to wystarczająco dużo czasu, który poświęciłam (a raczej zmarnowałam) na oglądanie tego serialu. Postanowiłam więc, że po trzeci sezon nie sięgnę, że nie dotknę go nawet patykiem, nawet nie popatrzę w jego kierunku. Ale cholercia, złamałam się, obejrzałam pierwszy odcinek i przepadłam. Następne 7 nadrobiłam jeszcze w ten sam weekend i z bólem serca rozpoczęłam oczekiwanie na emisję kolejnych.

Serial w końcu zaczął trzymać się kupy, reżyserowie polubili ciągi przyzynowo-skutkowe, a scenarzyści zaprzyjaźnili się z logiką. Oprócz tego aktorzy chyba wzięli trochę lekcji, by podszkolić swoje umiejętności i w końcu przestali grać na poziomie disneyowskim. Gdy postacie płakały, ja w końcu wiedziałam, dlaczego, a co najważniejsze, czułam to samo. Gdy się kłócili czy bili w ciemnym zaułku, ja dbałam o nich, chciałam, by nic im się nie stało. W tej chwili mogę z ręką na sercu powiedzieć, że uwielbiam relację między Clary a Isabelle, Isabelle a Alec i Jace, Simon i Kyle, Maia i Simon, a nawet Clary i Jace!

Za to jeśli chodzi o finał sezonu 3A… Omatkoświętacotusięodjaniepawliłojachcękolejnyodcinekwypraszamsobietyleniewiadomychbezodpowiedzi?!


Ogólnie trzecia seria, przynajmniej ta wyemitowana do tej pory część, pokrywa czwarty tom Darów Anioła, który ja absolutnie kocham i ubóstwiam. Nie pytajcie dlaczego, sama tego nie rozumiem. Po prostu tak jest. Ale kurczę, ten sezon przypomniał mi, jak kiedyś kochałam książkowe pierwowzory, jak wyczekiwałam na premiery kolejnych tomów, jak razem z przyjaciółką zaczytywałam się w świecie Nocnych Łowców. Finał spełnił moje oczekiwania, ba, chyba nawet wyszedł sporo poza nie. Oglądałam jak zahipnotyzowana, bo chciałam wiedzieć, co stanie się w moimi (już) ukochanymi bohaterami. A sposób, w jaki wszystko urwali, to totalna miazga. Pozostawiono nas z milionem pytań i z zerem odpowiedzi. W końcu twórcy sprawiają, że chce się czekać na ciąg dalszy! Tak się robi dobre seriale!

Nie będę tu już nawet wspominać o tym, czy Shadowhunters to dobra ekranizacja, bo chyba nawet używanie sformułowania „ekranizacja” w tym przypadku mija się z celem. Mamy co prawda tych samych głównych bohaterów obsadzonych w tym samym świecie, ale na tym podobieństwa się kończą. Wydarzenia z grubsza są te same, chociaż większość przybiera zupełnie inny wydźwięk. Coś, co w książce stanowiło główną oś fabularną, tutaj jest wątkiem pobocznym, który traktuje się jak zapchajdziurę. Coś, czego zaś w powieściach w ogóle nie było, jest centrum akcji przez minimum dwa odcinki. Dlatego ja już się poddałam ze znajdywaniem podobieństw, bo to po prostu było bezcelowe. Chociaż… można byłoby się pokusić o drinking game. Za każdym razem, gdy na ekranie dzieje się rzecz, której w Darach anioła nie było lub którą zmieniono, pijesz kieliszek. Bylibyście na podłodze już przy pierwszym odcinku, a ci z mocniejszą głową to może w połowie drugiego.



Może faktycznie ta produkcja zyskuje przy tym trzecim sezonie, może naprawdę on jest dobry i da się go oglądać. A może mnie poprzednie serie już tak ogłupiły, że mój mózg płata mi figle i zaczyna mnie zwodzić, że mi się to podoba. Może ktoś mnie zahipnotyzował? Albo stres związany z maturą objawia się w ten sposób? Zamierzam sprawdzić to do końca i dobrnąć do finału. Mam nadzieję, że nie piszę tych słów zbyt wcześnie i że nie spieprzą tego ponownie (chociaż się nie zdziwię, mają dużą wprawę w spieprzaniu rzeczy w tym serialu).

Także ten, jeśli zapatrujecie się na seans z tą niesamowitą produkcją, jaką jest Shadowhunters, to mam dla was kilka rad, w jaki sposób bezboleśnie można przebrnąć przez pierwszy sezon i połowę drugiego. Otóż polecam zaopatrzyć się w jakieś tabletki na uspokojenie i trzymać je zawsze pod ręką. Kilka głębszych także nie zaszkodzi, ale pamiętajcie! Nie łączcie z tabletkami, bo do drugiej serii nigdy nie dojdziecie. Także ten, także to, albo ogólnie można oglądać w formie podcastu, na przykład gdy wam się nudzi myjąc okna, składając pranie, albo gotując obiad na niedzielę. Taki zabieg ochroni was też przed oglądaniem marchewkowych włosów Clary.

Uwaga! Od drugiego sezonu charakteryzatorzy zdecydowali się na przyciemnienie marchewy i zrobienie z niej zwykłego rudzielca. #finally







 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





24 komentarze:

  1. Książki z tej serii podobały mi się, ale jakoś szybko o nich zapomniałam. Słyszałam sporo negatywnych opinii o serialu i nie planuję go obejrzeć, bo szkoda mi na to czasu. No i opinie na temat gry aktorskiej i ogólnie całej fabuły w Shadowhunters dodatkowo odstraszają mnie od tej produkcji. Trzy razy nie - dziękuję bardzo. :D
    Pozdrawiam! :)
    https://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczaki zacielam się gdzieś na początku drugiego sezonu i nawet nie pamiętam na którym odcinku skończyłam... Będę musiała sprawdzić historie wyszukiwania na laptopie. Mnie też serial zawiódł serię bardzo dobrze wspominam a relacja między clary a jacem w papierowej wersji była niezwykle fascynujaca natomiast w serialu.. Praktycznie żadnych emocji nic nie było a efekty specjalne to była jakaś porażka..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam apkę na telefon: Tv Show Time. Fajnie zaznacza obejrzane odcinki :D
      W serialu to w ogóle wszystko jest porażką, ale na szczęście jest tendencja wzrostowa

      Usuń
  3. Przyznam, że zaczęłam ten serial oglądać, ale potem uznałam, że w sumie nie chce mi się marnować życia. Nie umiem spojrzeć na to w inny sposób niż poważnie, bo ubóstwiam pierwowzór. O ile heheszki z pomarańczowej grzywy Kat były śmieszne, są śmieszne i będą śmieszne, o tyle nie mogę przeboleć tego, że nikt nie wziął ,,Darów Anioła" na poważnie. W filmie grali emeryci i nawet jeśli miało to coś wspólnego z serią książek Clare, o tyle serial nie ma już zupełnie nic.
    Naprawdę nie mogę przeboleć zrobienia po raz kolejny sieczki z czegoś dobrego, nawet jeśli to tylko adaptacja.
    Aaa, no tak. Zarówno w filmie, jak i w serialu (chociaż w serialu bardziej) jest dobra jedna rzecz.
    Malec.
    Finito.

    Pozdrawiam,
    Iza Heavy books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wziąłby się ktoś na serio za tę serię, przeczytał książki i zrobił to tak, jak napisała Clare. Już ewidentnie widać, że wszelkie zmiany nie wypalają. A serial naprawdę zasługuje na godną ekranizację.
      Malec <3

      Usuń
  4. Przyznaję się bez bicia, że cyklu Darów Anioła nie skończyłam czytać. Choć mam nadzieję, że w końcu to nadrobię.
    Serial oglądam z podobnymi odczuciami i bardzo się cieszę, że popełniłaś taki post. 1 i 2 sezon oglądałam tylko dla Maleca nie mogąc patrzeć na sztywną grę głównych bohaterów i ich katorżnicze miny. Nowy sezon faktycznie jest lepszy (choć zacięta mimika została). Mam nadzieję, że z każdym kolejnym odcinkiem będzie lepiej. Bo choć lotów jest niskich to jednak guilty pleasure...

    Pozdrawiam!
    Ewa z www.mybooksandpoetry.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie ma się nic lepszego do roboty, to tu się ten serial sprawdza idealnie :D

      Usuń
  5. Nie miałam w planach tego serialu, ale po Twojej recenzji pomyślałam sobie, że czas samemu spróbować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już zaczniesz, to koniecznie daj znać, jak ci się podoba i czy podzielasz moje zdanie xd

      Usuń
  6. Naprawdę? Ten serial mam sens bytu? Ja po kilku odcinkach drugiego sezonu sobie całkowicie odpuściłam. Nie mogłam w ogóle zrozumieć o co chodzi bohaterom i reżyserom. Nawet wątek Maleca, który wstępnie mnie zachwycał, poszedł w zapomnienie. Tym razem tylko książki. I chyba się to nie zmieni
    POCZYTAJ ZE MNĄ

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiechałam się czytając o tej marchewie. Sama nigdy nie mogłam się przekonać do tej bohaterki. I jeśli grałby tu Alex Pettyfer, którego lubię, nie zniosłabym tej Clary przy jego boku. :/ I muszę przyznać, że sama oglądałam ten serial z powodu Aleca <3 Chociaż ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, ale niedługo zacznę nadrabiać ten trzeci sezon :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój post tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że szkoda mojego czasu na oglądanie tej produkcji ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytam tytuł posta: "Co jest nie tak z serialem Shadowhunters?" i myślę sobie: wszystko.
    Dosłownie wszystko.
    Od tego ziemniaka z marchewką na włosach w roli Clary po Jace'a bez szyi, który zamiast świecić poczuciem humoru, to świeci jakimś takim głupem na twarzy.
    O świecących niczym u rycerzy Jedi mieczach i ludziach Valentine'a śmigających - z bliżej nieokreślonych powodów - w garniakach to już chyba nie trzeba wspominać.
    Któryś producent miał łeb na karku i dał dobrego kolesia w robi Aleca, żeby laski lizały monitory i to tyle.
    Obejrzałam cały jeden odcinek pierwszego sezonu i chyba sześć drugiego - usilnie próbując sobie wmówić, że hej! To da się oglądać - i mam dosyć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja odpuściłam oglądanie po 2 odcinkach drugiego sezonu. Jedynie co mi się podoba to soundtrack :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam w planach przeczytać najpierw całą serię a potem zacząć serial, ale coś mi się wydaje, że mi się to nie uda :D Na książki już w ogóle nie mam ochoty, a zmuszać się zamiaru nie mam - w końcu w czytaniu nie o to chodzi. Serial myślę, że obejrzę za jakiś czas, ale marchewa i sztuczność już mnie przeraża :( Najgorsze jest to jak aktor jest sztuczny. Swoją drogą kto daje rolę takim sztywniakom.. A do książek może jeszcze kiedyś się przekonam, ale jeśli nie, to ubolewać też nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Może dlatego to weszło od połowy 2 sezonu na inny poziom bo prawa do serialu przejął Netflix? A Netflix rządzi się swoimi prawami, prawdopodobnie zmienili połowę pracowników i mamy efekt taki, że przyjemniej się to ogląda

    OdpowiedzUsuń
  13. Zanim przeczytałam Twój post od razu odpowiedziałam sobie na pytanie z tytułu: wszystko. Kompletnie wszystko.

    Odpuściłam sobie oglądanie tego serialu po 3 odcinkach. NIKT, dosłownie NIKT z obsady nie pasował mi do bohatera którego miał grać... Mój biedny Jace, taka szkaradna gęba :D Z resztą ten typek z filmu to też nie był "mój Jace". Bleh.
    Uwielbiam świat nocnych łowców ale ten serial jest taki słaby, porażka. Tam na prawdę nie trzeba było nic zmieniać, nic dodawać - scenariusz mieli praktycznie gotowy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oglądałam wszystkie odcinki, bo mam sentyment do tej serii :-) Książki uwielbiam i chciałam zobaczyć jak im to wyjdzie. Alec i Isabelle najlepsi moim zdaniem :-D

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak nie oglądam seriali, tak na ten miałam ochotę ;) i powiem szczerze, że go obejrzę, bo lubię ponarzekać na wszystko, co będzie mnie wkurzało :D
    A już widzę, że będzie mnie wkurzał na przykład Jace ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja mam wrażenie, że masz ubogie poczucie estetyki i czegokolwiek. Jakby serial byłby naprawdę taki zły, to już dawno byś przestała ogladac. Przyczepienie się do odcienia rudosci Clary to już kosmos, serio. A tak w ogóle to weź parę lekcji jak pisać artykuły, bo strasznie ciężko się czyta. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślałam, że tylko ja mam taki problem z grą aktorską Kat i jej tymi strasznymi włosami. XD I te "efekty specjalne"... Czy oni nie widzieli, że to wygląda koszmarnie? Też się zastanawiam, dlaczego ja to dalej oglądam. XD Daddario i Malec. XD ♥ Ostatniego sezonu jeszcze nie zaczęłam, ale dobrze wiedzieć, że jest nieco lepiej. ;D
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie już ta książkowa wersja szła bardzo topornie i nie przebrnęłam przez pierwszą część, także serial sobie chyba odpuszczę, choć ciekawi mnie dosyć, bo lubię takie fantastyczne produkcje, ale boję się, że ta gra aktorska mnie zabije po prostu. ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)