niedziela, 4 czerwca 2017

Jak poradzić sobie z bólem, stratą i cierpieniem? "Punkt" Florence Hinckel | RECENZJA

Lekarstwo będące złotym środkiem na każde zło. Od 25 maja dostępne w aptekach na terenie całego kraju.


Wyobraźcie sobie przyszłą ewolucję człowieka, której towarzyszą także kolejne zmiany słońca. Powstają androidy, które będą zastępować ludzi w pracach trudnych bądź niewygodnych. Mają sprawić, że życie stanie się lepsze, jednak w wyniku doświadczanych przeżyć roboty zaczynają odkrywać w sobie umiejętności przejawiania uczuć. Gdy androidy coraz bardziej upodabniają się do ludzi, słońce zmienia swoją barwę na zimniejszą. Po jakimś czasie odkrywa się, że roboty wykształcają w sobie zalążki serca, a te ludzkie stopniowo zaczynają się kurczyć, finalnie doprowadzając do ich utraty i braku możliwości odczuwania emocji. Ludzkie jednostki zanikają, a słońce staje się całkowicie niebieskie.

W świecie Silasa i Astrid Sieć jest w centrum życia wszystkich ludzi. Każdy jest w niej obecny i musi aktualizować swój status co kilka minut. Wystarczy być nieaktywnym tylko przez chwilę, by wzbudzić niepokój wśród swoich bliskich i znajomych oraz wywołać falę pytań, czy na pewno wszystko jest w porządku.

Silas nie czuje potrzeby, aby na każdym kroku dzielić się wszystkim ze swoimi znajomymi, przez co uznawany jest za dziwaka i świra. Gdy tylko może, ustawia status na „sen”, ale to nie zawsze jest wyjście z sytuacji, bo w końcu ile można spać? Jak można nie chcieć spędzać w Sieci całego wolnego czasu? Budzi to niepokój wśród jego najbliższych i chęć interwencji. Co go trapi, dlaczego tak się zachowuje?


Ludzie są w stanie wymyśleć rozwiązanie każdej sytuacji. Dwa tysiące lat temu nawet nikomu się nie śniło, że w 2017 roku będą istniały dziwne maszyny na czterech kołach żywiące się benzyną i poruszające się po miejskich ulicach, że z jednej półkuli na drugą będzie można dotrzeć w przeciągu kilkunastu godzin, a nie kilkuset dni, że w kieszeni każdego człowieka znajdować się będzie prostokątne urządzenie z pięciocalowym ekranem za którego pośrednictwem można się połączyć z osobą w innym mieście czy kraju. Skoro można udoskonalić sobie życie najnowocześniejszą technologią, wynaleźć kolejne lekarstwa na raka i Alzheimera, to czemu nie można by było spróbować odkryć środka uśmierzającego cierpienie nie tylko fizyczne ale i psychiczne?

Właśnie dlatego powstało lekarstwo na ból. Jego aplikacja pozwala pozbyć się wszystkich negatywnych emocji. Depresja, złość, … wszystko można zresetować. Powołano do tego specjalną jednostkę, ULEC, której zadaniem jest eliminowanie osób smutnych, agresywnych, niemogących się otrząsnąć po przeżytej traumie. Usuwa się im wszystkie złe wspomnienia, a jedyną pamiątką po zabiegu jest niebieski punkt na ręce.


Rozmiary książki są niewielkie. Na zaledwie 240 stronach autorka była w stanie poruszyć trudne i kontrowersyjne tematy, a także przedstawić jednocześnie najbardziej optymistyczną i pesymistyczną wizję przyszłości. Jeśli cierpienie z powodu utraty bliskiej osoby może zostać uleczone, dlaczego by z tego rozwiązania nie skorzystać? Przecież istnieje cała gama plusów. Ale czy takie kolejne zabiegi nie mają żadnego wpływu na ludzką osobowość?

Nie płacz, proszę, nie płacz. Bo włożą cię do diabelskiej maszyny, która kradnie duszę, rozumiesz?

Przez pierwsze sto stron wydarzenia poznajemy z perspektywy Silasa, przez co akcja jest zagmatwana i trochę nużąca z powodu jego charakteru. To nastoletni chłopak zachowujący się trochę jak dziecko błądzące we mgle. Nie widzi, do czego zmierza i co chce osiągnąć, nie wie, jakie są jego opinie i wzoruje się na tym, co ludzie mu powiedzą, bo nie jest w stanie wykształcić własnego zdania. W tej części jesteśmy bombardowani pytaniami; o co chodzi? Dlaczego tak się stało? Na kolejnych stu stronach jego dziewczyna, Astrid, gra główne skrzypce i udziela wszystkich odpowiedzi na nurtujące zagadnienia. Jej postać jest o wiele lepiej zbudowana. Jest silna i inteligentna, zdecydowana, by mimo wszystkich przeciwności iść pod prąd. Może to przypadek, może to już prawidłowość, ale mam wrażenie, że Florence Hinckel nie radzi sobie z kreowaniem męskich bohaterów. Yannis z U4 wyszedł jej bardzo dziecinnie, niczym rozpieszczony dzieciak wyjęty z piaskownicy, za to Silas jest niezdecydowaną kupą ciepłych klusek.


Przyznajcie, pomysł na świat bez bólu ze stałym dostępem do Sieci, gdzie praktycznie przeniosło się całe życie, brzmi ciekawie, prawda? I tak też jest, chociaż autorka dość miernie poradziła sobie z wykreowaniem realiów rządzących współczesnością Astrid i Silasa. Nie udzielała zbyt dużo szczegółów na jej temat i nie przedstawia faktów. Postawiła na wrzucenie czytelnika prosto w rzeczywistość bohaterów, żeby sam się zorientował, o co chodzi, a wszystkie niejasności wyłapał z kontekstu. Niektóre aspekty aż się prosiły o rozwinięcie i dopowiedzenie kilku słów, ale niestety tego zabrakło.

Sam pomysł na fabułę jest dobry, wykonanie trochę gorsze, ale da się przeżyć, jednak nie to jest moim największym problemem. Przez całość lektury miałam wrażenie, że już gdzieś czytałam coś podobnego. Główny konspekt podobny jest do fabuły Delirium, gdzie było lekarstwo na miłość, wirtualny świat przypomina mi trochę życie bohaterów z 5 sekund do Io, a aspekt grupy przestępczej jest jak wyrwany z serii Jutro. A, no i oczywiście nie może zabraknąć mojego ukochanego motywu czyli nastolatków, którzy występują z szeregu i rozpoczynają walkę z systemem.

Książka miała bardzo duży potencjał, który mógłby zostać wykorzystany w większym stopniu. Nie będę nikogo oszukiwać, głównymi zaletami Punktu są pomysł na fabułę i lekki styl pisania autorki, bo tylko pod tymi względami sprawdza się bardzo dobrze. Nie znajdziemy tu szalonej akcji, a wiele wydarzeń można przewidzieć.  Ale mimo wszystko powieść wywarła na mnie spore wrażenie, może przez dosadność poruszanych tematów, może przez coś zupełnie innego, czego nie jestem w stanie zlokalizować.


Przede wszystkim Punkt porusza dwa najbardziej aktualne problemy z naszego współczesnego świata; do czego może nas doprowadzić rozwój internetu i jak daleko zajdzie medycyna? Autorka przedstawiła bardzo ponurą przyszłość, która ma duże szanse, by się spełnić. I nie zdziwię się, jeśli za kilkadziesiąt czy kilkaset lat rzeczywistość naszych prawnuków z dziewiątego po nas pokolenia będzie wyglądała właśnie tak, jak sen Silasa opisany przeze mnie na samym początku.

EDIT: Geniusz tej książki tkwi w pomyśle i to on odwala całą robotę! 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Polarny Lis

Znalezione obrazy dla zapytania polarny lis wydawnictwo



Fakty objawione
Tytuł: Punkt
Tytuł oryginału: #Bleue
Autor: Florence Hinckel
Wydawnictwo: Polarny Lis
Ilość stron: 244
Grubość grzbietu: 1,9 cm
Masa: 328 g
Ciężar: 3,22 N [g=9,81 m/s2] 
Cena: 29,90 zł
Mobilność: S+ (do małej torebki się zmieści, próbowałam)


 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





20 komentarzy:

  1. Mysle, że kwestia medycyny bardzo nas zaskoczy. Jako absolwentka akademii medycznej widziałam u nas takie cuda, że głowa mała. Wynajdujemy coraz lepszą aparaturę, coraz lepsze mamy możliwości, a jednak nadal jesteśmy bezbronni w kwestii niektórych chorób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak to, co robi się teraz, przekracza moje wyobrażenia. Przynajmniej jeśli chodzi o duże miasta bo w tych wiejskich szpitalach to dalej karaluchy latają a metody mają jak ze średniowiecza

      Usuń
  2. Zapisuje sobie ten tytuł, z chęcią się z nim zapoznam.

    Pozdrawiam
    zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam nadzieję, że to będzie naprawdę dobra dystopia, bo pomysł z możliwością "wyleczenia się" z traumatycznych przeżyć jest ciekawy, jednak trochę odpycha mnie nieudolnie skonstruowany główny bohater.
    Pozdrawiam,
    Przeliterowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pół książki jest z innej perspektywy więc da się przymknąć na niego oko ;)

      Usuń
  4. Książka porusza niezwykle aktualne problemy. Powiedziałabym, że wycofanie się życia społecznego do internetu już się dzieje. Wiemy, co dzieje się u naszych znajomych, nie rozmawiając z nimi w ogóle, śledzimy tylko kolejne komunikaty w społecznościówkach. Czasami nawet uda się wymienić kilka prywatnych wiadomości, ale czy w tym znajdziemy prawdę, o tym co się u nich dzieje, jak się czują, jakie mają problemy itd.? Może jestem trochę starej daty, ale nic nie jest mi w stanie zastąpić rzeczywistej relacji i prawdziwej rozmowy.
    Druga ważna sprawa to wyzbywanie się negatywnych uczuć, emocji. Czy bez nich nadal jesteśmy ludzcy? Istnieje przecież taka choroba, którą nazywamy psychopatią, a objawia się ona właśnie brakiem uczuć.

    Może nie była to książka genialna dla Ciebie, ale już sam pomysł na fabułę zasłużył na uwagę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez szklany ekran komputera nie jesteśmy w stanie właściwie ocenić reakcji drugiej osoby. Może nam umknąć wiele z jej życia bo jednak wiadomości spłaszczają wydźwięk pewnych rzeczy. I też sądzę, że nic nie zastąpi relacji w rzeczywistości, więc nie jesteś aż tak stara!
      Książka idealnie to pokazuje. Może nie tyle bohaterowie stają się psychopatami, co bardziej po prostu egzystują jak zombi
      Bądźmy szczerzy, geniusz tej książki tkwi w pomyśle i to on odwala całą robotę :D

      Usuń
  5. Zaintrygowała mnie ta książka. Myślę, że w przyszłości po nią sięgnę :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście pomysł brzmi świetnie. Od razu skojarzył mi się z odcinkiem Doctora Who w którym były (chyba plastry) środki po których aplikowaniu czuło się jedną silną emocję np. szczęście, spokój, etc.
    To chyba nie mój typ powieści... ale i tak nie wyobrażam sobie zamknięcia tak plastycznego tematu w zaledwie 240 stronach. Choć wizja przyszłości jest niepokojąco prawdopodobna :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałam Doctora Who, ale skoro jest tam taki wątek, to na pewno szybciej nadrobię zaległości
      Książka mogłaby być trochę dłuższa i zawierać więcej opisów świata, ale i tak nie jest źle. Przynajmniej nie ma rozległych monologów bohaterów xd

      Usuń
  7. Brzmi nie najgorzej, ale jak narazie ochoty na nią nie mam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Człowiek cały czas coś wymyśla, zmienia, produkuje i próbuje, więc kto wie czym jeszcze się zaskoczymy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zainteresowała mnie fabuła, ale skoro piszesz, że to książka z potencjałem i niczym więcej nie jestem pewna co do jej przeczytania.


    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie słyszałam o tej książce, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie. Chyba już mam dość dystopii :/
    Pozdrawiam :)
    Niebieskie Iskry

    OdpowiedzUsuń
  11. Przy nagłówku musiałaś się napracować :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdy dotarłam do momentu, w którym piszesz, że książka liczy tylko 240 stron pierwszą moją myślą było "zmarnowany potencjał" i jak się okazuje po przeczytaniu całości właśnie tak było. Pomysł na tę historię jest genialny! Może nie jest jedyny w swoim rodzaju, ale zachęca do lektury. Szkoda tylko, że wykonanie nijakie.:/

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie dla mnie - tak mogę skwitować "Punkt" po tej recenzji. Po pierwsze mam mały przesyt tymi wszystkimi książkami o złym Internecie, co oczywiście nie jest powodem, dla którego od razu odrzuciłabym książkę. Bardziej niepokoi mnie sztampowość - dzieciaki walczące z systemem - oraz nieporadny bohater. Poza tym swoje robi też wysyp ciekawszych pozycji w ostatnim czasie i okrojony budżet. Pozdrawiam!
    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)