niedziela, 16 lipca 2017

Grzebanie w śmieciach może przynieść wiele niespodzianek - "Indeks szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel [RECENZJA]

Poznajmy Cytrynowego Jałowca.


W momencie, gdy pierwszy raz zobaczyłam tytuł i okładkę książki, byłam przekonana, że to publikacja w stylu Zniszcz ten dziennik albo inna równie kreatywna destrukcja, tyle że związana z wyszukiwaniem i zapisywaniem pozytywnych aspektów swojego życia. Pomyliłam się ogromnie, ale w sumie nie tak bardzo.

Minęło 65 dni odkąd Camilla Lemon zginęła w tragicznym wypadku. Świat bez niej okazuje się być zupełnie innym miejscem, pełnym niewypowiedzianych żali. Wtedy Juniper znajduje pewien list w torebce siostry zaadresowany do tajemniczego „TY”. Od tej chwili próbuje się dowiedzieć, o co chodzi i odkryć sekrety Camilli, które ta tak pieczołowicie przed nią ukrywała.

Cierpię na bardzo pomocną przypadłość. W chwili zamawiania nowej książki zazwyczaj czytam opis z okładki, jednak w chwili lektury zupełnie go nie pamiętam. Na moje szczęście tym razem było tak samo, bo dzięki temu mogłam z czystym umysłem zagłębić się w historię Juniper Lemon bez żadnych oczekiwań. Książce udało się mnie zaskoczyć i oczarować jednocześnie, chociaż jeszcze jestem w trakcie badań, kiedy i jak to się dokładnie stało.


Jeśli zapytacie mnie o przebieg akcji w tej książce to odpowiem, że jako takogo brakuje. Fabuła jest naprawdę prosto skonstruowana, bo to też nie o nią tutaj chodzi. Całą historię tworzą bohaterowie wraz ze swoimi emocjami i przemyśleniami. Główna bohaterka jest świetną narratorką. Nie użala się nad sobą, nie próbuje zrobić z siebie centrum całego wszechświata. Wiadomo, że nie tak dawno temu straciła bardzo bliską sobie osobę i było to dla niej traumatyczne przeżycie. Jednak autorka nie przedstawiła ją w typowy sposób, w jaki przedstawia się „nastolatki w żałobie”. Juniper jest bardzo dojrzała i zaradna, a jednocześnie rozbita i przejęta. Z każdym kolejnym dniem walczy, by prowadzić normalne życie. Nie robi z siebie ofiary, nie przesadza w swoich reakcjach, po prostu myśli racjonalnie. Wie, że Camilla umarła, ale hej, my wszyscy żyjemy. Podejście, które prezentuje sobą Juniper jest tak odmienne od tego, co zazwyczaj dostajemy w książkach tego typu, że aż niezwykłe.

A jeśli chodzi o bohaterów drugoplanowych, to oni wymiatają jeszcze bardziej i bez nich ta książka wiele by straciła na wartości. Autorce udało się zbudować postacie, które mają prawdziwe problemy i zainteresowania. A do tego relacje między nimi przychodzą naturalnie i nie są wymuszone.


Tematyka Indeksu szczęścia nie jest ani łatwa, ani przyjemna, ale Julie Israel postarała się zrobić wszystko, by była jasna i zrozumiała w odbiorze. Porównuje się ją do Gwiazd naszych wina czy Oddam ci słońce, co mnie początkowo przeraziło, bo jak tą pierwszą uwielbiam, to tej drugiej szczerze nie cierpię. Okazuje się jednak, że to ma sens, bo Indeks balansuje gdzieś pomiędzy tymi dwoma powieściami. Problematyką przypomina dzieło Johna Greena, zaś formą, Jandy Nelson. Znajdziemy tu dużo odniesień do sztuki, książka zawiera dużo metaforycznych sformułowań, ale nie podaje ich na tacy i nie jest nimi przesadnie napakowana. Wszystko zostało połączone z umiarem w odpowiednich ilościach.

Nie mam do czego się przyczepić, nic nie jestem w stanie skrytykować, bo wszystko mi się podobało, w dodatku książka nie ma błędów. Jednak z drugiej strony nie znalazłam rzeczy, która sprawiłaby, że Indeks szczęścia jest „tą” powieścią, która zachwyca. Może ja po prostu źle szukałam, bo mimo wszystko jestem oczarowana pomysłem, wykonaniem i przedstawieniem całej historii.



Po skończonej lekturze doszłam też do kilku wniosków. Liściki od –A. nie wyszyły jeszcze z mody i prawdopodobnie nie nastąpi to szybko. M&Msy stanowią rozwiązanie każdego problemu, więc mogłabym w końcu je polubić, bo póki co jest z tym słabo. „Israel” to bardzo fajne nazwisko i sama chciałabym się tak nazywać. A poza tym grzebanie w śmieciach nie zawsze jest tak tragiczne, jak się może wydawać. 

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu IUVI



Fakty objawione:
Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Tytuł oryginału: Juniper Lemon's Happines Index
Autor: Julie Israel
Wydawnictwo: IUVI
Ilość stron: 376
Grubość grzbietu: 2,8 cm
Masa: 390 g
Ciężar: 3,826 N [g=9,81 m/s2]
Cena: 34,90 zł
Mobilność: M (książka lekka, treść trochę mniej)


 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





40 komentarzy:

  1. Bardzo zachęciłaś mnie tym opisem do przeczytania, zwłaszcza, kiedy napisałaś, że formą przypomina Jandy Nelson, którą wprost uwielbiam! Chyba sama będę musiała ją przeczytać ;)

    Mój blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeciwnie, nie lubię Jandy Nelson, ale tutaj mi to się podobało xd

      Usuń
  2. Czekaj, czekaj... Nie lubisz M&Msów? A pomyśleć, że wydawało mi się,iż nie ma nic dziwniejszego od ludzi nie lubiących pierogów. Poza tym książka ma śliczną okładkę, ale jakoś treść, no nie wiem... Mam raczej takie podejście - jeśli dostanę to przeczytam i może nawet będzie mi się podobać, ale jakoś sama nie będę pchać się do zakupu. Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można nie lubić pierogów o.O
      Kup choćby dla okładki ^^

      Usuń
  3. Ciekawa recenzja, poza tym cenię sobie książki, które poza głównym wątkiem przedstawiają interesujących bohaterów drugoplanowych, więc może po nią sięgnę :)

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)
      A bohaterowie są najlepszym elementem tej powieści

      Usuń
  4. Czy Ty wiesz co robisz? jestem zawalona zaległościami, nie mam miejsca na póce, a Ty mi tu jeszcze takie cuda pod nos podrzucasz. Chyba przedłużę sobie urlop :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam!
      Kiedy napadamy na bank po kasę na nowe książki?? XD

      Usuń
  5. Tak, tak, tak! Właśnie zamierzałam czytać i widzę taką pozytywną opinię. Ale super!
    POCZYTAJ ZE MNĄ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ci się spodoba :D

      Usuń
  6. Patrz, pominęłam tę książkę ostatnio w księgarni ze względu na okładkę, dokładnie te same skojarzenia ;) Niestety, wygląda na to, że to jednak nie do końca mój typ literatury...
    Pozdrawiam,
    Ewelina z "Gry w Bibliotece"

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam książki tej autorki i również podoba mi się jej nazwisko :D Czekam na więcej <3

    Hubert z Thelunabook
    http://maasonpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie czytałam, ale wydaje się być ciekawa
    obserwujemy?
    https://paolciapolcia16.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo zachęciłaś mnie do przeczytania książki :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/07/41-i-42-recenzja-dom-i-umys-edward.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Po Twoim opisie bardzo spodobała mi się postać Juniper to jak podchodzi do sprawy i jaka jest w tym dojrzała! Mam wrażenie, że byśmy się polubiły! Z chęcią przeczytam tę historię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się podobało jej zachowanie. Miła nutka dojrzałości w tym niedojrzałym świecie xd

      Usuń
  11. Bardzo, bardzo lubię tę książkę. Gdy po nią sięgałam, spodziewałam się młodzieżówki, która będzie słaba i będzie na siłę chciała przekazać jakieś wartości. To co dostałam zachwyciło mnie i polecam tę książkę teraz wszystkim znajomym ;)
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. "Pomyliłam się ogromnie, ale w sumie nie tak bardzo." - że wut? xD

    Chyba nie przypadnie mi do gustu za bardzo. Potrzebuję książek, które wbiją mnie w fotel (szczególnie po przeczytaniu "Mojej Lady Jane", która jest tak cudowna, że nawet ja w to nie wierze xD), a ta chyba byłaby mi bardziej obojętna... No nie wiem, nie czuję między nami jakiejkolwiek 'chemii'. No ale może kiedyś?

    Pozdrowionka!
    Tysiąc Żyć Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że myślałam że to będzie kreatywna destrukcja i w sumie to nie tak do końca się pomyliłam, bo główna bohaterka prowadzi taki swój "indeks szczęścia" xd

      Tak, namawiaj mnie bardziej do Mojej Lady Jane. Nie mam kasy :(

      Usuń
  13. O książce pierwszy raz słyszę, ale muszę przyznać, że Twoja recenzja bardzo mnie zainteresowała. Cieszy mnie to, że postacie nie są papierowe, a reakcje - niewymuszone. Szczególnie zainteresowałaś mnie tymi nawiązaniami do sztuki. Lubię takie zabiegi w książkach, więc koniecznie muszę po nią sięgnąć.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam "Gwiazd Naszych Wina" więc myślę, że po tę książkę sięgnę. Do tego ta okładka :)

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja za to lubię takie pozycje :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa pozycja i okładka zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam właśnie ochotę na jakąś lekką historię więc chyba się skuszę na tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zachęciłas mnie swoja recenzja do przeczytania książki.:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostatnio dowiedziałam się o istnieniu tej książki i od tamtej pory jest na mojej liście do przeczytania! Ale lista jest niestety, albo na szczęście, bardzo długa, więc nie wiem, kiedy po nią sięgnę... Ale sięgnę na pewno! :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też miałam na początku wrażenie, że to książka do destrukcji xD
    Okładka bardzo mi się podoba i w sumie sama historia również mnie zaciekawiła :D Jeśli wpadnie w moje łapki to na pewno sie na nią skuszę :)
    Ej, nie przypominaj mi o A, bo ostatnio mam straszną ochotę przeczytać choć jeden tom z serii PLL, a nie mma za co go kupić xD
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. "Oddam ci słońce" mi się podobało, "Gwiazd naszych wina" też (choć ogólnie Greena nie lubię), ale to było jakiś czas temu. Nie wiem, czy teraz dałabym się kupić tej książce. Ale jedno muszę pochwalić - tytuł Twojego posta! (Więc jednocześnie zakończenie Twojego posta). Dobra robota.

    Pozdrawiam,
    S.
    nieksiazkowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Dzisiaj zaczęłam i przeczytałam na razie ok. 50 stron, ale muszę przyznać, że zapowiada się całkiem, całkiem ^^

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  23. Po raz pierwszy zwróciłam uwagę na fakty objawione, cóż za nietypowy i genialny pomysł :) widać, ze matfiz działa :)
    Co do samej książki, miałam podobne odczucie - że to kolejna pozycja kreatywna, których szczerze nie znoszę, a tu proszę! No i to grzebanie w śmieciach, czuję się zachęcona :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Z chęcią przeczytam tą książke, zapowiada się interesująco!:)

    OdpowiedzUsuń
  25. O dziwo, pierwsze słyszę o tej książcę, ale dodaję ją do mojej listy do przeczytania i pozdrawiam! :)

    http://sunreads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Pierwsze słyszę o tej pozycji, jednak okładka bardzo zachęca do zagłębienia się w nią ! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam tak samo z czytaniem opisu z tyłu okładkie. Świetna recenzja i dość ciekawa książka. Pozdrawiam https://ksiazkialeksandry.blogspot.com/ PS. CUDOWNE ZDJĘCIA <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Zapowiada się naprawdę świetnie, nie mam innego wyboru niż po nią sięgnąć :D
    https://podroozdokrainyksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo mnie zaciekawiłaś tą książką i chyba muszę ją przeczytać!
    s-busz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Zachęciłaś mnie *.* I ciekawe wnioski :D
    Zapraszam na nowy post http://karolinaiwaniec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie słyszałam o tej książce, ale przekonałaś mnie do niej. Będzie to miła odmiana względem czytanych przeze mnie thrillerów i kryminałów.

    Pozdrawiam
    zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
  32. Mam w planie, ale nie wiem kiedy ją przeczytam. ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)