środa, 8 maja 2019

Możesz wypowiedzieć tylko 100 słów dziennie, bo jesteś kobietą - "Vox" Christina Dalcher [RECENZJA]


Czyżbym trafiła na największe rozczarowanie tego roku już na samym początku maja? I to jeszcze przy okazji książki, na którą czekałam z wypiekami na twarzy i ogromnym podekscytowaniem, bo kupił mnie pomysł na fabułę.

Wyobraźcie sobie świat, w którym połowie społeczeństwa nagle odbiera się prawo wykonywania swojego zawodu, wyjazdu z kraju czy nawet prawo do mówienia. Przeciętny człowiek wypowiada około 16 tysięcy słów dziennie. W świecie, w którym żyje Jean McClellan, kobiety mogą wypowiedzieć tylko sto.

Musicie przyznać, że pomysł na uciszenie kobiet, to majstersztyk i wielka nowość sama w sobie. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim konceptem, by to w tę stronę poszła przyszłość naszego świata. I wszystko byłoby cudownie, gdyby autorka umiała wytłumaczyć, czemu nałożenie tych wszystkich limitów na kobiety na służyć. Rozczarowałam się ogromnie, bo wyjaśnienia na tę sytuację tutaj nie znalazłam. Dlaczego rząd postanowił uciszyć kobiety? Wygląda to na czyjąś fanaberię wcieloną w życie „bo tak”. I na tym kończą się jakiekolwiek argumenty. Na więcej nie mamy co liczyć. I chociaż lekturę skończyłam kilka dni temu, to do tej pory się głowię, na co to komu wszystko było, bo rodziło to same problemy i nie niosło ze sobą żadnego pożytku.

SPOILER ALERT. W dalszej części recenzji mogą znajdować się spoilery. Niezbyt istotne dla samej fabuły, ale jednak spoilery, więc jeśli ktoś jest bardzo wyczulony, to niech przejdzie do akapitu, w którym odwołuję alarm.

Główna bohaterka jest piekielnie niezdecydowaną osobą i nie budzi sympatii czytelnika. Sama nie wie, czego chce, zmienia zdanie z prędkością światła. Myśli jedno, mówi drugie, a robi jeszcze trzecie i czepia się, że przecież chodziło jej o czwarte. Sama jej relacja z mężem jest ciekawym wątkiem w tej książce. Na pierwszych stronach dowiadujemy się, że ich miłość przetrwała nowe zasady, że jej mąż zachowuje się wzorowo w obecnej sytuacji i że bardzo się kochają. Pięć rozdziałów później się okazuje, że to w sumie nigdy się nie kochali i tak naprawdę, to zdradza go od dłuższego czasu. Konsekwencja została zachowana, prawda?

Autorka poszła po bandzie jeśli chodzi o zachowanie najstarszego syna. Nie spotkałam na swojej drodze większego gbura i hipokryty. W świecie, w którym dzieje się akcja Voxa, seks przedmałżeński jest przestępstwem. Co robi Seven? Uprawia seks ze swoją dziewczyną (co prawda za jej inicjatywą, ale kto by się zagłębiał w szczegóły), po czym na nią donosi. Dziewczyna zostaje ukarana, a on dostaje pochwałę, że zachował się jak wzorowy obywatel.

I jest jeszcze ta cała idea „buntu”, chociaż to chyba zbyt duże słowo na to, co się tutaj dzieje. To jedna wielka komedia. W Igrzyskach śmierci ten motyw wypadł milion razy lepiej, a przecież Igrzyska to tylko zwykła młodzieżówka. Vox natomiast próbuje aspirować do czegoś znacznie większego, co mu nie wychodzi w żadnym calu.

KONIEC SPOILERÓW.

Na przestrzeni całej powieści panuje ogromny chaos. Na każdym kroku możemy natrafić na niepotrzebne i nic niewnoszące retrospekcje, które pojawiają się w najbardziej przypadkowych momentach. Bohaterka robi sobie poranną kawę, łapie przy tym zawiasa, zaczyna wspominać jak to kiedyś imprezowała z przyjaciółką, robi na ten temat dygresję na pięć linijek po czym wraca do parzenia kawy jak gdyby nigdy nic. I takich kwiatków możemy wypatrywać po kilka w każdym rozdziale.

Vox skupia się w głównej mierze na polityce. I na władzy, która znajduje się w rękach… gburów i idiotów. Nie żeby to było jakieś specjalne zaskoczenie w tej kwestii. Po prostu w tym konkretnym przypadku boli to podwójnie. Z reguły jeśli rządzący wprowadza tak ostre reguły, to ma w sobie jakąś dozę charyzmy, umie porwać tłumy, by szły za jego ideologią. Popatrzmy na Hitlera czy Stalina, to są doskonałe przykłady. Natomiast tutaj głównym dowodzącym jest skończony idiota, a jego armia przybocznych jest jeszcze głupsza. Ich pomysły są tak idiotyczne i nietrzymające się kupy, że ja naprawdę się zastanawiam, jakim cudem oni w ogóle doszli do władzy i że społeczeństwo stosuje się do ich wytycznych. Pięciolatek potrafiłby wymyślić coś bardziej spójnego i mającego więcej sensu niż ci tutaj. A autorka kreuje ich na wielkich geniuszy i manipulatorów! Tylko fajnie by jeszcze było, jakby za słowami i opisami szły odpowiednie czyny.

Jedno jest pewne – Vox niemiłosiernie frustruje. Szczególnie kobiety. Bo to jest niewyobrażalne, że praktycznie z dnia na dzień przychodzi sobie jakiś człowiek i odbiera nam wszystkie prawa, o które tak skrupulatnie walczyły starsze pokolenia. Ale z drugiej strony – cały ten pomysł jest tak absurdalny, że naprawdę nie mam pojęcia, co musiałoby się stać, by stał się prawdą.


W podziękowaniach możemy wyczytać, że książka powstała w ciągu dwóch miesięcy. To chyba znalazłam odpowiedź na pytanie, czemu jest tak bardzo niedopracowana i zawiera mnóstwo błędów logicznych. Chcę wierzyć, że jeśli poświęcono by jej trochę więcej czasu i przeczytano ją te kilka razy więcej, wyłapano by 90% z nich. A póki co Vox jest dla mnie ogromnym rozczarowaniem i kolejnym przykładem wzorowo zmarnowanego potencjału.




Fakty objawione: 
Tytuł: Vox
Tytuł oryginału: Vox
Autor: Christina Dalcher
Tłumaczenie: Radosław Madejski
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 416
Grubość grzbietu: 2,9 cm
Cena: 44,90 zł
Mobilność: M



 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać



12 komentarzy:

  1. Chciałam przeczytać tę książkę, ale jednak po tej recenzji rezygnuję... A tak mnie ta książka atakowała ze wszystkich stron.

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie ta książka również była wielka klapą, a wiarygodność świata przedstawionego na poziomie zerowym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi, jakby ktoś zauważył, że "Opowieść podręcznej" się dobrze sprzedaje, i że w ogóle dystopijne opowieści o prześladowaniu kobiet się sprzedają i brzmią mądrze, to spróbuję napisać coś podobnego, co z tego, że nieco brakuje mi do tego wiedzy i zdolności :P Auć, brzmi jak nastawienie na zyski.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej się nie skuszę.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam i mi się podobało, aczkolwiek ja też nie jestem jakąś tam tak mega wymagającą czytelniczką ;).
    Bardzo zainteresował mnie ten motyw, ze stoma słowami dziennie, ale zirytował mnie nieco ten romans Jean, choć nad tym po prostu przeskoczyłam. Natomiast Steven i kreacja jego postaci to bardzo dobry przykład tego, jak media, w tym przypadku polityczne mają wpływ na dorastającą, dopiero wchodzącą w życie młodzież.
    Osobiście nie oceniłam jej źle, aczkolwiek wspomniana przez kogoś wyżej Podręczna z podobnym motywem była o niebo lepsza :)

    Pozdrawiam serdecznie, Niedoskonała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nienawidzę chaosu w powieściach, więc raczej odpuszczę sobie lekturę... Pozdrawiam
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
  7. Cholerka, a myślałam, że to będzie coś naprawdę WOW. Czekałam na nią w zasadzie od chwili, kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach, bo tak jak Ciebie ujął mnie świeży pomysł, no i - nie ma się co oszukiwać - problematyka. A tu się okazuje, że to mały koszmarek... No szkoda. Nie cierpię bylejakości i argumentowania na zasadzie "bo tak", więc chyba sobie odpuszczę i nie będę się denerwować.

    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. O, to teraz nie wiem, czy chcę po nią sięgać. Do tej pory spotykałam się wyłącznie z pozytywnymi recenzjami i byłam naprawdę zaciekawiona, ale po Twojej już niekoniecznie :D
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny pomysł, owszem. Trochę przypomina mi ten film z Murphym, ale on chyba mógł wypowiedzieć tylko sto słów do końca życia (?), ale twoja recenzja mnie nie zachęciła do książki i pewnie za chwilę o niej zapomnę. Swoją drogą tytuł jak nazwa salonu meblowego :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Na początku przy okazji premiery, również strasznie chciałam ją przeczytać, ale powiem szczerze, że po wielu opiniach, nie tylko twojej, mam na nią coraz mniejszą ochotę. Może kiedyś, przez resztki ciekawości...ale pewnie tego pożałuję ;/

    mrs-cholera.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Po tym wpisie jestem przekonana, że na pewno bym jej nie przeczytała. ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)