piątek, 3 sierpnia 2018

Mój pierwszy raz z... koreańską dramą - "Goblin" [RECENZJA]


Na samym początku chyba muszę się wytłumaczyć. Wszystko zaczęło się w zimie w tym roku, gdzieś w okolicach stycznia i lutego, gdy moja najlepsza przyjaciółka odkryła koreańskie dramy. Buzia jej się praktycznie nie zamykała, naprawdę dużo mi o wszystkich opowiadała, ale jedna utkwiła w mojej pamięci wyjątkowo dobrze i był to właśnie Goblin. Do tej pory pamiętam, jak szłyśmy ciemną ulicą gdzieś na odległym Kurdwanowie, a Kasia wzdychała do tej dramy, zachwalając ją na każdym kroku i przekonując mnie, że powinnam się za nią zabrać, wyzbywając się wszystkich uprzedzeń, które miałam względem koreańskich produkcji.

Niedługo potem przyszła do mnie z paczką krówek i butelką Sprite’a, biorąc mnie z zaskoczenia i odpalając mi pierwszy odcinek. Już wtedy sobie pomyślałam, że w tym serialu musi coś być, bo Kasia tak po prostu nie zmusza ludzi do oglądania czegokolwiek. Bo wiecie, Kasia o której mówię, to ta sama Kasia, która w zeszłym roku przeszła ze mną 10 kilometrów we Włoszech w blisko czterdziestostopniowym upale po włoskie Gwiazd naszych wina. Zawsze pozostawała możliwość, że zmuszanie mnie do obejrzenia Goblina jest jednym z punktów na jej liście "Jak zemścić się na Ewie".

I wtedy się zaczęło. Wzruszyłam się już na samym początku oglądania i pewnie na tym by się nie zakończyło, pewnie do akcji wkroczyłyby jeszcze łzy, ale w tamtej chwili musiałam zachować kamienną twarz, w końcu do oglądania Goblina zostałam wzięta podstępem, nie chciałam tego robić więc tym bardziej nie mogłam pokazać, że podoba mi się to, co widzę. Wyszłoby wtedy na jaw, że Kasia miała racje, a moje miesiące robienia sobie żartów z jej miłości do koreańskich dram poszłyby na marne.



My tu gadu gadu, ale o czym tak naprawdę jest ten cały Goblin? Już wam mówię. Generał Kim Shin był wielkim wojownikiem, który wracał zwycięsko z każdej bitwy. Niestety król, którego chronił i któremu ufał bezgranicznie, oskarżył go o zdradę. Został przebity mieczem, ale nie było to końcem jego życia, a dopiero początkiem. Kim Shin w tamtym momencie został goblinem, wiodącym nieśmiertelne życie, które może zakończyć jedynie jego oblubienica, wyciągając miecz z jego piersi. Dziewięćset lat później pojawia się i ona, Ji Eun Tak, dziewczyna będąca w ostatniej klasie liceum, widująca dusze zmarłych osób i zmagająca się z własnymi problemami, do których grona dołączy jej relacja z goblinem.

Pierwszy odcinek był bardzo obiecujący, zwiastował kawał dobrego serialu. Podbudowana tak dobrym wstępem krótko po tym zdecydowałam się sięgnąć po drugi, który niestety, ale aż tak bardzo mi się nie spodobał, chociaż i tak był na wysokim poziomie. Wtedy sobie odpuściłam, nie chciałam się do niczego zmuszać, matura goniła mnie wielkimi krokami, więc nie mogłam też sobie pozwolić na regularne wypady do Korei, które jednorazowo opiewały na blisko półtorej godziny.

Od Goblina odrzucała mnie tak naprawdę tylko jedna rzecz; język koreański. Ja nie umiem oglądać ani to serialu, ani filmu, jeśli czegoś nie robię z rękami. Mogę przeglądać Facebooka, bazgrać sobie coś na kartce, jeść, cokolwiek. Jeśli nic nie robię, to po prostu się nudzę. Z tego też powodu sięgam tylko po anglojęzyczne seriale, bym mogła ich słuchać, niekoniecznie cały czas patrząc na ekran. A tu nagle pojawia się taki Goblin, którego odcinki nie dość, że trwają po półtorej godziny, to jeszcze są po koreańsku i ubij zabij, trzeba siedzieć i czytać napisy.

 

Po maturze zebrałam się do nadrabiania wszystkich zaczętych seriali, a Goblin do nich należał. Kasia też dorzucała swoje trzy grosze raz na jakiś czas, przekonując mnie, bym jednak spróbowała jeszcze raz. W końcu uznałam, że już przyszedł ten odpowiedni moment, bo skoro dałam radę obejrzeć całe Dark siedząc jak na szpilkach i zakochując się w każdej minucie, a niemieckiego szczerze nienawidzę (on mnie też, więc przynajmniej jest to uczucie obustronne), to Goblinowi też dam radę. Niewiele się pomyliłam, bo już od czwartego odcinka przepadłam i nic, tylko pozostawało mi się cieszyć, że dopiero teraz ten serial mnie pochłonął, bo gdybym jednak oglądała go przed maturami, to szczerze wątpię, czy udałoby mi się je napisać na jakimś przyzwoitym poziomie.

Goblin to serial cudowny i jest to stwierdzenie niepodważalne. Wymieniać mogę same plusy, zaczynając od przepięknych kadrów, na których jest warto oko na dłużej zawiesić i się nimi nacieszyć. Osoby odpowiedzialne za zdjęcia wygrywają w moim prywatnym plebiscycie najlepszych kamerzystów, bo to, co udało im się osiągnąć, przerastało moje wszystkie oczekiwania. W każdej scenie idealnie widzimy wszystkie ważne detale, nic nam nie umyka, śledzimy wszystkie emocje wypisane na twarzach bohaterów bez cienia wątpliwości, na co mamy zwrócić uwagę. Do tego dochodzi montaż, który także stoi na wysokim poziomie. Sposób, w jaki niektóre wydarzenia są zaprezentowane, zapiera dech w piersiach. Do tego wszystko odgrywa się w takt świetnie dobranej do sytuacji muzyki. I pomimo tego, że twórcy decydują się na używanie tych samych piosenek na przełomie wszystkich odcinków, odbiorcy to nie przeszkadza. Gdy już słyszysz motyw muzyczny to wiesz, kto za chwilę pojawi się na ekranie, bo tak mocno zakorzeniasz sobie te postacie z tą właśnie piosenką. Na milion procent ścieżka dźwiękowa trafi do grona moich ulubieńców, bo jest po prostu boska.



Będąc jeszcze przy kwestiach technicznych i zahaczając o aspekt wizualny nie mogłabym nie wspomnieć o osobach odpowiedzialnych za charakteryzacje i kostiumy. Niby wszyscy bohaterowie ubierają się jak zwykli ludzie, nie noszą jakoś strasznie wyszukanych strojów, a jednak mimo wszystko to, co na sobie mają, robi ogromne wrażenie w perspektywie całej odgrywanej sceny. Wszyscy mają genialne poczucie stylu. Niby nic takiego, a i tak wszyscy prezentują się nienagannie i znowu jest na czym oko zawiesić, tym razem na urokliwych aktorach w skrojonych na miarę ubraniach, idealnie dopasowanych do ich sylwetek i postaci, w które się wcielają.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to jest to chyba jedyny aspekt serialu, przy którego omówieniu brakuje mi słów. To, co zaprezentował Gong Yoo czyli tytułowy goblin, zasługuje na wszystkie możliwe nagrody. Idealnie wczuł się w rolę dziewięćset letniego nieśmiertelnego generała, który został w przeszłości zdradzony i musiał samotnie radzić sobie z zesłaną na niego karą. Jeśli Kim Shin czegoś nie wypowie słowami, to bez problemu zobaczymy to na jego twarzy. Tak samo w przypadku pozostałych aktorów, którym nie mogę umniejszyć. Lee Dong Wook w roli Ponurego Żniwiarza wegetarianina wymiata, jednocześnie budzi współczucie i miłość. Do tego Kim Go Eun i Yoo In Na… no tak jak mówiłam, jestem bez słów, by opisać to, co oni odwalili na ekranie (w pozytywnym sensie, oczywiście).

Na przełomie całej dramy mamy do czynienia z kilkoma różnymi wątkami, więc na pewno nie będziecie się nudzić. Oczywiście ten główny i najważniejszy dotyczy Kim Shina i Ji Eun Tak – jak możecie się już pewnie domyślać, jest to wątek miłosny, który został poprowadzony w niesamowity sposób. Ich relacja od początku nie jest oczywista i nawet przez kolejne odcinki widz niczego nie może być pewny. Uczucie, które stopniowo się między nimi rodzi, nie opiera się na aspekcie fizycznym, a psychicznym. Nie znajdziemy tu wielu pocałunków, nawet o uściski jest trudno, ale gdy już jakieś nastąpią, widz jest jeszcze bardziej uradowany niż normalnie. Tych dwoje stopniowo zakochuje się w sobie, w swoich charakterach, w swoich problemach, pasjach… a nie w wyglądzie (chociaż aktorzy są naprawdę bardzo ładnymi ludźmi).



Oprócz romansu mamy tu też… bromance. Przyjaźń Kim Shina i Ponurego Żniwiarza to jest po prostu sztos. Przysięgam wam, że w każdej scenie, w której będzie obecna ta dwójka, będziecie zalewać się ze śmiechu. Będziecie płakać, będziecie leżeć na podłodze, bo ich relacja jest zbudowana na wielu żartach i niezręcznych momentach, które są po prostu okrutnie zabawne.

Goblin to przede wszystkim wątek miłosny, ale został on poprowadzony w tak inteligentny i przemyślany sposób, że nie sposób jest nie podzielić uczuć bohaterów i im nie kibicować w drodze do szczęścia. Tak samo zresztą widz się czuje w stosunku do każdej innej relacji, jaką możemy zaobserwować na przestrzeni całej dramy. Przyjaźń, miłość romantyczna, miłość braterska, miłość rodzinna… Chemia między aktorami jest po prostu niespotykana. Ktoś, kto dobierał aktorów do poszczególnych ról także zasłużył sobie na zebranie wszystkich znaczących nagród.

Powinnam chyba was jeszcze ostrzec, bo jak mogliście powyżej zauważyć, Goblin nie ma wad, ale równocześnie to, co robi ze swoimi widzami, powinno być prawnie zabronione. Podczas oglądania serialu gwarantuję wam, że w jednej chwili będziecie płakać ze śmiechu, wić się na podłodze jak fretka, bo niektóre sceny są po prostu tak zabawne, a pięć minut później będziecie też się zwijać na podłodze, ale z rozpaczy, powstrzymując się od wybuchnięcia niepohamowanym płaczem. To, co Goblin funduje… Nazwanie tego huśtawką emocjonalną to za mało. Nawet stwierdzenie że to rollercoaster emocjonalny będzie niedopowiedzeniem. W jednej chwili wspinamy się na szczyt Góry Szczęścia, by chwilę później spaść z niej w Rów Depresji i Smutku.



Szczerze wam radzę, byście do każdego odcinka zabierali ze sobą paczkę chusteczek, ale równocześnie zaznaczam, że do odcinka numer trzynaście przyda wam się ciężarówka tych chusteczek, a do każdego następnego przynajmniej po dwie, choć i tak nie jestem pewna, czy wam nie braknie. Bo wiecie, tutaj wszystko fajnie i przyjemnie, oglądacie sobie kolejne przygody bohaterów, przeżywacie z nimi wszystkie wydarzenia, odczuwacie te same emocje, a tu nagle twórcy wspinają się na jeszcze wyższy poziom niż wcześniej, niż ktokolwiek by ich podejrzewał, że są jeszcze w stanie.

Ja, nie będę ukrywać, popełniłam ogromny błąd, bo postanowiłam obejrzeć sobie trzynasty odcinek wieczorem przed snem. Końcówka zwaliła mnie z nóg, po prostu musiałam wiedzieć, co będzie dalej, co skutkowało oczywiście najpierw zarwaną, a potem nieprzespaną nocą. Następnego ranka wstałam wcześniej niż nakazuje wakacyjna przyzwoitość, byle tylko móc dowiedzieć się, jak potoczą się dalsze losy moich ukochanych postaci. Teraz, gdy już wiem, jak to wszystko się zakończyło, czuję się jak po powrocie z największej i najdłuższej imprezy, jak na największym i najbardziej nieznośnym kacu. Chyba jeszcze nigdy nie złapałam tak ogromnego doła po obejrzeniu jakiegoś serialu.

Goblin mnie najpierw w sobie rozkochał, później złamał mi serce, jako tako je posklejał tylko po to, by przywalić w nie jeszcze raz ogromnym młotem pneumatycznym. Szczerze wątpię, że kiedykolwiek znajdę coś równie dobrego, bo czuję, że żadna kolejna produkcja, którą obejrzę, nawet w jednej dziesiątej nie będzie tak dobra jak Goblin.



Mimo ogromnych emocji, jakie we mnie wzbudziła i miłości, jaką zaczęłam darzyć tę produkcję, potrafię znaleźć kilka błędów. Ale! One też mają tu swój urok, bo wszystkie nieścisłości wynikają nie tyle z braków w scenariuszu, co po prostu są pewnymi niedopowiedzeniami, tak jakby twórcy świadomie zostawili pole do popisu dla fanów, by ci mogli sami się domyślić, o co chodziło. Wyłapałam kilka takich sytuacji i na początku okrutnie się wkurzałam, ale teraz po gruntownym przemyśleniu sprawy dochodzę do wniosku, że kurczę, widz przecież umie używać mózgu więc spokojnie doda sobie dwa do dwóch, dopowie sobie te przemilczane aspekty w sposób, jaki najlepiej mu odpowiada.

Jeśli jeszcze wcześniej nie udało mi się tego wyraźnie zaznaczyć, to teraz jest ten moment; idźcie i oglądajcie Goblina, bo jest to serial, z którym nie tyle warto się zapoznać, co po prostu trzeba. Nie patrzcie na fakt, że jest to koreańska drama (z elementami fantasy!), po prostu idźcie i sprawdźcie sami, bo czasem naprawdę warto jest się wyzbyć wszystkich uprzedzeń. Szczególnie, jeśli jesteście znudzeni wszystkimi kasowymi serialami wychodzącymi od Amerykanów. Przy Goblinie aż zachłyśniecie się tym powiewem świeżości i brakiem schematów.



To jest aż nieprzyzwoite, by jakaś tam historia jakiegoś tam koreańskiego goblina i jakiejś tam koreańskiej nastolatki wzbudzała tyle emocji. Będziecie się śmiać, będziecie płakać, będziecie się irytować, wkurzać, zadręczać, niepokoić… Goblin funduje przyspieszoną wycieczkę po wszystkich waszych uczuciach, ujawniając te, o których istnieniu nawet wy sami nie wiedzieliście.

Okazuje się więc, że jednak ta moja Kasia miała rację, ale cicho, nie mówcie jej tego! Bo Goblin po prostu wymiata. Zmienił mój stosunek do koreańskich produkcji pokazując, że one mogą być o niebo lepsze od tych robionych przez naszych zachodnich sąsiadów.

Teraz mam w sumie trzy opcje do wyboru. Opcja numer jeden zakłada iście do łóżka, nakrycie się pięcioma kocami i nie wychodzenie, dopóki moja psychika nie poskłada się z powrotem do kupy, a mój światopogląd nie wróci na swoje miejsce. Opcja numer dwa jest trochę masochistyczna, bo kusi obejrzeniem innej dramy, w której gra Gong Yoo albo Lee Dong Wook (goblin i Żniwiarz). Za to trzecia i ostatnia kusi rozpoczęciem dramy, która będzie równie dobra co Goblin, a może przy odrobinie szczęścia, nawet lepsza. Podobają mi się wszystkie trzy opcje, więc chyba zrealizuję je wszystkie po kolei. Najpierw przeżyję depresję w łóżku, a później wyjdę na poszukiwania. Jeśli jesteście więc w stanie polecić mi coś dobrego, co ponownie przemieni mnie w emocjonalną papkę, to ja w to wchodzę.

Tak wyglądał mój pierwszy raz z… koreańską dramą. Już teraz czuję, że to dopiero początek mojej przygody z produkcjami zza wschodniej granicy, bo jednak one są zupełnie inne od tego, co wszyscy powszechnie znamy. Inna kultura, inne pomysły i przede wszystkim to wszystko jest dla mnie nowe, więc nie jestem jeszcze znudzona.



PS. Zmieniłam tapetę w telefonie, a to wiele znaczy. Ja nie zmieniam tapety w telefonie dla byle jakiego serialu.

PPS. Jakby ktoś chciał próbkę możliwości Goblina, to zachęcam do obejrzenia tego filmiku (są napisy):




Wszystkie powyższe zdjęcia i gify pochodzą z Pinteresta. 

Przeciętna reakcja na niesamowity opening





 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać



33 komentarze:

  1. Tak. Po prostu tak. Trzy razy tak dla Goblina! Nie wiem, czy coś go przebije. Jestem jeszcze na tym etapie, gdzie jest na szczycie mojej listy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę cię martwić, ale obawiam się, że jeszcze długo taki stan się utrzyma XD

      Usuń
  2. Nigdy nie oglądałem koreańskiej dramy, to nie moje klimaty... Ale może się przekonam! <3

    Zapraszam do mnie, na recenzję Mamma Mii (mamy podobne zdanie haha)

    http://book-dragon-blog.blogspot.com/2018/08/31-mamma-mia-here-we-go-again.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak myślałam, a tu się okazuje, że Koreańczycy robią całkiem niezłe seriale!

      Usuń
  3. Nigdy nie miałam okazji oglądać koreańskich produkcji. Gify zawarte w poście są genialne!
    Pozdrawiam <3
    https://bookcaselover.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Dramy azjatyckie są o wiele lepsze niż polskie seriale, czy nawet amerykańskie. Ja i tak zawsze pozostanę wierną fanką japońskich dram, chociaż koreańskie też lubię. Japończycy całkowicie inaczej patrzą na pewne aspekty niż Koreańczycy. Korea też ma sporo perełek jeśli chodzi o dramy :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to nietrudno znaleźć coś lepszego od polskiego serialu XD
      Japońskich jeszcze nie oglądałam, ale wszystko przede mną. Poszerzam horyzonty XD

      Usuń
    2. Polecam, ja co roku wracam do japońskich i zawsze w ten sam dzień XD Są klasyki, które trzeba obejrzeć, zabawne a i też takie, które poruszają trudne tematy :)

      Usuń
    3. Co polecasz na początek?

      Usuń
  5. Koreańska drama mówisz? Niby obiecałam ci ostatnio w komentarzu że wybadam tego goblina ale zupełnie o tym zapomniałam dlatego super że trafiłam do ciebie z potworem i przeczytałam ten post ! Naprawdę super że goblin wywolal w tobie tyle emocji, to aż nieprawdopodobne, ja od kilku lat nie znalazłam żadnego tak emocjonujacego nowego serialu więc myślę że dam goblinowi szansę choć zawsze byłam do koreańskich dram nastawiona na nie ale brzmisz bardzo przekonująco😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, sklerozo! XD
      Właśnie ja nie pamiętam, kiedy ostatni raz jakiś serial tak na mnie działał, a tu proszę, wystarczyło poszukać u Koreańczyków XD.
      Skoro ja się przekonałam i w dodatku jestem zachwycona, to ty też dasz radę! I czekam na twoje wrażenia :D

      Usuń
  6. Kilka lat temu oglądałam tylko i wyłącznie koreańskie dramy :D. "Goblina" akurat nie oglądałam i pewnie nie mam zamiaru, bo w tej chwili próbując oglądać dramę po prostu się męczę (zmęczyło mnie chyba granie na emocjach, jakie koreańczycy serwują w praktycznie każdym odcinku xD). Przeczytałam Twoją recenzję i mogę dołożyć swoją cegiełkę, polecając Ci dramę "Secret Garden". Jest w niej wątek paranormalny, główni bohaterowie są cudowni. Tak się w nią wciągnęłam, że pamiętam, że z koleżanką nawet nie czekałyśmy na napisy tylko oglądałyśmy po koreańsku haha, ale wtedy już tyle tych dram się naoglądałyśmy, że dużo rozumiałyśmy :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Secret Garden mam na liście. Wydaje mi się, że za scenariusz odpowiada ta sama babka co za Goblina xd
      A koreański nawet nie taki trudny! Ja już kilka słówek znam :D

      Usuń
  7. Tak niezmiernie czuje twoja ekscytację wobec tej dramy.: D Powiem ci, że nikt mnie jeszcze tak nie przekonał do oglądania czegoś, naprawdę. Odpalę sobie pierwszy odcinek i zobaczymy. Trochę się ekscytuję teraz. :D
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Miło mi <3. Tylko obyś mnie nie zamordowała XD

      Usuń
  8. Zapisałam do do obejrzenia! :D
    Mam nadzieję, że mi się spodoba!

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze się jakoś tak dziwnie ciesze, jak widzę kolejną osobę zarażona k-dramową gorączką ;) Możesz śmiało pytać o rekomendacje kolejnych tytułów ;) Miłego oglądania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha!
      To co polecasz na otarcie łez po Goblinie?

      Usuń
    2. Jak chcesz więcej nadnaturalnych rzeczy, to np "Black: https://mydramalist.com/23772-black
      Jak nie boisz się romansu, to mało doceniane "Tomorrow With You" https://mydramalist.com/18882-tomorrow-with-you
      A na dokładkę jedną z moich ulubionych dram zeszłego roku "Because this is My First Life" https://mydramalist.com/24678-because-this-is-my-first-life

      Usuń
    3. O Black słyszałam i mam nawet w planach, a resztę lecę obczaić :D

      Usuń
  10. Nigdy nie ciągnęło mnie do koreańskich dram, ale ta zapwiada się naprawdę obiecująco. Uwielbiam piękne kadry i wzruszające sceny ;)

    Biblioteka-wspomnien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja uwielbiam azjatyckie dramy. Jest tam duży nacisk na emocje a i ogólnie kocham Azję wschodnią :) Zdecydowanie wolę koreańskie, japońskie itd. produkcje od zachodnich.

    OdpowiedzUsuń
  12. No to tak. Już Ci pisałam, że kocham dramy mimo że, momentami są z nieco infantylne xD Goblina akurat nie oglądałam, ale planuję to zmienić. Musze tylko nadrobić zaczęte dramy, a jest ich 7. Życzcie mi powodzenia XD Co do koreańskiego to mi nie przeszkadza, bo podoba mi się ten język, a angielskiego i tak nie rozumiem, więc w zachodnich produkcjach też muszę czytać napisyCiężkie życie ameby językowej xD Teraz musisz obejrzeć Strong Woman Do Bong Soon! Kocham tą dramę całym sercem. Jest urocza i zabawna, ale posiada też wątek kryminalny. No i Hyungsik jest zabójczo przystojny <3
    Pozdrawiam :D
    Klaudia z http://czytaniejestmagiczne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę Ci jeszcze polecić Cheese in the trap. Tu nie ma żadnego wątku fantasy, jest to drama psychologiczna, w której główną rolę ogrywa wątek miłosny, jednak jest on bardzo nieoczywisty. Mi praktycznie do końca się nie podobała, ale po obejrzeniu ostatniego odcinka, gdy wszystko sobie przemyślałam doszłam do wniosku, że to naprawdę dobra drama, która daje do myślenia/
      PS. Główną rolę w tej dramie gra Kim Go-eun :D

      Usuń
    2. Zapisałam sobie wszystkie dramy, w których grają aktorzy z Goblina 😂

      Usuń
  13. Zaczynając czytać tego posta, myślałam,że to nie moja bajka. Ale matko boska, jak Ty potrafisz przekonać człowieka. Teraz to ja muszę to obejrzeć, chociaż pewnie spotkam się z przeciwem mojego chłopaka, ale trudno, ja to muszę zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiedziałam, że mam taki dar przekonywania! 😂
      Chłopakowi może też się spodobać, jest trochę bitewnych wątków 😊

      Usuń
  14. Odległym Kurdwanowie, pfff! Co to ma znaczyć xd
    Ja się nie mogę do tych dram przekonać, nawet, jeśli są tak polecane.

    OdpowiedzUsuń
  15. Koreańczycy robią świetne seriale.Jestem w trakcie oglądania Goblina. Tak ... też zarwana noc ;)Obejrzyj Mr. Sunshine, ten sam scenarzysta (tka) co Goblina ;) Po Mr. Sunshine nie mogłam dojść do siebie bardzo długo. Tą pustkę wypełniania mi właśnie Goblin i sprawdza się ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja właśnie po Goblinie.. Da się czymś ostrzec te łzy i zapełnić pustkę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, jeszcze nie znalazłam niczego równie dobrego :C
      Ale Stron Woman Do Bong Soong też jest świetna :D

      Usuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)