niedziela, 11 listopada 2018

Szatan, okultyzm i czarownice czyli "Chilling Adventures of Sabrina" [RECENZJA SERIALU]


Ten post miał w ogóle nie powstać. To znaczy miałam plan, by krótko opisać wam moje wrażenia na temat nowej Sabriny w jednej z odsłon cyklu „Seriale? Seriale”, ale mam wam tyle do powiedzenia, że po prostu muszę to wszystko z siebie wyrzucić w trochę większej objętości tekstu.

Pamiętacie sitcom pod tytułem Sabrina, nastoletnia czarownica? Kochałam (i dalej kocham!) ten serial. Jakiś czas temu pisałam wam, że postanowiłam zabrać się za jego oglądanie od początku, by poznać tę historię od A do Z, bo nigdy nie obejrzałam wszystkich odcinków po kolei, zawsze jakoś wyrywkowo, gdy akurat trafiałam na jakiś w Polsacie. Także jestem na świeżo i mam doskonałe porównanie między tymi dwoma produkcjami.

I już tutaj przy początku warto zaznaczyć kilka rzeczy, na które ja sama się nabrałam, gdy usłyszałam pierwsze pogłoski o powstaniu Chilling Adventures of Sabrina. Najpierw, nie mam pojęcia dlaczego, ale wydawało mi się, że twórcy postanowią wrzucić Sabrinę do Riverdale. Bo wiecie, były informacje, że Sabrina także pochodzi z Archie Comics, że ją zekranizują i że to będzie w świecie Riverdale. Nie wiem jak wy, ale ja sobie wykminiłam, że tam w trzecim, może w czwartym sezonie Sabrina będzie po prostu pełnoprawną bohaterką w Riverdale i tym samym wprowadzi do tego serialu wątek paranormalny. Byłam też przekonana, że Chilling Adventures of Sabrina to będzie swego rodzaju remake tej starej Sabriny. Wisienką na torcie była dla mnie informacja, że w rolę Harvey’a wcielać się będzie Ross Lynch. Zupełnie mi ten aktor nie pasował do tej postaci, ale no cóż, może źle nie będzie.

No więc teraz czas na wyjaśnienia, bo powyższy akapit zdecydowanie mija się z prawdą. Z tego co wiem, to Archie Comics posiada dwie zupełnie różne serie komiksów o Sabrinie. Pierwszy to Sabrina, nastoletnia czarownica – uroczy, familijny i zabawny, którego ekranizację mogliśmy już oglądać 20 lat temu. A drugi to Chilling Adventures of Sabrina – mroczny, z wieloma elementami okultyzmu i szatanem na porządku dziennym, który niedawno został przekształcony w serial. Za produkcję odpowiedzialni są ci sami ludzie, co robią Riverdale (strach się bać, bo… no to nie wróżyło nic dobrego), a do tego akcja rozgrywa się w Greendale czyli w miasteczku po drugiej stronie Sweetwater River (tak, Riverdale jest tuż obok).


New Chilling Adventures of Sabrina Photos Released

Byłam jednocześnie bardzo podekscytowana tą nową odsłoną Sabriny, a jednocześnie bardzo się bałam, że będzie ona tak samo słaba jak Riverdale. I powiem wam, że w sumie to nie było czym się martwić, bo z tego, co się dowiedziałam, to za taki obrót spraw w Riverdale odpowiedzialna jest stacja CW, która współpracuje z Netflixem przy produkcji i to ona wymaga pewnych nielogicznych rozwiązań (cholera wie dlaczego), niejako wiążąc ręce twórcom. Sabrina to na szczęście samodzielna netflixowa produkcja, do której nikt się nie wtrąca.

Przez pierwsze trzy odcinki nie byłam do końca zadowolona, bo wielokrotnie miałam myśl „co ja do cholery oglądam?”. Można je porównać trochę do najnowszego sezonu Riverdale, tylko zostały one dużo lepiej zrobione, bo jednak od początku twórcy zakładają pewne realia, że mamy do czynienia z serialem fantastycznym. W czwartym odcinku zaczęło robić się dużo lepiej. I tu już zaczęły nachodzić mnie myśli, że w sumie to, co oglądam, nie jest złe. Ba, że jest nawet całkiem niezłe. No a od piątego ciężko było mi się oderwać, bo końcówka każdego epizodu rozwiązywała jakiś wątek, a jednocześnie wprowadzała kolejny i sprawiała, że koniecznie musiałam poznać ciąg dalszy.

Chilling Adventures of Sabrina ma naprawdę bardzo mało wspólnego z Sabriną, nastoletnią czarownicą. Jedynymi punktami wspólnymi są bohaterowie, ale to i tak nie do końca, bo jak Sabrina, Harvey, Zelda i Hilda jako tako sobie odpowiadają, to na tym wszelkie podobieństwa się kończą. Te nowe przygody panny Spellman są bardzo mroczne. Już na samym wstępie zaczynamy od szesnastych urodzin głównej bohaterki i… jej czarnego chrztu. Później nie robi się wcale mniej poważnie. Rytualne morderstwa, używanie magii do niewłaściwych celów czy błędy przy czarowaniu będą na porządku dziennym. Do tego czczenie szatana, uwielbianie się w demonach, ozdabianie domów pentagramami i uczęszczanie do Kościoła Nocy, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Ah, no i zapomniałabym! Spellmanowie prowadzą zakład pogrzebowy, więc trupów w tym serialu nie brakuje.

Bohaterowie są naprawdę świetnie wykreowani. Nie spodziewałam się, że w taki sposób poprowadzą postać Zeldy. Troskliwej i dbającej o bratanicę ciotki, a jednocześnie twardej kobiety, która nie da sobie w kaszę dmuchać i zawsze znajdzie sposób, by postawić na swoim. A Hilda, Hilda to złoto! Jej akcent, jej sposób bycia, jej empatia!



I tak naprawdę moja jedyna uwaga (no, prawie, ale to o tym za chwilę) dotyczy sposobu gry aktorskiej głównej bohaterki. Niby źle nie jest, ale dobrze w sumie też nie. Widać spore różnice między grą Kiernan Shipki a resztą obsady, bo niestety, ale Shipka według mnie wygląda tak, jakby się urwała z serialu na Disney Channel. Jest trochę nienaturalna, przerysowana i gra trochę jak taka gwiazdka Disneya. Co jest paradoksalne, bo bardziej spodziewałam się tego po Rossie Lynchu, a tu niespodzianka! Lynch jako Harvey spisuje się całkiem nieźle i w niczym nie przypomina swoich poprzednich disneyowskich ról.

Za to rzecz, która boli mnie najbardziej, to Salem. Pamiętacie tego fenomenalnego gadającego kota z Sabriny, nastoletniej czarownicy? No to cóż, nie chcę was martwić, ale Salem w Chilling Adventures of Sabrina… nie gada. Twórcy niejako rozdzielili tę postać na dwie; z jednej strony mamy słodkiego i uroczego czarnego kota, który wnosi jedynie walor estetyczny do tego serialu, z drugiej zaś Ambrose’a, kuzyna Sabriny, który zawsze jest gotów do pomocy, okrasza sceny swoimi sarkastycznymi żartami i właśnie odbywa swój długoletni areszt domowy. Mam wielką nadzieję, że w drugim sezonie Salem jednak przemówi, bo jak to tak, serial o czarownicach bez gadającego kota?

Zaś jeśli o minusy chodzi, to jako takich ich nie znalazłam, ale niestety wyłapałam dwie rzeczy, do których po prostu muszę się doczepić. Chilling Adventures of Sabrina momentami serwuje widzom okrutnie ekspozycyjne dialogi. Tutaj nie ma za wiele miejsca na domysły, widz nawet nie ma okazji na samodzielne odczytanie uczuć z twarz bohaterów czy dodanie dwa do dwóch przy kolejnych scenach, bo bohaterowie wszystko mu powiedzą. Wszystko. Dosłownie wszystko.


Sabrina and Harvey

No i też niestety, ale Sabrina wolna od schematów nie jest. Niektóre rozwiązania doskonale znamy z innych seriali tego gatunku, więc mniej więcej wiemy już, jak potoczą się niektóre wątki. I oczywiście w szkole musiano zadać uczniom zadanie, by zbadali przeszłość swoich rodzin, przez co oczywiście przypadkiem dowiedzieli się, że ich rodziny nie są takie, jak im się wydaje. Jakoś tę akcję trzeba było pchnąć do przodu, a dobrze wiemy, że nastolatkowie bez przymusu nie lubią szperać w starych rzeczach na strychu i wczytywać się w zakurzone papiery.

I chyba to by było na tyle! Według mnie Chilling Adventures of Sabrina wypadło naprawdę nieźle. To takie połączenie dobrych aspektów Riverdale z demonicznymi rzeczami alla Supernatural, co daje naprawdę niezłe razem wypada. Jest sporo mroku, są nawet jump scary (więc się nie zdziwcie!), a odcinek bez szatana i elementów okultystycznych nie istnieje. Także jeśli lubicie takie klimaty, albo wam to po prostu nie przeszkadza, to ja szczerze polecam. Sama nie mogę się doczekać doczekać drugiego sezonu, bo jestem ciekawa, co wydarzy się dalej!



 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać



14 komentarzy:

  1. Obejrzałam cały sezon na jednym posiedzeniu - nie żałuję :D
    Podobnie jak ty byłam lekko zawiedziona faktem, że Salem nie mówi... tym bardziej, że w 2018 roku są możliwości techniczne, żeby to wyglądało epicko! Bo umówmy się ale ten "stary" Salem wyglądał momentami koszmarnie ;)
    Natomiast baaardzo podoba mi się zastąpienie gadającego kota postacią Ambrosa - bardzo go polubiłam.
    Coś co mnie nie dawało spokoju to podobieństwo głównej aktorki do Emmy Watson... miałam wrażenie, że brakuje jej różdżki w ręce, coś mi sie nie zgadzało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam w planach obejrzeć jak tylko znajdę trochę więcej czasu :) Jestem ciekawa, czy mi się spodoba :D
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie planuję oglądać, bo to nie moje klimaty, a "Sabriny nastoletniej czarownicy" też nie oglądałam z wielkim zapałem :)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem po obejrzeniu dwóch odcinków i właśnie czegoś mi brakuje. Mam nadzieję, że faktycznie się rozkręci :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie widzialam pierwotnej Sabriny, ale ta nowa oglądałam i sama niedawno o niej pisalam. Mialam podobnie jak ty, ze pierwsze odcinki takie co to jest a potem nie moglam sie oderwać. Czekam na drugi sezon ❤️
    Kasikowykurz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wlasnie jestem na 4 odcinku i mialam rowniez mieszane odczucia, ale teraz patrze przyjazniej w strone tego serialu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Serial ogląda się dość szybko, ale dla mnie był przeciętny. Nie porwał jakoś wybitnie, ale nie mam również wobec niego szczególnych zażaleń.

    OdpowiedzUsuń
  8. To... nie moje klimaty. :D Chciałabym oglądnąć, ale po prostu nie lubię takiej tematyki, trochę tak prawdę mówiąc mnie to przeraża. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Kusi mnie Sabrina, nęci jak tylko odpalę Netflixa, ale jakoś od kilku dni nie mogę się przemóc. Czytałam wiele negatywnych recenzji, Twoja trochę mnie zachęciła, ale na razie dalej odkładam "do obejrzenia innym razem" ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam jak dawniej oglądałam ten serial. Uwielbiałam go. Już nie mogę się doczekać gdy do niej wrócę. Ciekawe, czy mi się spodoba

    OdpowiedzUsuń
  11. Trochę przejadły mi się takie klimaty, ale kto wie - wieczory coraz dłuższe, to może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Coś zdecydowanie dla mojej córki, uwielbia takie klimaty, jeśli jeszcze nie zna, chętnie podsunę pomysł. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla mnie tej mroczności jest za wiele. Uwielbiam historie z elementami magii, z wampirami, wilkołakami i całą tą paranormalnością, jednak czczenie szatana? uwielbienie dla demonów? dla mnie przegięcie i coś co wzbudza od razu moją czujność.
    kreatywnienafotografii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Jest ta produkcja na mojej liście netflixowej, ale wiesz, jak jest... ja moich Kochanych kłoptów nie oglądałam od tygodnia!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)