Na
drugiej części Mamma Mii byłam już
jakiś czas temu. Miałam możliwość pójścia na pokaz przedpremierowy, a że byłam
podjarana opcją obejrzenia kontynuacji jednego z moich ulubionych filmów
wszechczasów, to zabrałam się i poszłam. Z kina wyszłam wściekła,
zdezorientowana i smutna. Wściekła, bo kto do cholery pozwolił na ten film,
zdezorientowana, bo jednak cała oprawa była dobra, a smutna, bo kurczę, udało
mi się wzruszyć.
Problem
z drugą częścią Mamma Mii jest jeden;
zwiastun i plakaty okrutnie okłamują widzów. Po obejrzeniu trailera byłam
przekonana, że Sophie jest w ciąży, jest przerażona tym faktem (bo chyba
rozstała się ze Sky’em) i wszyscy jej bliscy (patrz trzech ojców, dwie ciotki i
połowa Grecji) przyjeżdżają na wyspę, by okazać jej wsparcie a przy okazji
opowiedzieć kilka historii o młodości Donny (bo ewidentnie coś z Donną się
stało, skoro jej tam nie ma na miejscu). Jaka jest prawda? Sophie dalej mieszka
na greckiej wyspie, postanowiła otworzyć tam hotel, by uczcić pamięć swojej
matki (która by the way nie żyje, nie wiadomo jak, dlaczego, co się stało, ale
Donna zmarła pomiędzy pierwszą a drugą częścią – dowiadujemy się o tym w
pierwszych dwóch minutach filmu, więc nie jest to spoiler). Postanawia urządzić
wielką imprezę na otwarcie, więc zaprasza wszystkich swoich bliskich i ogólnie
ma być wielki melanż. Te wszystkie wstawki odnośnie przeszłości Donny są
powrzucane tak o, czasem kompletnie wyrwane z kontekstu i niepasujące do
wydarzeń z teraźniejszości. Tak jakbyśmy w tym filmie śledzili dwie osobne
historie; Sophie i jej problemy z hotelem oraz młodzieńcze przygody miłosne
Donny.
Najbardziej
obawiałam się, że młodzi aktorzy wcielający się w rolę Donny, Harry’ego, Billa
i Sama nie dadzą sobie rady, że nie odwzorują tych postaci dobrze, że nie uda
im się pokazać ich młodości, że widz nie będzie miał wrażenia, że to ci sami
ludzie, których pokochaliśmy w pierwszym filmie, tylko 20 lat młodsi. No cóż,
to akurat wyszło całkiem nieźle, moje obawy się nie potwierdziły, bo młoda
Donna i cała reszta wypadają naprawdę całkiem nieźle.
Tylko
kurczę, cała ta kontynuacja jest… pusta. Skoro Donna nie żyje, to ani przez
minutę nie ma jej na ekranie (oprócz jednej sceny pod sam koniec i finału, gdzie
Meryl Streep hula sobie po parkiecie jak gdyby nigdy nic), a sami dobrze wiemy,
kto napędzał pierwszy film – Donna w wykonaniu Streep. To tak jakby nakręcić
kontynuację Harry’ego Pottera uśmiercając Harry’ego Pottera, tak się po prostu
nie robi. Chociaż może śmierć Donny nawet nie jest tak wielkim problemem, można
by było przejść nad nią do porządku dziennego, tyle że według mnie cały film
jest jednym wielkim hołdem dla Donny aka Meryl Streep. Ona tu nie występuje,
ale cała fabuła kręci się wokół niej (przeszłość i teraźniejszość). Sophie
przez 90% czasu gada tylko o Donnie, tak samo jak i reszta bohaterów. Wystarczy
tylko wspomnieć jej imię, by wszyscy zaczęli płakać i wychwalać jej zasługi.
Przecież cały hotel, który Sophie otwiera, jest poświęcony jej zmarłej mamie i
nosi wdzięczną nazwę „Bella Donna”. Wokół śmierci tej bohaterki jest roztoczony
ogromny patos, przez co widz nie wie, czy ma się wściekać za monotematyczność
czy płakać, bo całość jednak jest bardzo smutna.
Do
tego dochodzi jeszcze fakt, że w pierwszej części jednak trochę mówiono o
młodości Donny, więc widz miał jakieś pojęcie o wydarzeniach sprzed lat. W
kontynuacji pozmieniano naprawdę dużo rzeczy jeśli o to chodzi, twórcy jakby
nie próbowali być konsekwentni względem pierwszego filmu. Na seansie w kinie
czułam, że coś nie gra, ale nie byłam w stanie powiedzieć dokładnie co. Dopiero
po paru dniach sobie uświadomiłam, że to przecież nie tak miało być, że jednak
rzeczywistość została nagięta, byleby uczynić fabułę ciekawszą i ładniejszą, a młodość
Donny z drugiej części Mamma Mii jest inna niż ta z pierwszej.
Na
szczęście piosenki dalej dają radę, twórcy wykorzystali część utworów z
poprzedniego filmu, tylko w innej aranżacji, śpiewanych przez innych aktorów,
ale znaczna większość to zupełnie nowe, ale równie kultowe przeboje Abby. Co do
muzycznego aspektu nie ma się do czego przyczepić, bo nie raz i nie dwa nóżka
będzie wam podrygiwać do rytmu, a usta same będą się układać do słów piosenek.
No
i cóż, no… totalnie nie umiem ocenić tego filmu. Niby się cieszę, bo jednak
podświadomie czekałam na kontynuację przygód moich ulubionych bohaterów i
naprawdę bardzo się ucieszyłam, gdy pojawiły się informacje o tworzeniu drugiej
części. Ale jednocześnie moje serce krwawi, bo twórcy nie do końca sprostali
zadaniu. Sami sobie ustawili poprzeczkę bardzo wysoko i niestety, nie udało im
się do niej doskoczyć. Gwoździem do ich trumny jest jeszcze fakt, że reklamują
tę produkcję jako komedię idealną na lato, gdzie tematyka ewidentnie sugeruje,
że jest to melodramat. Śmierć Donny i uczczenie jej pamięci wypełnia tu 90%
fabuły. Wstrzymuję się od oceny, bo mimo że widziałam ten film już grubo ponad
tydzień temu, to do tej pory jestem na niego zła.
Och, nie ma Donny? Widzisz, nawet nie wiedziałam :D Jednak wybieram się w przyszłym tygodniu do kina i myślę, że też się wzruszę i pośmieję i pośpiewam pod nosem. Przecież to Mamma Mia!
OdpowiedzUsuńNo dokładnie! XD
UsuńAle że ona nie żyje? Coś poszło chyba nie tak XD
OdpowiedzUsuńJakby mniej do niej wzdychali i jej nie opłakiwali w każdym możliwym momencie, to by było lepiej xd
UsuńOczywiście, że obejrzę. Pierwsza część to najlepszy film ever!
OdpowiedzUsuńOj tak <3
UsuńMam podobne odczucia. Niby mi się podobało, piosenki świetne, a i aktorka grająca Donnę dała radę, ale... No kurczę. Coś mi nie gra. Powiem Ci, że byłam w wielkim szoku, gdy na początku filmu okazało się, że Donna nie żyje - oglądałam zwiastun, ale nawet mi to nie przyszło do głowy :/ Wstawki z przeszłości baaaardzo mi się podobały, ale za to w ujęciach z czasów współczesnych już trochę mi nie grały, nieobecność Meryl była naprawdę odczuwalna.
OdpowiedzUsuńNo ale tak czy siak uważam, że film warty obejrzenia ;)
Ja też! Chociaż coś mi chodziło po głowie, że coś się z Donną stało, ale mimo wszystko nie przypuszczałam, że ją uśmiercą!
UsuńBez Streep ta teraźniejszość była taka pusta. I chociaż film i tak jest o Donnie, bo mamy tę młodszą wersję, to mam wrażenie, jakby Donny tam w ogóle nie było :(
Obejrzę na sto procent i podejdę do tej produkcji z przymrużeniem oka. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, pierwsza część jest naprawdę fajna. :D
OdpowiedzUsuńTo w takim razie miłego oglądania! I szczerze liczę, że ci się spodoba :D
UsuńMam już rezerwację biletów do kina, ale strasznie się boję iść. Nie chcę zepsuć sobie tej historii...myślałam, że zostanie to rozegrane inaczej. Pierwszą część kocham i zamęczam nią wszystkie znajome. Samą ABBĘ też kocham. Dlatego nie mogę sobie odpuścić obejrzenia tego, bo czekałam na to od kiedy tylko ogarnęłam, że powstaje kontynuacja.
OdpowiedzUsuńxoxo
L.
Druga część nie psuje historii. Masz 50/50 szans, że ci się spodoba xd
UsuńMnie się bardzo podobał ten film haha. Nie mogłem się doczekać premiery, więc już w piątek byłem w kinie i w piątek recenzja na moim blogu, na który powracam.
OdpowiedzUsuńZapraszam na najnowszy post, recenzję Hashtagu! <3
http://book-dragon-blog.blogspot.com/2018/07/30-hashtag-recenzja.html
Nic tylko zazdrościć :D
UsuńTo czekam na recenzję ;)
Jeśli nie ma Donny, to chyba odechciało mi się to oglądać :( Nie lubię jak zabierają mi moich ulubionych bohaterów od tak
OdpowiedzUsuńhttps://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/
ogólnie kocham musicale, ale coś mamma mia mnie nie może przekonac, no nie lubie tego filmu i mega mnie drazni, nawet nie wiem z jakiego powodu ;p . nie wiem czy obejrze druga czesc.
OdpowiedzUsuńZ częścią twoich argumentów się zgadzam (szczególnie jeśli chodzi o nieścisłości między pierwszą a drugą częścią), ale na zwiastunie Sophie mówi o ciąży z radością na twarzy, a Sky'a na nim widać (choć to może zależy od zwiastunu). Mi osobiście podobały się przejścia między przeszłością a teraźniejszością, bo polegały na takich samych kwestiach aktorów, obrazach, krajobrazach. a piosenki to SZTOS! Bardzo mi się podobało :-)
OdpowiedzUsuńFaktycznie. Sky jest tam na niektórych zwiastunach. Aktor strasznie się zmienił i wtedy go nie poznałam XD
UsuńZ tą brodą rzeczywiście wyglądał inaczej XD A ojcowie posiwieli
UsuńAjj, Mamma mia to nie film dla mnie. I nie obejrzę ani pierwszej ani drugiej części bo mnie to dosłownie nie interesuje. No cóż :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Weronika ♥
pasjeweroniki.blogspot.com
Nie zdecydowałam się na pójście do kina, kiedy jeszcze emitowali film w moim mieście i może dobrze zrobiłam... Bardzo lubię pierwszą część - jest jednocześnie pogodna i smutna, roztańczona i poważna, momentami też intrygująca, a Streep odgrywa tam (kolejną) mistrzowską rolę. Pewnie zobaczę film dopiero wtedy, gdy będzie emitowany w telewizji. Może się nie zawiodę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!