środa, 5 lipca 2017

Od księżniczki do niewolnicy i na odwrót + szowinistyczne świnie - trylogia "Achaja" Andrzej Ziemiański [RECENZJA]

Achaja jest księżniczką. Jej ojcem jest wpływowy władca królestwa, a jej biologiczna matka nie żyje. Jej macochą została młodsza od niej kobieta, która na każdym kroku szuka okazji, aby pozbyć się pasierbicy i zagarnąć dla siebie majątek. W wyniku intryg dworskich Achaja w wieku piętnastu lat trafia do wojska, gdzie nie ma dla niej taryfy ulgowej.


Nastoletnia Achaja musi się wiele nauczyć. Do tej pory szkolono ją na dziedziczkę korony, a teraz została żołnierzem w armii. Ziemiański bardzo rzeczywiście opisał losy dziewczyny w warunkach polowych królewskiego wojska. Na tym jednak się nie kończy, to dopiero początek drogi Achai.


Oprócz losów tytułowej bohaterki śledzimy także przygody książkoholika Zaana, który przypadkiem spotkał swojego późniejszego przyjaciela, walecznego Siriusa. Tych dwoje zrobi małe zamieszanie. Kolejnym wątkiem jest historia czarodzieja, Mereditha, który stara się wypełnić jak najlepiej powierzone mu zadanie.

W pierwszym tomie wszystkie trzy wątki traktowane są równo i idą ze sobą równolegle. Konsekwentnie dążą do połączenia się. Losy Achai się mocno rozwijają. Śledzimy jej drogę od bycia typową księżniczką, która nie wie co to wojna, do zostania przykładnym wojownikiem wbrew stereotypom. Obserwujemy jej zmianę fizyczną jak i psychiczną. To, co ona przeszła, niejednokrotnie wywoływało u mnie współczucie i smutek. Mimo wszystkich kłód, które rzucano jej pod nogi, dziewczyna się nie poddała.

Na początku tej historii dopiero dowiadujemy się, jakie Zaan i Sirius mają plany, a uwierzcie mi, są dość rozległe i zawiłe. Jednak przez całą trylogię ten wątek niemiłosiernie mnie nudził. Niejednokrotnie gubiłam się w ich rozumowaniu, dialogach i jeszcze wtrąceniach narratora, który wiedział wszystko najlepiej. Za to za wszystkie niedopatrzenia nadrabiał czarownik Meredith. Jego historia była świetna. Zawierała elementy magii, nauki i filozofii. Dlaczego człowiek nie może zmienić się w mrówkę? Bo jako istota ludzka potrzebuje większej ilości powietrza niż ta, którą są w stanie dostarczyć mu malutkie płuca owada. Taka transformacja wielokrotnie kończyła się śmiercią czarodziei. Cała książka jest pełna takich smaczków, dla których warto było czytać.



W tomie drugim Achai zaobserwowałam znaczny spadek i przerost formy nad treścią. Fabuła nie trzymała się przysłowiowej kupy. Miałam wrażenie, że autor zastąpił pomysł na historię walkami i wojnami. Tutaj dostałam więcej wojskowych tematów niżbym tego chciała, bo wyszły one na pierwszy plan i przesłoniły całą fabułę. I jak wcześniej losy Zaana i Siriusa mnie irytowały i nudziły, tak tutaj zaczynałam je lubić. Ale niestety też ku mojemu niezadowoleniu, było trochę mniej rozdziałów o Meredithie, a jak już się pojawiały, to nie były tak ciekawe jak w poprzedniej części.

Wisienkę na torcie stanowił tom trzeci, który był dla mnie tylko i wyłącznie stratą czasu. Cesarstwo Luan jest pogrążone w wojnie, a Achaja oczywiście walczy w armii. Wydaje się, że to jest jej miejsce, a nie dworskie komnaty, ale stratedzy zaczynają snuć plany na wyjście z konfliktów. Nie podobało mi się to, że najpierw autor włożył tyle wysiłku, by Achaja stała się tym, kim się stała, a w tej ostatniej części wszystko poprowadził inaczej. Znowu chciał ją wciągnąć na dwór. Dodatkowo całość skupia się wokół Achai i całej sprawy z wojną. Tu już ze świecą szukać wątków z Zaanem, Siriusem czy Meredithem, a to one były światłem całej trylogii.

Pierwszy tom był pełen akcji i czytałam go z przyjemnością, w drugim także dużo się działo, ale w trzecim wieje tak straszną nudą, że aż szkoda słów. Przez większą część książki akcja jest tak wolna i wlecząca się, że odechciewa się czytania. Jest za dużo polityki i narratora, który mimo że był trzecioosobowy, wkurzał mnie niemiłosiernie. Autor pozostawił wiele niejasności, których nie wyjaśnił do samego końca. Gdy już przy końcówce zaczęło się coś w końcu dziać, skończyło się za szybko. Wielka bitwa, do której dążono, została potraktowana po łepkach. Dodatkowo zirytował mnie sposób zakończenia historii. Zamiast uciąć ją w miejscu, gdzie kontynuacja nie jest potrzebna, autor sobie nie odpuścił i streścił czytelnikowi losy kolejnych głównych bohaterów aż do ich śmierci. Czułabym się o wiele lepiej wiedząc, że oni wszyscy jakoś tam sobie żyją i działają dalej, a nie, że umierają na tak głupie sposoby, bo Ziemiański postawił sobie za punkt honoru zakończyć trylogię uśmiercając każdego bohatera. I nie, to nie są spoilery, bo to wszystko, o czym napisałam powyżej, zawarto poza właściwą akcją.


Podsumowując całą serię… Przy pierwszym tomie jestem na tak, z drugim raczej obojętnie, ale trzeci to trzy razy nie. Wiem, że wielu z was na pewno się ta trylogia spodoba, bo autor wykreował naprawdę ciekawy świat i miał wiele pomysłów, ale nie do końca gustuję w takich książkach. W Achai mamy do czynienia z typowym spojrzeniem na świat faceta, który myśli o kobietach jako o seksownie wyglądających wojowniczkach, które walczą w króciutkich spódniczkach albo nago. Ziemiański także zawarł w swych powieściach sprośny męski humor, który wywoływał u mnie zdegustowanie. Kilka żartów jeszcze by uszło, ale na każdej stronie znajdziemy ich przynajmniej kilka.

Język, jakim została napisana ta trylogia, zasługuje na oddzielny akapit. Gdy typowy autor pisze książkę i zestawia w niej dwie odmienne grupy społeczne, stara się zaznaczyć różnice w ich mentalności i wychowania sposobem, w jaki mówią. Wieśniak zajmujący się na co dzień polem będzie się inaczej wyrażał niż cesarz muszący dostojnie przemawiać, a język żołnierza już na pewno będzie inny. W takich sytuacjach jednak trzecioosobowa narracja powinna być obojętna na pochodzenie bohaterów i sama zachować taki styl, by czytelnikowi się dobrze czytało. W przypadku twórczości Ziemiańskiego nie widziałam żadnej różnicy między pospolitym i ubogim językiem wojownika, a wtrąceniami narratora. Wszystko autor pisał na jedno kopyto w podobny sposób. A ponadto w Achai jest tyle przekleństw, że aż się robi niesmacznie. W niektórych przypadkach owszem, były niezbędne, ale w większości były tak potrzebne jak rybie skrzydła.




Gdy myślę o tym, że Ziemiański postanowił kontynuować pomysł na Achaję w nowej serii, która do tej pory ma już pięć tomów po blisko 700 stron, robi mi się słabo. Wiele osób twierdzi, że ten drugi cykl jest o niebo lepszy i ciekawszy niż oryginalna trylogia, ale i tak mam mieszane uczucia. Nie wiem, czy będę chciała ponownie zgłębiać pomysły Ziemiańskiego, bo na razie mnie skutecznie od siebie odstraszył. Po świetnej pierwszej części, po drugiej słabej i po trzeciej słabszej niż słabsza, mam mieszane uczucia. Achai nie będę nikomu polecać ani odradzać, bo dla jednych może być to strzał w dziesiątkę, a dla drugich strzał, ale w kolano. Nie spotkałam jeszcze osoby, która byłaby neutralnie nastawiona do tych książek. Albo ludzie je kochają, albo nienawidzą. Z wyłączeniem świetnej części pierwszej, ja zdecydowanie jestem w tej drugiej grupie. 



Fakty objawione:
Tytuł: Achaja (tomy 1, 2, 3)
Autor: Andrzej Ziemiański
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: za dużo
Grubość grzbietu: duża
Masa: stosunkowo lekkie
Ciężar: masa * przyspieszenie-ziemskie [g=9,81 m/s2]
Cena: cztery dyszki za tom
Mobilność: nie bierz, nie warto


 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać





29 komentarzy:

  1. Gdziekolwiek nie pójdę widuję właśnie Achaję i chociaż jej jeszcze nie czytałam, to nawet sama okładka do tego kusi c: tylko boję się, że będę miała podobną opinię do ciebie, a nie chcę tracić czasu na coś, co może byc obojętne, a potem nudne ;_____;
    Ciekawi mnie język autora. Rzadko widuje się takie odmiany, które dotyczą poszczególnych warstw społecznych. Chcę to obczaić!
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź z pierwszym tomem. Czyta się stosunkowo szybko, a do tego jeszcze jest całkiem spoko. Dopiero potem robi się gorzej xd

      Usuń
  2. Nie wiem jak to się dzieje, że nie widziałam tych książek xd Ale to chyba dobrze, bo nie mam ochoty sięgnąć po tą serię :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kiedyś napewno sięgnę. Pamiętam, że polecał mi te książki mój nauczyciel polskiego z liceum!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż dziwne, bo to książka raczej nie dla polonisty, płakałby jakby czytał XD

      Usuń
  4. Mimo, że ja również nie gustuję w takich klimatach, poczułam się zaciekawiona.I tak myślę, czy dla próby przeczytać ten pierwszy tom, czy odpuścić. Może akurat dla odmiany sięgnę chociaż po pierwszą część ;)

    Pozdrawiam i zapraszam na KONKURS :D
    Oliwia :")

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam pierwszą część, masz rację, niestety później było trochę słabiej. czytałam pierwszy tom Cesarzowej, zabrakło mi czasu na kontynuowanie serii, zniechęciły mnie również nowe wątki. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest tu książkoholik? Już mi się podoba :D
    Kiedyś bardzo chciałam zabrać się za tę książkę, ale teraz widzę, że tobie się niezbyt podobała :/ Przynajmniej te dalsze tomy. Dlatego raczej po tę trylogię nie sięgnę, przynajmniej w najbliższym czasie :D
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam i pomimo iż opis jest intrygujący to raczej książka nie dla mnie :D

    Pozdrawiam Agaa i zapraszam na Book Tour.
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/07/book-tour-2017.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Skąd to ja znam? Zazwyczaj 1 część serii jest najlepsza, a potem coraz gorzej...

    zapraszam do siebie KLIK

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam już parę negatywnych opinii o tej serii i już skutzecznie mnie od niej odrzuciły. Nie mam czasu, żeby go marnować na coś średniawego, szczególnie, że trzeci tom był już dla Ciebie nudny. Mimo, że opis zapowiada ciekawą lekturę to jednak ja sobie ja odpuszczę :)

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się całą sobą ze wszystkim co napisałaś o tych książkach. Sięgnęłam po "Achaję", żeby zobaczyć, co ciekawego ma do zaoferowania polska fantastyka (oprócz Sapkowskiego), i nawet nie wyobrażasz sobie, jaka przerażona byłam w czasie czytania tych książek. Przekleństwa wręcz wylewały się z kolejnych stron i momentami miałam wrażenie, że autor uczynił z nich nowy znak interpunkcyjny. To, co działo się z bohaterami za nic nie potrafiło mnie zainteresować i chociaż początkowo żywiłam sympatię do Achai, to z czasem zaczęła mnie drażnić. Kolejne tomy były tak złe, że nawet nie przeczytałam ich w całości (kartkowałam i przewijałam do przodu). Trudno jest mi uwierzyć w to, że kolejny cykl tego autora jest dobry. Trzymam się od niego z daleka i mam nadzieję, że nigdy więcej nie natknę się na taką "cudowną" fantastykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ta cała trylogia może stanowić poradnik "Jak zostać szowinistyczną świnią". Nie cierpię sposobu, w jaki traktowano kobiety w tych książkach. I to, że bohaterowie się tak zachowywali to pikuś, wkurzało mnie że narrator nie pozostawał obojętny. On sam obierał strony i robił dokładnie to samo co postacie, teraz przez to utożsamiam go z autorem no i po prostu nie mogę się zmusić do jego innych książek.
      Ja trzeci tom miałam tak ogromną ochotę po prostu wyrzucić przez okno że sobie nie wyobrażasz xd

      Usuń
    2. Latające książki to piękny widok. :D

      Najbardziej nie potrafię zrozumieć tego zachwytu nad jego twórczością. Ja po jednej książce nie miałam ochoty na więcej i modliłam się o to, żeby nie trafić więcej na podobnych do niego pisarzy.

      Usuń
    3. Mój tata należy do wielkich oddanych fanów i jakby mógł to by postawił tej serii ołtarzyk na parapecie ;-;

      Usuń
  11. Sam opis trylogii brzmi naprawdę ciekawie i miałam już jakiś czas temu ochotę po nią sięgnąć, ale trafiałam właśnie na bardzo różne opinie. Twoja utrzymuje mnie w przekonaniu, że istnieją lepsze książki i to one powinny być na mojej liście priorytetów. Po "Achaję" może kiedyś sięgnę, jak już naprawdę nie będę miała nic innego do czytania, na co się w najbliższym czasie nie zanosi ;)
    Pozdrawiam!

    https://slowo-sie-rzeklo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie słyszałem, ale mnie nie ciągnie... Genialne zdjęcia! <3
    Zapraszam do mnie: http://book-dragon-blog.blogspot.com/2017/07/25-zapach-domow-innych-ludzi-recenzja.html

    XX K

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie słyszałam wcześniej o tych książkach. Mają świetne okładki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ale ja z niewiadomych przyczyn mam trzecią część w starym wydaniu i mnie to boli xd

      Usuń
  14. Sporo słyszałam o tej serii, ale jakoś nie bardzo mnie do niej ciągnie. ;d

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś próbowałam to czytać, ale już pierwsze strony mnie odrzuciły. To brzmiało jak taki... fanfick, i chodzi mi tutaj o styl autora. To chyba jedyna książka... ba, seria którą odrzuciłam po kilkunastu stronach. I jak widzę dobrze zrobiłam, skoro z tą serią jest tak słabo. Plus, naprawdę nienawidzę nadużywania przekleństw w książkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Język autora jest po prostu fatalny. Jak ci się nie spodobał pierwszy tom, to dalej nie masz po co próbować, bo nie robi się lepiej :s

      Usuń
  16. Dużo o tej książce słyszałam i o ile brzmiała interesująco, o tyle Ty zupełnie mnie nie zachęciłaś. Chyba sobie odpuszczę :(

    Pozdrawiam,
    S.
    nieksiazkowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Zastanawiałam się nad tą serią jakiś czas, w końcu postanowiłam odpuścić i widzę, że dobrze zrobiłam.

    http://zofiawkrainieksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Brzmi świetnie. Z chęcią sięgnę po te książki.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przyznam, że jeszcze nie czytałam, ale skuszę się na pewno, moje ulubione klimaty. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  20. Raczej nie sięgnę po tę trylogię. Zawsze myślałem o niej, jako o książkach, które "wybiły się" za pomocą okładek i wulgarnego języka. Taki przerost formy nad treścią raczej nie jest dla mnie. Recenzja tylko mnie w tym utwierdziła. :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)