Napisanie
tej recenzji będzie twardym orzechem do zgryzienia, już to czuję, a piszę dopiero
wstęp. Także słowem wyjaśnienia, Toń
to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Kisiel, więc nie miałam bladego
pojęcia, czego mogę się spodziewać. Tym bardziej, że większość czytelników
zgodnie twierdziła, że to zupełnie inna powieść niż wszystkie poprzednie, że
jest poważna i niepowtarzalna. Zaraz wam powiem, czy jako laik MartoKisielowski
się z tym zgadzam, czy nie.
Dobra,
akapit drugi, a ja już napotykam pierwszy problem. Teraz teoretycznie powinnam
wam przybliżyć fabułę Toni (tak to
się odmienia? Houston?), no nie? Ale kurczę, jeśli napiszę, o czym naprawdę
jest powieść, czuję, że zabiorę wam przyjemność z odkrycia tego samemu, także
tym razem zrobię to w inny sposób i spróbuję przekazać wam treść w kilku
zdaniach. Bo nie wiem, czy wiecie, ale w domu u ciotki Klary obowiązuje zasada
trzech nigdy; nigdy nie wpuszczaj nikogo za próg. Nigdy nie zostawiaj pustego
mieszkania. Nigdy nie wspominaj, co stało się z rodzicami.
No
więc dobra, to lecimy z tym koksem. Jak już wspominałam, Toń to moja pierwsza randka z Ałtorką. Nie znam jej dowcipu, pióra
i sposobu tworzenia bohaterów. Obiło mi się jednak co nieco o uszy. Do tej pory
słyszałam, że Kisiel tworzy śmieszne historie, w których humor gra główne
skrzypce. Przez same te opinie chcąc nie chcąc wyrobiłam sobie jakieś zdanie na
temat tej pani. Teraz zaś wszyscy wtajemniczeni mówią, że Toń jest poważna. Ewa przerobiła sobie to stwierdzenie w swojej
blond główce i wywnioskowała, że w Toni
znajdziemy tak; bohaterów co najmniej z czterdziechą na karku lub starszych, kryzys(y)
wieku średniego, może trochę morderstw i problemy, z których śmiać się nie
wypada. A tu się okazuje, że nie mogłam być w większym błędzie.
Toń
ma fabułę z jednej strony unikalną, ale z drugiej to tak nie do końca.
Przywodziła mi na myśl pewne rzeczy z Harry’ego Pottera i Trylogii czasu (haha, teraz domyślcie się, które „rzeczy” dokładnie
mam na myśli). O dziwo, chociaż pomysł jest dość wtórny, został wykorzystany w
kreatywny sposób. Kisiel wzięła popularną i znaną ideę, ale zaadoptowała ją do
naszych realiów, polskiego światopoglądu i okrasiła sporą dozą swojej
wyobraźni. Efekt końcowy jest niepowtarzalny, znakomity i przede wszystkim
interesujący, ale kurczę, dla mnie zupełnie nie chodzi w kategorii „poważny”.
Ma w sobie pierwiastek fantastyczny, historyczny, ale poważny? Nieeee.
Okej,
mamy fabułę, bynajmniej nie poważną. To co, jeszcze do kompletu pasuje
powiedzieć coś o bohaterach? Dżusi to moja absolutna mistrzyni. Popyrtana,
najpierw zrobi, potem pomyśli, a do tego sposób, w jaki klnie, jest bezcenny.
Przez całą powieść próbowałam wykminić, jakim cudem Ałtorka wpadła na pomysł,
by nadać Justynie zdrobnienie „Dżusi”? Potem sprawa się wyjaśniła, a ja byłam
mocno niepocieszona. No ale dobra, dla ludzi dziwniejsze rzeczy stanowią
inspirację do tworzenia pseudonimów, więc nie będę czepiać się Justynki.
Dżusi
przypadkiem zdarzyło się też mieć siostrę, Eleonorę. To ta poważniejsza z ich
dwójki, samo jej imię brzmi dorośle, a wykonywany zawód – bibliotekarka –
przywodzi na myśl nudną i pełną zasad kobietę. Słusznie! Taka właśnie jest
Eleonora. Chodzi jak w zegarku, trzyma się ustalonych zasad i wszystko ma pod
kontrolą. Pierwsze wrażenie, jakie na mnie wywarła, na pewno nie było
pozytywne. W pierwszej chwili byłam gotowa znielubić tę postać, ale na
szczęście później się okazuje, że Eleonora owszem, jest sztywna, ale też potrafi
człowieka zaskoczyć (i to niejednokrotnie).
Mamy
jeszcze Klarę, ciotkę sióstr. Ta bohaterka także nie jest zero jedynkowa, a
oceniając ją bez znajomości całego obrazka, można wysnuć błędne wnioski. I
tutaj znowu, na samym początku Kisiel przedstawia nam ją jako zrzędliwą ciocię
klocie, która uwielbia zakazy, jest apodyktyczna, a równocześnie ma milion
paranoi, które mają swoje przełożenie na wychowanie siostrzenic. Ha! Żebyście
tylko wiedzieli, dlaczego tak się zachowuje! (Wiem, że nie wiecie, po prostu w
mało subtelny sposób unikam odpowiedzi i wyjaśnienia wątku, a jednocześnie
próbuję was zaintrygować, byście sprawdzili sami).
Płeć
brzydką w Toni reprezentuje kilku panów,
z Gerdem na czele (bo chyba polubiłam go najbardziej). To fajny, inteligentny
facet, który nie dostaje małpiego rozumu na widok baby. Obok niego mamy też
Karolka, który jest uroczym człowieczkiem z wielką pasją i naturą odkrywcy. A
na deser Ramzes z łysą glacą.
A
wspominałam, że tajemnica związana ze zniknięciem rodziców Dżusi i Eleonory
jest genialna, błyskotliwa i niespotykana? I że przyciąga uwagę czytelnika w
każdym momencie powieści? Sprawia, że chce się czytać dalej, byleby tylko móc
dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się przed laty? Nie? A, to właśnie
wspomniałam.
Rzekoma
powaga w Toni odznacza się pewnie na
tle innych powieści Marty Kisiel. Ja, jak już mówiłam chyba ze dwa razy, nic od
niej wcześniej nie czytałam i dlatego nie sądzę, by tak było. Bo kurczę blade w
cieście pieczone, w Toni roi się od
śmiesznych dialogów, gagów i humorystycznych scenek. A jeśli tutaj śmiałam się
średnio co kilka stron, to znaczy, że inne książki tej pani będą bawić mnie
jeszcze bardziej? W takim wypadku okej, może rzeczywiście jest poważna (ale
tylko w kontraście z innymi historiami).
Jak
tak patrzę, to nie zanotowałam sobie żadnego minusa dotyczącego Toni (chociaż czekajcie, fakt, że tytuł
cały czas sprawia mi trudności przy odmianie przez przypadki, zasługuje na
potępienie). To chyba o czymś świadczy. Marta Kisiel stworzyła świetną powieść,
która mimo umiejscowienia w jakimś tam naszym Wrocławiu, jest na światowym
poziomie i zasługuje na rozgłos, pochwały i aprobatę. A! A przede wszystkim
zasługuję na tę piękną okładkę, jakiej się dorobiła!
Macie
jeszcze jakieś pytania? Nie? To ja zostawię was z jednym. Tońcie. Chyba
potraficie?
Za
możliwość przeczytania i zrecenzowania powieści dziękuję wydawnictwu Uroboros

Tytuł: Toń
Autor: Marta Kisiel
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 416
Cena: 39,99 zł
Mobilność: M
Nie znam autorki, ale jestem ciekawa jak ja bym odebrała książkę :) Jeśli będę miała możliwość przeczytania jej, to na pewno to zrobię :)
OdpowiedzUsuńhttp://whothatgirl.blogspot.com
Aktualnie czytam Dożywocie i humor Ałtorki mnie powala! Myślę, że niedługo uda mi się poznać Toń, bo ta historia z rodzicami bardzo mnie interesuje. Jestem ciekawa, co tym razem powstanie. A Ty czytaj inne książki Marty Kisiel :D
OdpowiedzUsuńhttp://pozeram-ksiazki-jak-ciasteczka.blogspot.com/2018/05/18-o-mnie-monolog-z-ksiazka-w-doni.html
Nie znam tej autorki i chyba pora to nadrobić :)
OdpowiedzUsuńMusze koniecznie sięgnąć po tę książkę. :)
OdpowiedzUsuńJeszcze nie czytałam "Toni", a i innych książek autorki nie znam. Niebawem się przekonam czy i mnie się spodoba.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko,
martynapiorowieczne.blogspot.com
Martę Kisiel znam i uwielbiam, czytałam jej "Dożywocie" i "Siłę niższą", które Ci gorąco polecam :) A na "Toń" już się szykuję, bo czeka na po-Pyrkonowym stosie hańby :D
OdpowiedzUsuńFantastycznie napisana i pomyślana powieść :)
OdpowiedzUsuńChcę zacząć czytać polskie książki częściej, bo ludzie chwalą. I zacznę od Marty Kisiel, bo jej książki mają wielką aprobatę. :) I Toń... ta książka mnie kusi, więc chyba ta książka będzie moją pierwszą książką autorki. :)
OdpowiedzUsuńpotegaksiazek.blogspot.com
Lubie czytać Twoje teksty, zawsze doszukuję się w tej lekkiej kąśliwości i przewrotności chęci dogryzienia komuś, a nie zawsze jednak można ją znaleźć :)
OdpowiedzUsuńKsiążka ostatnio często rzuca mi się w oczy (dosłownie - ta okładka jest świetna!). O Marcie Kisiel też słyszałam bardzo dużo dobrego, szczególnie jeżeli chodzi o humor i chyba najwyższy czas skonfrontować te wszystkie pogłoski z prawdą. I myślę, że "Toń" będzie książka idealną do tego. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Kulturalny rozgardiasz
Tym razem nie dla mnie
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia, ale ksiażka raczej nie w moja gusta...
OdpowiedzUsuńCzytają tytuł wpisu myślałam że to będzie post o asertywności.
OdpowiedzUsuńNie znam żadnej książki tej autorki, ale chętnie uTonę ;)
OdpowiedzUsuńNie znam książki, ale tytuł mnie zaintrygował i będę chciała przeczytać ją.
OdpowiedzUsuńNie czytałam jeszcze żadnej powieści tej autorki, ale zamierzam to zmienić. "Toń" zbiera tyle pozytywnych opinii, że może zacznę właśnie od niej.
OdpowiedzUsuńNic nie czytałam tej autorki i niby każdy zachęca i twoja recenzja też jest pozytywna i nawet ostatnio nastawilam się że toń przeczytam... Ale teraz sama nie wiem :/
OdpowiedzUsuńRęcenzja zachęca do przeczytania
OdpowiedzUsuńtarung ayam jago bangkok ! ! !
OdpowiedzUsuńMysle ze to ciekawa pozycja ;)
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że z tą ,,poważnością" chodzi o to, że poprzednie książki Kisiel to od góry do dołu komedie. Prawdę mówiąc, nie czytałam jeszcze ,,Toni", więc nie mogę porównać poziomu powagi w tej powieści z ,,Dożywociem", ale tak, właśnie wydaje mi się, że to przez to, że poprzednie pozycje od pani Marty ociekają humorem. :)
OdpowiedzUsuńTa książka była naprawdę dobra i liczę, że pewnego dnia pojawi się kontynuacja. A z kolei odmiana tego słowa... Taaa, to sprawia wielkie problemy.
OdpowiedzUsuńPiękna okładka to pierwsze co myślę kiedy widzę tą książkę, poza tym zawsze ją widzę gdy wchodzę na instagrama. Jestem ciekawa co jest takiego w tej książce, bo czytałam wiele pozytywnych opinii. Musze się przekonać co takiego jest w tej książce.
OdpowiedzUsuńBuziaki :*
Fantastic books
Spotkałam się już z twórczością tej autorki, ale jeszcze nie miałam okazji przeczytać jej najnowszej książki. Chyba dopiero w wakacje będę miała okazje.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk
Tym razem nie mój gust :D
OdpowiedzUsuń