środa, 10 stycznia 2018

Cztery Londyny w roli głównej - "Mroczniejszy odcień magii" V. E. Schwab [RECENZJA]

Hit z zagranicy w końcu pojawił się na polskich półkach.


V. E. Schwab jest rozchwytywana w Ameryce, a jej książki nie schodzą z ust czytelników. Nie mogłam się doczekać lektury Mroczniejszego odcienia magii od chwili, w której pierwszy raz o nim usłyszałam. Czytanie powieści odkładałam bardzo długo z obawy, że wyjdę przed szereg jako jedna z nielicznych z niepochlebną opinią. Bo jak wiecie, albo i nie, dość sceptycznie podchodzę to literackich rewelacji. W dużej ilości przypadków mnie rozczarowują. A Mroczniejszy odcień magii był niestety jedną z takich pozycji.

Dwudziestoparoletni Kell jest antarim, nadzwyczajnie rzadkim rodzajem maga krwi. Oprócz niego istnieje jeszcze tylko jedna osoba taka jak on. Kell żyje w Czerwonym Londynie, świecie magii i czarów. Jego umiejętności pozwalają na przemieszczanie się pomiędzy miastami. Mógłby zawędrować do Białego Londynu, bezwzględnego, wycieńczonego wojnami o magię. Albo do Szarego, ponurego, pozbawionego magii i będącego odwzorowaniem prawdziwego życia. Jest też Czarny Londyn… Ale o nim się nie wspomina.
Kell, oprócz bycia posłańcem i chłopcem na posyłki, jest też samowolnym przemytnikiem. Rzeczy pochodzące z jednego Londynu z powodzeniem może sprzedać z dużym zyskiem w innym. Pewnego razu, w wyniku intrygi, wchodzi w posiadanie przedmiotu, którego nie powinien mieć. Który jest niebezpieczny i może przynieść zgubę.

Pomysł na przedstawienie jednego miasta z czterech perspektyw? To była rzecz, która mnie kupiła. Uwielbiam Anglię, uwielbiam Londyn, a książka bazująca na jego różnych wersjach miała być boskością samą w sobie. Wszystkie Londyny zostały świetnie wykreowane. Każdy opisano adekwatnie do tego, co miał reprezentować. Autorka zadbała nawet o to, by każdy z nich miał niepowtarzalnego władcę. Szary przedstawiony został jako oaza ludzkiego smutku i nieszczęścia. Czerwony jako raj na ziemi. Biały jako miasto zawładnięte wojną. A Czarny otoczono aurą tajemnicy, bo nikt tak naprawdę nie wie, co w nim się znajduje i jaki on jest.


Teraz, gdy już jestem po skończonej lekturze, nie mam najmniejszego problemu z przytoczeniem wam poszczególnych światów. Jednak podczas czytania, nie byłam w stanie wszystkiego ogarnąć. Miejsce akcji nie zmieniało się tak często, jak myślałam, ale narracja bardzo szybko skakała między jednym miastem a drugim. A tu opowiemy sobie historyjkę o Białym Londynie, akapit później napomkniemy o Czerwonym, a zaraz jeszcze przypomnimy czytelnikowi, że bohater znajduje się w Szarym. Ale w sumie to on już myśli o powrocie do Czerwonego, bo zaraz musi lecieć do Białego. I tak w kółko. Przynajmniej do pewnego momentu.

No właśnie. Oprócz Kella mamy tu też drugą postać, kobiecą. Dziewczynę, która nazywa się Lila. Na początku bardzo ją lubiłam i ceniłam. Samotna, musząca dbać o siebie i swoje dobro, bo nikt się nią nie interesuje. Przypadkowo także jest złodziejką. Od momentu, w którym pojawia się pierwszy raz rozdział o niej, już wiadomo, że namiesza i, że przetną się losy jej i Kella. Czekałam na tę chwilę, bo to by rozwinęło całą akcję. Ale niestety ona nadeszła w okolicach jakieś, nie wiem, setnej strony? I wtedy przestałam lubić Lilę. Później stała się infantylna i głupia, a jej system wartości i ocena sytuacji pozostaną dla mnie tajemnicą. Czym ona się kierowała, że podjęła takie a nie inne decyzje? Dobre pytanie.

Przez te wszystkie opisy i nawiązywania do innych Londynów, początkowo nie odnajdywałam się w fabule i nie mogłam się w nią wgryźć. Cały czas coś mnie rozpraszało, bo czytelnik od razu zostaje wrzucony w świat Kella, bez żadnego wyjaśnienia i przygotowania na ogromną dawkę informacji, które trzeba samemu znajdować na kolejnych stronach.


Akcja niby jest zawsze i nigdy się nie kończy, ale równocześnie przez to momentami robiła się jednostajna i monotonna. Utrzymywana jest stale na tym samym poziomie, więc ja już zdążyłam przywyknąć do jej tempa i zacząć się po prostu nudzić. Mało było nagłych zwrotów.

Oprócz dwójki głównych bohaterów, warto zwrócić uwagę na postacie drugoplanowe. Oczywiście, zmarnowane. Holland to druga osoba, będąca antarim. Było mało momentów, w których autorka pozwoliła mu pokazać pazurki. Więcej się o nim mówiło, niż rzeczywiście występował, a szkoda, bo sceny z jego udziałem były najlepsze w całej powieści.

Drugą intrygującą postacią jest Rhy, przybrany brat Kella. Intrygujący, ale tylko na początku. Autorka później nie położyła na niego zbyt dużego nacisku, a pod koniec wręcz olała i chciała się go pozbyć po najmniejszej linii oporu.

Każdy kolejny rozdział rodził więcej pytań niż odpowiedzi. Bohaterowie do końca pozostali tajemnicą, tak samo jak i poszczególne Londyny, o których nie dowiedzieliśmy się wszystkiego. Mam nadzieję, że w drugim tomie wszystkie sekrety zostaną rozwiane i logicznie wytłumaczone. Jednak… Spodziewałam się czegoś innego… Spodziewałam się pościgów, zwrotów akcji, intryg, niedomówień i nagromadzenia walk. A cała fabuła rozgrywa się bardzo spokojnie, bez większych uniesień, w dodatku między trzema bohaterami. To czasem przypominało gonienie myszy przez kota.



Mroczniejszy odcień magii miał naprawdę duży potencjał. Pomysł na fabułę osadzoną w czterech różnych Londynach jest jedyny w swoim rodzaju. Jednak sama idea to nie jest wszystko. Mam wrażenie, że autorka postawiła właśnie na rozwój tła, a nie głównych wątków. Każde miejsce akcji jest dopracowane, w przeciwieństwie do bohaterów i wydarzeń. Kto wie, może to dopiero początek i w kolejnym tomie V. E. Schwab pokaże na co ją stać. Póki co, jestem trochę bardzo zawiedziona. Dobry pomysł to podstawa, ale to nie wszystko, by z powodzeniem cieszyć się powieścią.



To Read Or Not To Read?






Fakty objawione: 
Tytuł: Mroczniejszy odcień magii
Tytuł oryginału: A Darker Shade Of Magic
Autor: V. E Schwab
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 408
Grubość grzbietu: 2,5 cm
Masa: jakaś na pewno xd
Ciężar: wystarczający xd [g=9,81 m/s2] 
Cena: 36,90 zł
Mobilność: M+ (troszkę szersze wydanie)


 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





18 komentarzy:

  1. Pomysł był faktycznie super, ciekawy i do tej pory niespotykany, ale skoro wykonanie nieciekawe, to sobie odpuszczę jednak ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak średnio przekonuje mnie ta książka. I okładka jakoś tak nie wiem... odrzuca mnie zapowiada mdłą książkę. Co prawda nie ocenia się książki po okładce no ale... No i z Twojej recenzji wynika, że mogłabym się zanudzić przy tej pozycji.Rozbudowane tło jest dobro tylko do pewnego momentu. Potem nuży, przynjmniej mnie.

    Pozdrawiam
    bibliotek-feniksa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się właśnie okładka bardzo podoba xd

      Usuń
  3. Czytałam pierwszy i drugi tom, oba nierówne. Jednak te fajne elementy były tak dobre, że jestem w stanie wybaczyć wiele niedociągnięć (ale nie wszystkie). Nie wiem jak trzeci, ale mam wrażenie, że całą trylogię będzie można podsumować stwierdzeniem: mogło być lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie wrażenie, ale orzekniemy dopiero po lekturze trzeciej części

      Usuń
  4. Szkoda, a zapowiadala sie ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się całkiem ciekawie! :D I dobrze myślę, że autorka tych książek, jak i "Okrutnej pieśni" to ta sama osoba? :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiada się całkiem nieźle więc może się na nią skuszę :)

    Pozdrawiam Agaa
    https://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam już jedną pochlebną opinie na temat tych książek i teraz Twoją i wniosek z nich taki, że będę musiała sama się z nimi zapoznać i wyrobić o nich swoje zdanie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mój gatunek, ale hipnotyzujące okładki !

    OdpowiedzUsuń
  9. Czemu obawiasz się pierwsza napisać niepochlebną opinie?

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam kiedyś ja w planie, ale w między czasie mi się odechciało jej poznanie. ;d

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam, podobało mi się tak średnio, ale drugi tom wypadł o wiele lepiej. Nie jest to nic specjalnego, ale bardzo przyjemne czytadełko. :) W drugim tomie autorka rozwija Londyn ojczysty Kella i prawie w ogóle nie skaczemy pomiędzy światami. Jest dużo Rhya i wiele wątków zostało rozwiniętych, ale kosztem akcji, więc coś za coś... :) Zdarzają się dłużyzny. Ale w sumie lubię twórczość tej autorki. :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)