niedziela, 27 stycznia 2019

Ile książek kupiłam w 2018 roku? [BOOK HAUL Z CAŁEGO ROKU]


W zeszłym roku wpadłam na ten pomysł po raz pierwszy. Na początku wydawało mi się, że nic lepszego wymyślić nie mogłam. Później zaczęłam żałować i bić się w piersi, że jednak nie urodziłam się ze zmysłem racjonalnego myślenia. A końcowo czułam dziwną satysfakcję. I zakwasy, bo jednak latanie po półkach i zbieranie książek nie należy do lekkich zadań.

W tym roku postanowiłam powtórzyć tę przygodę i w jednym zbiorowym poście pokazać wam wszystkie książki, które przyszły do mnie na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy. Życzcie mi powodzenia!


Styczeń


W styczniu było skromnie, bo przyszło do mnie 7 książek. Wtedy już zaczęłam się zajmować maturą, bo repetytorium do polskiego stanowiło najdroższy zakup. Przeczytałam je od deski do deski i rozszerzenie napisałam całkiem nieźle (a pisałam je pierwszy raz w życiu, bo jednak na matfizach robią tylko podstawy).

Zaś jeśli o resztę chodzi, to z tej siódemki przeczytałam jeszcze tylko dwie książki – Okrutną pieśń i Kłamczuchę. A pozostałe… no cóż, no.




Luty


W lutym chyba poszalałam, ale co się dziwić, urodziny to urodziny! Także dogodziłam sobie znacznie. W końcu doczekałam się wznowienia mojej ukochanej Trylogii czasu i zaopatrzyłam się w pozostałe dwa tomy, których jeszcze nie miałam. Przyszło do mnie 9 książek do recenzji i dwa egzemplarze przedpremierowe. Do tego zaczęłam interesować się himalaizmem, pewnie jak i większość Polaków w tamtym okresie.

Zyskałam także dwa ilustrowane Pottery! Brakuje mi jeszcze jednego, ale skoro w tym roku czwarta część nie wyjdzie, to będę mieć okazję do nadrobienia.

Także w lutym przyszło do mnie 19 książek.




Marzec


W marcu zaś moją biblioteczkę zasiliło 14 książek z czego jedna z nich do istna perełka. W ferie w lutym byłam w Egipcie, ale nigdzie nie miałam możliwości upolowania Gwiazd naszych wina po arabsku. Ale jako że nic w przyrodzie nie ginie, to zamówiłam sobie je na Amazonie. Obowiązkowo też zaopatrzyłam się w nową książkę Lidla! Ale istnym hitem był trzynasty tom Serii niefortunnych zdarzeń, który udało mi się kupić za bezcen po kilku miesiącach porażek.




Kwiecień


W kwietniu było dość skromnie, przynajmniej jak na moje możliwości, bo stosik obfitował na 9 książek. Jedna z nich to prezent na zakończenie liceum, który dostałam za bycie w poczcie sztandarowym! Dwa lata stania na różnych uroczystościach, znoszenia upałów i mrozów, deszczów i śniegów, ale przynajmniej w podzięce otrzymałam książkę. Jestem teraz spełniona.




Maj


Przed maturą i przed końcem liceum moja mama chciała zmobilizować mnie do nauki więc wypowiedziała złe słowa w złej chwili. Obiecała, że jeśli będę mieć pasek na świadectwie, kupi mi 10 książek. Pasek miałam, 10 książek od niej dostałam. Są to zupełnie inne klimaty niż te, w których do tej pory gustowałam, ale moje książkowe upodobania zaczęły się bardzo zmieniać.

Do tego sama sobie sprawiłam prezent z okazji matury i końca szkoły – w końcu zmobilizowałam się do zakupienia specjalnej edycji Akademii wampirów z okazji dziesięciolecia pierwszego wydania. No i oczywiście kupiłam sobie A Little Princess w tym pięknym, różowym i złoconym wydaniu od Barnes&Noble, które w tej chwili stanowi perełkę w mojej biblioteczce!

Maj przyniósł mi 18 nowych książek, ale chyba najlepszych jakościowo i gatunkowo!




Czerwiec


Czerwiec to dwie czeskie książki: Gwiazd naszych wina (standard!) i czwarta część Harry’ego Pottera. A także wielka, gigantyczna książka o mundialu, którą skądś przywlekła moja mama i która wzbudziła wiele emocji w mojej rodzinie. Do tego w czerwcu moja miłość do instastory mamyginekolog urosła jeszcze mocniej więc zainwestowałam w jej dwie książki.

Całość to tylko 12 pozycji, całkiem skromnie. Ale połowa z tego już jest przeczytana!




Lipiec


Nie no, nieźle. Z każdym miesiącem te stosiki robiły się coraz bardziej rozsądne! W lipcu przyszło do mnie tylko 9 książek, ale także z większości jestem bardzo zadowolona. Między innymi kupiłam sobie Geminę (pal licho, że do tej pory nie przeczytałam Illuminae), bo sami rozumiecie, akcja, gadżety, piękne wydanie… Do tego w końcu udało mi się upolować Jeźdźca miedzianego w tym wydaniu, które mi się najbardziej podoba, a które przez dłuższy czas było niedostępne.

A, no i oczywiście Kirke! Złoto, dosłownie. Przynajmniej jeśli o okładkę chodzi, bo co do treści, to jeszcze nie mogę się wypowiedzieć.




Sierpień


W sierpniu to już w ogóle ograniczyłam się do minimum! Sama nie kupiłam nic, ale dostałam od wydawnictwa do recenzji trzeci tom Żniwiarza. Zaś moja mama kupiła sobie dwa Cobeny. W sumie 3 nowe książki. To się nazywa wstrzemięźliwość 8)




Wrzesień


We wrześniu nie było już tak skromnie, miałam wam zdecydowanie więcej książek do pokazywania. Standardowo nowe wydanie Gwiazd naszych wina musiało się tu pojawić – tym razem po grecku. Do tego zrobiłam sobie prezent na koniec wakacji i kupiłam cztery książki z tej okazji. Do tego przyszła do mnie nowa część Dworów, która okazała się totalną porażką i stratą czasu, nowa Kisiel, która była dość dziwna i nietypowa oraz Okrutny książę, na którym się okrutnie rozczarowałam.

Ale patrząc na poprzednie miesiące to 9 nowych nabytków i tak brzmi bardzo rozsądnie.




Październik


W październiku były targi książki, na których kupiłam jedynie zakładki (sporo zakładek, bardzo dużo zakładek). Ale poza targami także jakoś specjalnie nie poszalałam, bo po prostu nie miałam ani czasu, ani ochoty. Skończyło się także na 9 książkach, ale tylko na jednym zakupie! Wypatrzyłam w Empiku promocję na Będzie bolało, a dobrych promocji w Empiku ze świecą szukać, więc nie mogłam przejść obok niej obojętnie.

Nie mogę też nie wspomnieć o Księżniczce popiołu czyli moim pierwszym patronacie medialnym! Na tylnej okładce znajdziecie logo mojego bloga, a jak zerkniecie na wrześniowe recenzje, to i będziecie mogli przeczytać coś więcej o tej wyjątkowej dla mnie książce.




Listopad


W listopadzie było spokojnie! Bo sama sobie nie kupiłam żadnej książki, ale mimo wszystko przyszły do mnie 4 tytuły. Jedna co prawda za sprawą mojego taty, ale szzz, tym się nie przejmujmy. A perełką niewątpliwie jest siódmy tom Harry’ego Pottera po hiszpańsku, który przywiozła mi moja mama ze swoich wojaży.

Także listopad był bardzo biedny, ale w sumie biedniejszy był tylko sierpień.




Grudzień


Za to tutaj sobie pofolgowałam i zaszalałam. Kupiłam 13 książek, z czego 4 to reportaże, a dwa z nich dotyczą Korei Północnej. A widzicie, mówiłam wam, że zmienia mi się gust czytelniczy. Zobaczymy, na jak długo.

Do tego dałam się skusić na nieziemskie promocje w Tak Czytam i za jednym razem wyszłam stamtąd z sześcioma książkami. Bo wiecie, Mikołaj, święta, zaliczenia na uczelni… do tego odrobina złego humoru, odwołane zajęcia i jakoś tak samo poszło, że poszalałam i zbankrutowałam tuż przed samymi świętami.  




Postanowienia końcowe? W 2018 roku przyszło do mnie 126 książek.
38 to były zakupy własne
55 to były książki recenzenckie
33 to były książki z innych źródeł (wysępione, znalezione, ukradzione XD)
Z tego przeczytałam 60 książek, a 66 czeka jeszcze na swój odpowiedni czas.

A całość prezentuje się tak (na dwóch zdjęciach, bo jedno nie wystarczyło. W 2019 muszę kupić tyle, co by zmieścić się na jednym zdjęciu! Czyli albo mniej, albo cieńsze książki):






A wasze roczne stosiki jak się prezentują? Możecie podać szacunkowy wynik, bo chyba nikt nie jest na tyle zwariowany, by wcielić w życie moje pomysły. Ale jeśli jednak trafił się ktoś odważny, to z przyjemnością przygarnę linki do wpisów/filmików!


 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać



11 komentarzy:

  1. Ja się muszę pochwalić, że od października nie kupiłam ani jednej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie liczę ile książek kupiłam w zeszłym roku. Wiem, że było ich dużo ;), ale ostatnio trochę przystopowałam z tym :)

    Zastanawiam się nad tą książką, bo bardzo lubię takie klimaty :)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  3. Challenge accepted, na koniec tego roku też zrobię takie zestawienie, ale jednego robić nie będę... Nie będę liczyć, ile mnie to kosztowało :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Spooooro tego :D U mnie było znacznie dużo więcej recenzenckich niż tych kupnych akurat. :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajnie, że jest takie podsumowanie - robię podobne ale w postaci dokumentu online a nie zdjęć :) Staram się na bieżąco kontrolować, to co kupuję do czytania :D 60 przeczytanych to super wynik! U mnie w tym roku były 40 :D
    Pozdrawiam Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten moment, kiedy czytasz na czytniku i nie możesz zrobić stosiku :D Ale od października pożyczam książki od znajomych, bo się stęskniłam za papierem, to się trochę tego wala w szafie/na taborecie i książka robi za zakładkę książki :D

    Boski book haul!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja... nie liczyłam, więc w sumie to nie wiem, ile mi przybyło. :D Dawno też nie kupiłam książki sobie, ale już planuję, także spokojnie, nie jest ze mną źle. :D Twój stos książek prezentuje się... WOW, super. :D Może za kilka lat cię dogonię, haha.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nawet nie wiem, ile do mnie przyszło, bo jakąś setke sprzedałam, a znów pozbywam się kartona xD Stwierdziłam, że za dużo mam tego, niektóre leżały juz z pięć lat, więc to najwyższy czas, by się z nimi pożegnać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow, ile książków :O Zazdroszczę! Ja swoich nigdy nie liczyłam, aby mieć pojęcie, ile każdego miesiąca przybywa - chyba zacznę tak robić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pisałam to rok temu, ale się powtórzę - wow! To jest ogromny wynik :D Zazdroszczę! Nie jesteś jednak sama, ja też zapisuję wszystkie książki, które udaje mi się zdobyć :D Jednak postu nie robiłam tak naprawdę z lenistwa :D Na samo wyobrażenie, że miałabym wszystkie te książki wyciągać, robić zdjęcia a potem posprzątać, nie chce mi się :D Darowałam sobie więc :D Ale w ubiegłym roku przybyły do mnie 53 książki :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale ogrom tego :) Ja zaopatruję się jednak zazwyczaj w bibliotece, aby wytrzymał mój portfel i półka na książki :)
    kreatywnienafotografii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)